Komunizm dla dzieci, miłość i rewolucja [ROZMOWA]

Paweł Matusz rozmawia z Bini Adamczak, niemiecką autorką oraz badaczką komunizmu i nieheteronormatywnych seksualności

W swojej pracy bardzo często skupiasz się na Rewolucji Rosyjskiej. Dlaczego rewolucyjna tradycja bolszewików jest tak ważna dla osób LGBT+?

Po pierwsze, Rewolucja Rosyjska była niesamowitym wydarzeniem w historii ludzkości. Była to pierwsza zwycięska próba stworzenia świata bez eksploatacji i dominacji. Świata, w którym wszyscy są naprawdę równi. Próba zwycięska także w tym sensie, że nie została pokonana przez kontrrewolucję, w przeciwieństwie do takich wydarzeń jak Komuna Paryska czy Rewolucja San Domingo na Haiti. Niestety później poniosła porażkę. Nie sprostała własnym emancypacyjnym oczekiwaniom. Pomysł, który porwał tak wielu ludzi, obudził ich pragnienia i marzenia, nie polegał na pozbyciu się jednego rządu i wymianie go na inny. Nie chodziło o uwolnienie jednej części społeczeństwa, powiedzmy burżuazji czy heteroseksualnych mężczyzn. Chodziło o zniesienie wszelkiej dominacji, także dyskryminacji ze względu na płeć, rasę, religię i różnego rodzaju uprzedzeń lub form dominacji. Kto zatem cierpi z powodu obecnych warunków i dąży do lepszego świata, powinien być zainteresowany Rewolucją Rosyjską. Obejmuje to także tych, którzy walczą z homofobią, seksizmem, transfobią.

Drugi powód jest bardziej konkretny: przyznanie kobietom prawa do udziału w wyborach i zniesienie kryminalizacji sodomii. Nowe prawo dotyczące małżeństwa było najbardziej postępowe na świecie. Ale dla rewolucjonistów problem polegał na tym, że wciąż istniała instytucja małżeństwa. Chcieli więc znieść małżeństwo jako takie. Nowe prawo pozwalało na ślub lub rozwód za pomocą zaledwie jednej kartki papieru. To samo dotyczy praw reprodukcyjnych. Nawet dziś w Niemczech aborcja jest nielegalna. Kobieta może ją wykonać, nie zostanie ukarana, ale aborcja jest nielegalna. Nie była natomiast nielegalna w pierwszej dekadzie istnienia Związku Radzieckiego. Ta rewolucja była bardzo postępowa, zwłaszcza na początku, także w kwestiach takich jak płeć i seksualność. A plany, które bolszewicy mieli na przyszłość, były jeszcze bardziej postępowe. Nie chcieli uczynić mężczyzn i kobiet równymi i dać im pełne uznanie. Chcieli całkowicie znieść system podziału na płeć.

Twoja odpowiedź przypomina mi o postulatach głównego nurtu polityki LGBT+, które tak bardzo skupiają się na rodzinie jako ważnej, uzasadnionej i naturalnej formie życia społecznego. Również w jej rzekomo alternatywnych wersjach queer. Wydaje się to całkowicie sprzeczne z emancypacyjnymi ideami bolszewików.

