Broniarczyk: Nie chcę, żeby aborcja była rzadka. Chcę, by aborcja była dostępna zawsze wtedy, kiedy jest potrzebna. Niezależnie od powodu

Natalia Broniarczyk

W dyskusji o przerywaniu ciąży często słyszymy argumenty, że aborcja powinna być zakazana albo legalna, bezpieczna i rzadka. Zdarza się, że mówią to nawet lewicowe polityczki, aktywistki, ekspertki od praw reprodukcyjnych, zaprawione w bojach prawniczki. A ja nie chcę, żeby aborcja była rzadka.

1aIlustracja Patricija Bliuj-Stodulska

Chcę, żeby była legalna, bezpieczna, darmowa i przede wszystkim faktycznie dostępna zawsze wtedy, kiedy jest potrzebna. Niezależnie od powodu, który towarzyszy osobie w podjęciu decyzji o niekontynuowaniu ciąży. Ten powód też jest dla mnie nieważny. Nie interesuje mnie, dlaczego osoba chce przerwać ciążę. Szanuje każdy jej wybór. Od lat obserwuję skutki obowiązującego prawa antyaborcyjnego, czyli zakazu aborcji z trzema teoretycznie możliwymi wyjątkami. Istniejący od 23 lat zakaz aborcji sprawił, że my, kobiety, zawsze musimy mieć wystarczająco dobry powód, uzasadnienie naszej decyzji, kiedy decydujemy się nie kontynuować ciąży. Jeśli w ogóle zdecydujemy się o tym komukolwiek powiedzieć.

Dodatkowo, jeśli postanowimy przerwać ciążę, to musi być też nam wystarczająco przykro i na wszelki wypadek musimy być pokorne i przepraszające, epatować powodem i ciągle uzasadniać nasz wybór. Żeby tego było mało, to wmawia się nam, że aborcja to dla osoby zawsze trudna decyzja, dramat, wydarzenie, które będzie do nas wracało przez całe życie. I to jest argument, który wypowiadają zarówno zagorzali_łe fundamentaliści_stki katoliccy_kie, przeciwnicy aborcji, ale niestety też osoby, które popierają złagodzenie ustawy antyaborcyjnej z 1993 roku albo łaskawie bronią tzw. kompromisu. A to zupełnie nie jest tak.

Taka argumentacja nie działa, nie sprawia, że politycy i polityczki pod wpływem tych argumentów miękną i litują się nad osobami, decydują się na dyskusję o złagodzeniu prawa antyaborcyjnego. Wypowiedzi takie, jak posłanki Nowoczesnej (Joanny Scheuring-Wilegus) o dramacie, jakim jest doświadczenie aborcji, sprawiają, że kobiety czują się jeszcze bardziej stygmatyzowane i zaszczute, pozostają ze swoją decyzją same i czasem nawet boją się myśli o przerwaniu ciąży.

Takie argumenty najdotkliwsze są dla kobiet mniej zamożnych, których nie stać na wyjazd do prywatnej kliniki ginekologicznej w Słowacji, Austrii czy Holandii. Nie pożyczą pieniędzy na podróż i zabieg, bo przecież brakuje im wystarczająco dobrego powodu. Jakby wolność to było za mało.

Znam kobiety, które po aborcji otwierają wino czy szampana, które nigdy wcześniej nie czuły tak niewyobrażalnej ulgi, jak ta towarzysząca im, gdy odbierają wynik badania krwi beta hCG kilka dni po medycznej aborcji. Znam też takie, które cierpią z powodu aborcji, ale tej nielegalnej, niebezpiecznej, drogiej, robionej w ukryciu i osamotnieniu. One też odczuwają ulgę, ale najczęściej wstydzą się do niej przyznać. W całym tym zakazie aborcji chodzi o ty, by kobiety się wstydziły i żeby były same w tym doświadczeniu. Wstydzić się powinnyśmy już samego myślenia o ewentualnej aborcji, wstyd powinien nam towarzyszyć przy szukaniu możliwości przerwania ciąży, mamy też odczuwać wstyd na tyle wielki, by uniemożliwił nam poproszenie o pomoc.