Tak, oczywiście. Jednym z najważniejszych pomysłów w ruchu gejowskim w ostatnich latach lub dekadach było małżeństwo homoseksualne. Fakt, że małżeństwa gejowskie stały się tak ważne w walce LGBT+, jest wynikiem klęski seksualnego ruchu rewolucyjnego z 1968 roku. Sam rok 1968 był ruchem rewolucyjnym, a rewolucja seksualna i płciowa stanowiły jego integralną część. Ruch gejowski lub ruch queer, który rozpoczął się od słynnych zamieszek w Stonewall, chciał czegoś innego niż małżeństwo gejowskie. Czegoś więcej. Nie chodziło o integrację z porządkiem heteronormatywnym, lecz o zmianę całego społeczeństwa. Kiedy mówiono: „Nie homoseksualista jest perwersyjny, lecz społeczeństwo, w którym żyje” (It is not the homosexual who is perverse, but the society in which he lives), skupiano się właśnie na tym. To nie była idea asymilacji do danego porządku społecznego. Celem było zrozumienie warunków homofobii i ucisku seksualnego oraz ich zmiana nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich. W tym momencie widzimy, jak rok 1968, krytyka rodziny, zamieszki w Stonewall i rewolucyjny ruch lat 70. są związane z ideami rewolucjonistów z 1917 roku. Ruch ten był do pewnego stopnia udany, lecz potem został zintegrowany i znormalizowany. Małżeństwo gejowskie jest formą heteroseksualizacji życia queer. To idea zakładająca, że część osób czy ruchu może zostać zintegrowana poprzez odrzucenie tych, którzy nie są postrzegani jako normalni. Możemy sprzedać homofobicznej publiczności męskiego mężczyznę i geja ze szczęśliwą rodziną i dziećmi, ale nie queer, trans, punk i poliamoryczny styl życia. Ta idea asymilacji i integracji nigdy nie była i nie będzie udana.

Moje następne pytanie dotyczy problemu, który analizowaliśmy w „Bez Dogmatu” w jednym z naszych ostatnich numerów. Antykomunizm jest dominującą ideologią w polskim krajobrazie politycznym. Dlaczego jest również niebezpieczny dla osób nieheteronormatywnych?

Kluczową kwestią jest tu znowu rodzina. John D’Emilio napisał esej zatytułowany Kapitalizm i tożsamość gejowska (Capitalism and Gay Identity). Myślę, że to świetna analiza i wciąż pozostaje prawdziwa. Nawet dziś, kiedy widzimy wzrost faszyzmu. Nie wolno nam zapominać, że ten wzrost nastąpił po kryzysie finansowym w latach 2007–2008. Oczywiście, faszystowskie idee nie są bezpośrednio związane z tym kryzysem, ale to główny powód, dla którego znów stają się tak silne.

D’Emilio pyta, skąd się bierze homofobia. Czego możemy się nauczyć z jego materialistycznej perspektywy, to tego, że homofobia, antyfeminizm, queerfobia nie dotyczą oświecenia. Nie chodzi o wiedzę ani reprezentację. Możemy mieć o 20 proc. więcej osób LGBT+ na ekranie, nowy system szkoleniowy, możemy oświecić wszystkich, że uprzedzenia są złe, ale nie rozwiąże to problemu, ponieważ problem – pragnienie homofobii – pochodzi z naszych podstawowych warunków i stosunków, sposobów, za pomocą których organizujemy nasze życie w kapitalizmie. Co to znaczy? Znaczy to, że rodzina znajduje się w centrum owych stosunków społecznych, ale w kapitalizmie rodzina jest w ciągłym kryzysie. Stała się mniej wydajna i ważna, ponieważ w kapitalizmie sama nie jest w stanie wyżywić swoich członków. Niektórzy członkowie rodziny muszą wykonywać pracę najemną. Praca reprodukcyjna jest nadal organizowana w rodzinie w sposób sprywatyzowany, ponieważ żadna instytucja społeczna nie chce wykonywać pracy reprodukcyjnej za pieniądze. Musi ona jednak zostać wykonana, więc pozostaje sprywatyzowana. Nie jest to płatna praca, lecz cena za jej wykonywanie nazywana jest miłością. Miłość jest jak pieniądze, które dostajesz za tego rodzaju pracę. W ideologii kapitalistycznej rodzina jest postrzegana jako miejsce, w którym szukasz pocieszenia, gdzie czujesz się jak w domu, gdzie otrzymujesz lojalność, gdzie wszystko jest bezpieczne. Gdzie jesteś akceptowany. Jednak rodzina ta jest w ciągłym kryzysie, ponieważ nigdy nie może spełnić tych nadziei. Powoduje to ciągłe napięcie i sprzeczności. Ludzie tęsknią za rodziną, za miłością do prywatnej własności. Tęsknią za romansem, ale widzą, że to nie działa. Widzimy to każdego Bożego Narodzenia w czasie rodzinnych kłótni i awantur. Rodzina nie przynosi szczęścia, które obiecuje. Nie może dać ci wszystkiego, czego potrzebujesz, z powodu podstawowej sprzeczności, w jakiej znajduje się rodzina w kapitalizmie. Chodzi o wysokie oczekiwania wobec rodziny, przy zdecydowanie zbyt małej mocy, by je spełnić. D’Emilio mówi, że z powodu tej sprzeczności ludzie potrzebują kozłów ofiarnych: feministek, homoseksualistów, osób queer. Widzi się ich jako tych, którzy niszczą rodzinę. Dopóki nie stworzymy nowych rodzajów solidarności reprodukcyjnej, społeczności opiekuńczych, ta sprzeczność pozostanie żywa, a wraz z nią pragnienie znalezienia kozłów ofiarnych. W ten sposób praca reprodukcyjna, produktywna praca, rodzina i fabryka są ze sobą powiązane. Dlatego właśnie heteroseksistowski kapitalizm jest podstawą dla homofobii, transfobii, antyfeminizmu.

To prowadzi mnie do pytania o miłość. Według plotek Aleksandra Kołłątaj, członkini partii bolszewików, wierzyła w miłość. Czy możemy uratować miłość? Jak wyglądałaby miłość w komunizmie?

To, co zrobiła Aleksandra Kołłontaj (później także liberalny socjolog Niklas Luhmann), było genealogią miłości. Historią miłości. Zapytała: czy miłość naprawdę jest koncepcją antropologiczną? Czy istnieje w całej historii lub ma datę urodzenia? Albo datę ważności? Skąd pochodzi? Zadziwiające jest to, że pojęcie miłości pojawia się w tym samym czasie, co społeczeństwo burżuazyjne i kapitalizm. Pomysł, że możesz znaleźć kogoś, kto jest twoją bratnią duszą i pozostajecie razem do końca życia. Albo bierzecie ślub z tego głębokiego wewnętrznego poczucia jedności. To całkiem nowe. Nie ma tego w społeczeństwie feudalnym. W społeczeństwie feudalnym małżeństwo było pojęciem ekonomicznym. Wspólnie tworzy się jednostkę ekonomiczną. Jeśli więc miłość rodzi się w kapitalizmie, pytanie brzmi: dlaczego? Jaki jest związek między tymi zestawami emocji a pieniędzmi, kredytem, kapitałem, towarem? Myślę, że to połączenie wewnętrzne. Miłość oferuje coś, czego brakuje w kapitalizmie. Musimy zadać sobie w tym momencie pytanie: jak to jest żyć w kapitalizmie? Jest to szczególnie trudne, jeśli nie żyjemy lub nigdy nie żyliśmy poza kapitalizmem. Musimy więc zapytać, w jaki sposób jesteśmy ze sobą powiązani w kapitalizmie? Jesteśmy połączeni ze sobą poprzez towar i utowarowienie. Nasza przynależność do społeczeństwa zależy od sprzedaży siły roboczej. Dostajemy za to pieniądze, co pozwala nam uczestniczyć w społeczeństwie. Nie należymy do siebie, lecz wszyscy produkujemy prywatnie, wszyscy walczymy o siebie, o rodzinę, o karierę na własną rękę. Jesteśmy sobie obojętni. Musimy pokazać wysiłek. Konkurujemy. Mój sąsiad może chcieć tej samej pracy co ja, ale tylko jedno z nas ją dostanie. Nie jesteśmy w tym razem. Jesteśmy przeciwko sobie. Boimy się, że możemy stracić naszą pracę, czyli naszą przynależność do społeczeństwa. Są to uczucia strachu, obojętności, konkurencji, niedostatku. Tutaj miłość daje nam odpowiedź: znaczysz coś jako osoba, którą po prostu jesteś. Nie jesteś kochany za to, co robisz, ale za to, kim jesteś. Nie musisz się starać. I nie stracisz tego. Mówimy to, nawet jeśli wiemy, że to nieprawda: to na całe życie, na wieczność. To romantyczna obietnica. Ta ideologia pozostaje nienaruszona, nawet jeśli liczba rozwodów rośnie, a ludzie żyją w seryjnej monogamii. Ideologia romantyczna daje nam coś, czego ciągle brakuje w kapitalizmie. To właśnie mówi Kołłontaj: jeśli zmienimy nasze stosunki gospodarcze, wpłynie to na nasze inne relacje. Kiedy zmieniamy stosunki gospodarcze, miłość również się zmieni. Jeśli zmienimy nasze warunki ekonomiczne, które tworzą obojętność, konkurencję i ciągły strach przed utratą więzi społecznej, wówczas presja na życie prywatne i romantyczne, aby zaspokoić te potrzeby, rozluźni się. W komunizmie to, co nazywamy miłością, nie wydarza się w sferze prywatnej między dwojgiem ludzi, ale będzie to coś, czego będziemy doświadczać wychodząc na ulicę, spotykając się w domu i chodząc do sklepu. Stosunki gospodarcze będą oparte na solidarności. Myślę, że to pomysł Aleksandry Kołłontaj. Problem z miłością (dlatego nazywamy to miłością własności prywatnej) jest taki, że jest ona przeznaczona tylko dla kilku osób. My razem przeciwko reszcie świata – sfera publiczna jest naszym wrogiem. Jeśli przestaniemy postrzegać resztę świata jako wroga, nie będziemy potrzebować tego typu miłości.