Na wstydzie i samotności bazuje obowiązująca ustawa antyaborcyjna z 1993 roku i o wstydzie jest w najnowszym projekcie napisanym przez Ordo iuris. Najwidoczniej wstydzimy się za mało, skoro od kilku lat komitet ustawodawczy składa do sejmu projekt zaostrzający ustawę. Na wstydzie zbudowany jest też mit o syndromie postaborcyjnym, który nie istnieje, ale dzięki niemu przeciwnikom i przeciwniczkom wyboru łatwiej jest manipulować swoimi odbiorcami i odbiorczyniami.

Obowiązująca od 23 lat ustawa antyaborcyjna sprawiła, że nawet zwolennicy i zwolenniczki prawa do aborcji, dyskutując o niej, rozmawiają tylko o drastycznych przypadkach, tych szczególnych sytuacjach, kiedy ciąża jest efektem gwałtu albo zagraża życiu kobiety. W ten sposób „rezerwują” aborcję jakby dla „innych” kobiet, tych, które mają powód. A tych powodów jest tyle, ile przerywających ciąże osób. I każdy jest wystarczający. Tak samo jest z doświadczeniem przerwania ciąży. Każde może być inne. Dla wielu kobiet, zwłaszcza tych, które stać na zabieg w prywatnej klinice czy tych, które mają wsparcie w aborcji farmakologicznej, może być to uwalniające doświadczenie, które przynosi ulgę i radość. Żadna aborcyjna historia nie powinna być tą reprezentatywną. Jest ich tak wiele i każda może być inna.

Jesteś za prawem do legalnej, taniej, a najlepiej bezpłatnej aborcji? Pozostaw Małgorzacie Terlikowskiej i innym przeciwnikom i przeciwniczkom wyboru takie określenia jak „dramat”. Od złagodzenia prawa kobiety nie zaczną przerywać ciąży częściej czy rzadziej. Będą to robić z taką samą częstotliwością jak teraz, wtedy kiedy potrzebują, tyle że bezpieczniej i w humanitarnych warunkach, bez poczucia wstydu.

Zamiast wzmacniania poczucia wstydu i stygmatu, wspieraj, dowiedz się o tym ,jak pomóc, o tym, jak osoby potrafią wspaniale się organizować, by nieść pomoc i wspierać osoby w doświadczeniu aborcji. Dowiedz się więcej i zainspiruj działaczkami Kolektywu Jane, który powstał w 1967 roku w Chicago. Kolektyw swoją działalność rozpoczął od udzielania wsparcia, porad i informacji o możliwości aborcji kobietom w nieplanowanej ciąży. Jednak wraz z upływem czasu grupa stała się alternatywą dla bardzo rozbudowanego podziemia aborcyjnego, w którym zabiegi były przeprowadzane w niebezpiecznych warunkach, nierzadko skutkujących śmiercią kobiet. Członkinie kolektywu, wśród których wiele miało wykształcenie medyczne, nauczyły się samodzielnie przerywać wczesne ciąże metodą próżniową. Między rokiem 1969 a 1973 przeprowadziły około jedenastu tysięcy nielegalnych aborcji, które nosiły nazwę „Zabieg z Jane”. Na przekór obowiązującemu w tamtych czasach w USA zakazowi aborcji. Poszerzaj swoją wiedzę o tym, jak bezpiecznie i tanio przerwać ciążę, dziel się tą wiedzą. Organizuj takie grupy, jak Kolektyw Jane – niech to będzie forma protestu, za którą idzie faktyczna pomoc dla realnych osób.

Dowiedz się więcej o aborcji farmakologicznej, o takich serwisach jak Womenhelp.org czy Kobiety w Sieci. Poszukaj informacji o aborcyjnych doulach i przeczytaj książkę Kathy Pollit „Pro- odzyskajmy prawo do aborcji”. Wspieraj inne osoby w znalezieniu legalnej aborcji. Organizuj pomoc, również finansową, jeśli Cię na nią stać. Szukaj wsparcia, jeśli potrzebujesz aborcji, przerywaj ciążę, jeśli tak zdecydowałaś_łeś i wyobraź sobie, że nie musisz się wstydzić.


Korekta: Michalina Pągowska

design & theme: www.bazingadesigns.com