Miłość załatwiona. Porozmawiajmy o Twojej książce Komunizm dla dzieci (Kommunismus: Kleine Geschichte, wie endlich alles anders wird, przetłumaczonej m.in. na angielski jako Communism for Kids oraz na czeski jako Komunismus (nejen) pro děti: aneb jak vše bude jednou jinak – P.M.). Tak naprawdę nie jest dla dzieci, ale częściowo napisana jest w bardzo przystępny sposób.

Tak, jest napisana za pomocą nieco dziecięcego języka. Dlaczego? Początkowo był to tekst na konferencję „Nieokreśloność! Komunizm” („Indeterminate! Communism”) zorganizowaną w 2003 roku we Frankfurcie. Idea tej konferencji brzmiała: teraz, gdy Związek Radziecki upadł, a tradycyjny socjalizm został pokonany, termin komunizm jest ponownie otwarty. Już nie jest związany na przykład ze stalinizmem. Możemy go użyć, aby połączyć tak wiele grup politycznych: antyrasistów, antyseksistów, ekologów. Wszystkich, którzy dążą do poprawy świata na różnych polach. Możemy połączyć te pola dzięki komunistycznej idei wspólnego świata. Chciałam więc napisać książkę o tym, jak Karol Marks wyobrażał sobie społeczeństwo komunistyczne. W tamtym czasie wszyscy mówili, że wcale o tym nie pisał – dokonał jedynie analizy oraz krytyki kapitalizmu i zabronił pisać o utopiach. Zdałam sobie sprawę, że nie mogę napisać książki naukowej o komunizmie. Dlaczego? Bo język naukowy jest wyzbyty emocji, pożądania, miłości, marzeń. A komunizm jest pragnieniem. Chcesz żyć w lepszym świecie, ponieważ nie jesteś szczęśliwy w tym. Aby więc mówić o komunizmie, potrzebujesz języka pożądania. Idea języka dziecięcego spodobała mi się, ponieważ jest to język prostoty. To czyni go dostępnym i ważnym, ponieważ komunizm jest nie tylko dla naukowców i intelektualistów. Jest dla wszystkich. Język wyzbywa się pozorów dorosłej koncepcji: „Świat jest taki, jaki jest i nie możemy nic zrobić” i przywraca zapytanie: „Naprawdę? Jak to działa? Czy jesteśmy z tego zadowoleni, czy możemy zrobić coś zupełnie innego?”.

Rozmawialiśmy wcześniej o marzeniu o zniesieniu systemu płci. Kilka lat temu w Polsce doświadczyliśmy strasznej porażki. Nowa ustawa, która miała uczynić proces uzgodnienia płci prostszym i mniej upokarzającym dla osób trans, nie przeszła procesu legislacyjnego i została odrzucona przez prezydenta Andrzeja Dudę. Z kolei w Niemczech wprowadzono niedawno nową ustawę o „trzeciej płci”. Mówiłaś o tym podczas jednego z wykładów w Lipsku. Co o tym myślisz?

To zależy od punktu widzenia. Z historycznego punktu widzenia jest to duży postęp, ponieważ Sąd Najwyższy i niemiecki rząd (czyli supermocarstwo Europy) przyznały, że idea binarnego systemu płci była sądową i prawną fikcją. Fikcją, która nigdy nie była prawdziwa. Uznali również, że zmuszanie ludzi do zapisu płci w paszportach jest dyskryminujące, jeśli ma się ograniczone możliwości wyboru płci. Sąd Najwyższy stwierdził, że istnieją dwie możliwości: albo pozbyć się przydziału płci dla wszystkich, albo dodać więcej możliwości płci. Pierwsza opcja to opcja preferowana przez ruch wyzwolenia seksualnego z 1917 roku. Po prostu się tego pozbądźmy. Dlaczego państwo powinno wiedzieć o płci obywateli? Niestety zrobili tak, aby zachować binarny system płci i dodać troszkę więcej. Jak powiedziałby Marks: poruszają się w granicach umożliwionych przez policję, ale logicznie niemożliwych („die bewegen sie sich innerhalb der Grenzen des polizeilich Erlaubten aber logisch Unerlaubten”). Stworzyli prawo, które nie jest logiczne. Teraz masz trzy płcie: męska, żeńską i różnorodną. Oczywiście, skoro trzecia jest „zróżnicowana”, to nie potrzebujemy dwóch pierwszych. W tym prawie działa niechciana logika subwersji. Zatem jeśli przyjrzeć mu się uważniej, to rzeczywiście jest ono okropne. Utracono szansę na zniesienie wszystkich płci, a tradycja patologizacji jest wciąż nienaruszona. Inaczej jest na Malcie, Urugwaju, Chile, Argentynie lub Danii, gdzie można po prostu powiedzieć: „Słuchaj, ta płeć jest przypisana źle, potrzebuję innej” – szybko i wygodnie. Tymczasem w Niemczech to nadal lekarze określają płeć. Wciąż rządzi tu medykalizacja i patologizacja, mimo że psychiatrzy i lekarze, którzy zajmują się tym od dziesięcioleci, napisali oświadczenie, że to jest złe. Kto powinien wiedzieć lepiej niż same osoby zainteresowane? Nowa ustawa chciała także podzielić grupy: osoby trans przeciwko osobom interseksualnym i myślę, że powinniśmy walczyć z tą polityką dzielenia.

W swojej książce Komunizm dla dzieci tworzysz kilka możliwych abstrakcyjnych utopii komunistycznych. Piszesz o potrzebie utopii, pragnieniu utopii. Z drugiej strony mam wrażenie, że lewica jest nieco zaślepiona przez antykomunizm i niepotrzebnie dystansuje się od rzeczywistych projektów NRD, PRL lub ogólnie powojennego socjalistycznego projektu Związku Radzieckiego. Oczywiście było w nich wiele skrzywień, ale dostępna była bezpłatna opieka medyczna, bezpłatna edukacja, publiczny system mieszkaniowy…

To temat mojej drugiej książki Wczoraj rano („Gestern morgen”). To, co próbuję w niej zrobić, to polityka żałoby po historii tradycyjnego socjalizmu i prób emancypacji w Związku Radzieckim. Ten proces zaczął się wcześniej niż wspomniany okres. Zaczął się w 1939 lub 1941 roku wraz ze szczytem stalinizmu, a następnie cofnął się. Pytanie brzmi: co było emancypacyjne w tej sytuacji politycznej, a co było kontrrewolucyjne? To dziwna mieszanka rewolucji i kontrrewolucji. Musimy tu dokonać także silnych rozróżnień między różnymi krajami. Bułgaria bardzo różniła się od Polski i Czechosłowacji. Pytanie brzmi, czy istniał silny lokalny rewolucyjny ruch ludzi, którzy chcieli spróbować komunizmu, czy też zostali do niego zmuszeni przez siły zewnętrzne. Właściwie tego rodzaju państwowy socjalizm zawsze był wymuszany odgórnie. To sprawia, że wszystko, co jest dobre, ostatecznie staje się gorzkie. Nie możesz wymusić szczęśliwego życia, nie możesz narzucać komuś socjalizmu. Komunizm musi być libertariański lub nie jest komunizmem. Socjalizm musi być demokratyczny lub nie jest socjalizmem. To samo dotyczy demokracji: musi być socjalistyczna lub nie jest demokratyczna.

W Niemczech w ostatnich latach nastąpiła zmiana. Dyskusja na temat NRD stała się bardziej złożona. Niektórzy bronią NRD, twierdzą, że był to socjalizm, w pewien sposób bronią także stalinizmu. Inni twierdzą, że była to tylko dyktatura i podążają za antykomunistyczną propagandą. Jednak gdy spojrzymy głębiej, przestajemy skupiać się na reprezentacji i zauważamy więcej. Widzimy rewolucyjny moment 1989/90. Nie tylko wołanie o kapitalizm czy wolę zjednoczenia i liberalnej demokracji. Nawet wtedy na ulicach było wielu ludzi, którzy chcieli humanitarnego socjalizmu. Innego socjalizmu, demokratycznego socjalizmu. Ich wizja różniła się od tego, co nastąpiło w latach 90. W świetle tych oddolnych ruchów otrzymujemy różne narzędzia do spojrzenia na rzeczywistość socjalizmu. Ludzie, z którymi rozmawiałam, to dysydenci tacy jak Bernd Gehrke, Renate Hürtgen, Judith Braband, Thomas Klein, Anne Seeck. Ważne jest, aby szukać takich ludzi. Byli uciskani w NRD, często więzieni. Nie dlatego, że formułowali prawicową krytykę, ale lewicową. Mówili: „Jestem socjalistą, jestem marksistą i to, co tutaj robicie, nie jest marksistowskie ani socjalistyczne”. Być może wielu z nich było anarchistami, ale głównie byli to marksiści i socjaliści. Po 1989 roku pozostają dysydentami. Pozostają wierni swojej demokratycznej i socjalistycznej krytyce. Nie zostali zintegrowani z RFN. To są głosy, których powinniśmy słuchać.

Wróćmy jeszcze do jednego z pierwszych pytań. Niedawno w USA ukazała się książka Kristen Ghodsee Why Women Have Better Sex Under Socialism and Other Arguments for Economic Independence. Jej lektura pokazuje, że niektóre pomysły wywodzące się z Rewolucji Rosyjskiej były przepełnione duchem egalitaryzmu i tak oddziaływały na codzienność ludzi, że ich życie seksualne było znacznie bardziej satysfakcjonujące niż w Niemczech zachodnich. To bardzo proste statystyki. Na pytanie, jak kobietom z Niemiec wschodnich i zachodnich podoba się ich życie seksualne i jak często osiągają orgazm, 80 proc. pierwszych odpowiedziało, że zawsze doświadczały orgazmu, w porównaniu z 63 proc. drugich. W jednym z badań 82 proc. kobiet ze wschodnich Niemiec stwierdziło, iż czuły się „szczęśliwe” po seksie, w porównaniu z nieco ponad połową tej liczby w zachodnich Niemczech. Pytanie brzmi: dlaczego? Jedna odpowiedź to autonomia ekonomiczna. To straszne widzieć, jak drastycznie postępuje utowarowienie kobiecości w Europie Wschodniej po 1990 roku. Kobiety muszą często szukać bogatego męża z powodów egzystencjalnych. Ze względu na przetrwanie. Tego nie było w NRD. Innym powodem jest właśnie utowarowienie kobiecości: jeśli od niektórych oczekuje się, że będą dobrze wyglądać dla kogoś innego, trudniej będzie im skupić się na tym, co w rzeczywistości im odpowiada, czego chcą.

Inny powód odsyła nas z powrotem do pytania o miłość. Kiedy więzi społeczne są stabilne, może nudne, niekoniecznie całkiem wolne, ale stabilne, nie trzeba szukać ucieczki w romantyczną miłość, małżeństwo i rodzinę. Jeśli te intymne lub seksualne relacje zostaną uwolnione od ciężaru wniesienia bezpieczeństwa do przepełnionego niepewnością życia, to być może staną się bardziej otwarte i seksualne niż w kapitalizmie.

Nazywasz moment historyczny z lat 1989/90 rewolucyjnym, podczas gdy wielu nazwałby go kontrrewolucyjnym? Dlaczego?

W historii państwowego socjalizmu istnieje wewnętrzna logika. Jako filozofka historyczna powiedziałbym, że w historii zawsze istnieje potencjał przypadkowości. Nigdy nie wiemy, jak będzie przebiegać historia i zawsze istnieje wiele możliwości historii. Mimo to, patrząc wstecz, można zauważyć pewną logikę. W tym przypadku logika jest taka, że państwowa partia socjalistyczna, partia komunistyczna, ustanowiła spiralę, w której coraz bardziej ograniczały się możliwości polityczne. Na początku komuniści walczyli przeciwko monarchistom i burżuazyjnym kontrrewolucjonistom. Potem przeciwko prawicowym socjaldemokratom, a następnie prawicowym rewolucjonistom społecznym, przeciwko anarchistom oraz przeciwko różnym frakcjom w ich własnej partii. W końcu zabroniono frakcji i zawsze należało podążać za linią partii. Stworzyło to jakąś formę paranoi. Nieufności i paranoi wobec wszystkiego, co powstaje oddolnie, pochodzi z dołu społeczeństwa. Jeśli ktokolwiek tworzy inicjatywę, tworzy różnicę, to nie może być ona słuszna, ponieważ nie pochodzi od przywódców, powiedzmy, Stalina czy Lenina. Nie pochodzi z góry. Ilekroć ktoś chciał stworzyć antyautorytarną perspektywę komunistyczną, był niszczony. Wydarzyło się to już w 1919 i 1920 roku z anarchistami. Następnie w 1953 roku w Berlinie, w 1956 roku na Węgrzech, w 1968 roku w Pradze i tak dalej. W pewnym sensie jest to samospełniająca się przepowiednia. Jeśli zawsze myślisz, że wszystko, co pochodzi z dołu, jest kontrrewolucyjne i trzeba to zabić, to każdy kolejny ruch będzie trochę bardziej kontrrewolucyjny, ponieważ oddolne socjalistyczne antyautorytarne tradycje są niszczone i brakuje ich następnym razem. Ruchy w 1953 i 1956 roku wciąż pragnęły demokratycznego i humanitarnego socjalizmu, ale zostały zmiażdżone. W takiej sytuacji za każdym razem trudniej było wrócić do obietnic z 1917 roku i odtworzyć prawdziwy libertariański komunizm. To samospełniająca się przepowiednia, ponieważ w końcu stała się ona prawdziwa i w latach 1989/90 była prawdziwsza niż kiedykolwiek. W 1989 roku we wschodnich Niemczech aktywiści i rewolucjoniści chcieli nowego NRD. Chcieli innego socjalizmu. Socjalizmu libertariańskiego. Widać to w haśle: „Jesteśmy ludźmi” (Wir sind das Volk). „Ludzie” nie są tu koncepcją narodową. To my przeciwko ludziom, którzy nami rządzą, dominują nad nami. Następnie slogan ten zmienił się w „jesteśmy jednym ludem” (Wir sind ein Volk). Stał się hasłem narodowym. To nie my tutaj jesteśmy przeciwko wam, którzy panujecie i macie władzę. To my, ludzie, naród przeciwko innym narodom. Tu zaczyna się okropny rasizm, który rozwija się w latach 90. we wschodnich Niemczech oraz we wschodniej Europie. To narodowa ideologia, która zawsze jest najgorszą formą społeczności, jaką można sobie wyobrazić. Naród jest zawsze wrogiem emancypacji.

I znowu chcę podkreślić, że nie od początku było jasne, że rewolucja 1989 roku pójdzie w tym kierunku. Obrała ten kierunek dzięki bardzo silnym mocom na Zachodzie. Mam na myśli wiele instytucji, bardzo dobrze finansowanych i promujących zjednoczenie i tak dalej. Przykładem jest Partia Chrześcijańsko-Demokratyczna z dużym kapitałem. Mimo to na początku lat 90. wciąż widać było to, o czym mówię. Widać to było, kiedy zostały opublikowane pierwsze sondaże (prawdziwe sondaże i prawdziwe statystyki, a nie jak w NRD, gdzie zawsze były fałszywe). Zachodni naukowcy przyjechali do NRD i zapytali ludzi, czy chcą zjednoczenia lub innego socjalizmu. 70 proc. stwierdziło, że chce tej drugiej opcji. Nie stało się tak, ale właśnie tego chcieli ludzie. Jeśli postrzegamy to jako demokratyczną rewolucję społeczną, to rewolucja ta nie powiodła się. Jednak nadal widać coś rewolucyjnego, co w niej tkwiło. Ta rewolucja była także radykalnym momentem demokratyzacji. Nie jest tożsama z jej wynikami: autorytarnymi, nacjonalistycznymi i kapitalistycznymi. Lecz wciąż można usłyszeć, jak wielu ludzi mówi, że rzeczywistość, w której żyją, nie jest rzeczywistością, o którą walczyli.

Moje ostatnie pytanie dotyczy nadziei. Co przynosi Ci nadzieję, gdy oglądasz wiadomości. Gdzie jest nadzieja?

Jest wiele nadziei. Napisałam Komunizm dla dzieci pod wpływem atmosfery „końca historii”. Liberalny filozof Francis Fukuyama stwierdził, że po śmierci Związku Radzieckiego historia dobiegła końca. To takie uczucie, że nic nie możesz zrobić. Jest jak jest. Nie możemy zmienić świata. Wolność to tylko coś, co możesz odnaleźć w życiu prywatnym. Nie możemy zmienić sposobu, w jaki razem żyjemy. To zostało zadecydowane. Ten „koniec historii” zakończył się w 2011 roku wraz z Arabską Wiosną. To rewolucja, która pojawiła się w czasie, gdy nikt nie wierzył już w rewolucję. Reporterzy z CNN, którzy nadawali na żywo z placu Tahrir, byli całkowicie zaskoczeni. Próbowali powiedzieć, że ta rewolucja wydarza się w ramach tego, co mówił Fukuyama: chcą wolności, którą mamy na Zachodzie. Jednak to nieprawda, ponieważ te rewolty zdarzają się również na Zachodzie. Występują w sercu imperialnej bestii, w Europie i USA. Staje się oczywiste, że neoliberalna ideologia jest także w kryzysie. Historia jest znowu otwarta. Potem nadszedł faszystowski zwrot i faszyzm staje się silniejszy, ale sprzeciw wobec faszyzmu i nacjonalizmu jest również silny w wielu obszarach, takich jak feminizm, queer-feminizm czy ekologia. Ekologia to dziedzina, w której widać wiele nadziei. Coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę, że na kwestię ekologii nie można odpowiedzieć w ramach kapitalizmu. Drugą rzeczą jest walka z gentryfikacją. Neoliberalny kapitalizm zawsze dąży do nowych miejsc, na których da się zarobić. Walka przeciwko temu nasila się w Berlinie, który ma również tradycję antykomunistyczną. W 2019 roku omawiamy wywłaszczenie. 60 proc. berlińczyków opowiada się za wywłaszczeniem. Czy to jest demokratyczne, gdy niektórzy ludzie, którzy posiadają wiele domów i mieszkań, decydują co z nimi zrobić, nawet jeśli tam nie mieszkają? Mogą po prostu zmusić każdego, kto tam mieszka, do wyprowadzenia się lub eksmisji. To nie jest demokratyczne.

Istnieje zatem wiele ruchów, które przeciwstawiają się rasizmowi, seksizmowi i nacjonalizmowi skrajnej prawicy i jednocześnie starym neoliberalnym indywidualistycznym koncepcjom kapitalizmu. Żadna z tych opcji nie może zaspokoić naszych potrzeb.


Tekst został opublikowany w kwartalniku kulturalno-politycznym Bez Dogmatu (nr 119).

design & theme: www.bazingadesigns.com