Zofia Stocka, uczennica liceum, o aborcji [LIST]

Kochany Codzienniku!

Piszę do Was w sprawie, którą żyje dziś cała Polska – w sprawie legalnej aborcji. Pośród głosów w dyskusji o tym, kiedy zaczyna się życie, a kiedy człowieczeństwo, zauważyłam, że przestaję czuć złość, kiedy patrzę na wydarzenia w naszym kraju. Nie jestem wściekła, czytając komentarze o godności dziecka poczętego. Jestem przestraszona.

14446338_10209176211420643_1921959638_o

Co mnie tak przeraziło? Wizja przyszłości. Chciałabym przytoczyć trzy spośród ogromnej ilości komentarzy, które dziś widziałam.

„Z czysto biologicznego, ewolucyjnego punktu widzenia rolą kobiety jest potencjalna inkubacja i żadne wojenki ideologiczne tego nie zmienią : P żeby nie było – jestem ateistą”

Oczywiście, nie jestem do tego stopnia naiwna, by sądzić, że zwolennikom projektu ustawy o ograniczeniu dostępu do aborcji zależy na prawach kobiet. Wiem, że słowa o traktowaniu kobiet jak inkubatory padły już tysiące razy. Ale nie sądziłam, że w cywilizowanym (?) kraju, w XXI wieku, ludzie nie mają problemu ze sprowadzeniem kobiety do jej „biologicznej” roli, jaką jest „potencjalna inkubacja”. A jeszcze mniej wiarygodne wydaje mi się, że nikogo wokół to nie dziwi, nikogo nie oburza. Odbieranie kobietom podmiotowości jest tak bardzo na porządku dziennym, że autorzy takich komentarzy nie poświęcają nawet chwili na zastanowienie się, zanim napiszą podobną myśl. Bo przecież to normalne, taka jest rola kobiety.

„Kto by chciał zgwałcić feministkę XDD nie ma takich desperatów”

Kolejny komentarz, który jest bardziej szokujący ze względu na jego popularność, niż jego (jakże oburzającą) treść. Bo oto uświadamiam sobie, że żyję w kraju, w którym kobieta nie może wygrać żadnej dyskusji. Bo przecież wystarczy w odpowiednim momencie odwołać się do jej urody, żeby nikt już nie zwracał uwagi na to, co mówi. Kiedy w dyskusji o aborcji pada pytanie o sytuację kobiet, które zaszły w ciążę w wyniku gwałtu, wystarczy odpowiedzieć: „ty nie musisz się martwić, jesteś za brzydka, żeby ktoś cię zgwałcił” a rozbawiony tłum tylko ci przyklaśnie. Przekonanie, że ofiarą gwałtów padają tylko piękne kobiety, jest wysoce niebezpieczne i prostackie. A jednak wciąż tak powszechne.

„Nigdzie nie ma zapisu, że lekarz ma ratować dziecko kosztem życia kobiety. Choć moim skromnym zdaniem matka powinna naturalnie kochać swoje dziecko dostatecznie mocno, by chcieć oddać za nie życie w razie takiej potrzeby.”

Ten komentarz przestraszył mnie najbardziej. Nie poprzez uparte powtarzanie, że projekt ustawy ograniczającej dostęp do aborcji dopuszcza ratowanie życia matki, choć specjaliści w tej dziedzinie mają odmienne zdanie, lecz poprzez zawartą w nim zawoalowaną groźbę. Jeśli projekt ustawy wejdzie w życie, jego zwolennicy na tym nie poprzestaną, tak jak nie zadowolili się obecnym „kompromisem”. Już teraz wspominają o wyższości płodu nad kobietą, choć na razie dodają jeszcze „moim skromnym zdaniem”, a słowo „musi” zastępują łagodniejszym „powinna”. Co jednak czeka nas za kilka lat? Ci sami ludzie, którzy dziś krzyczą, że aborcja jest dla kobiety bardziej traumatyczna niż gwałt, zaczną nas przekonywać, że słuszne jest, aby kobieta oddała życie za swoje nienarodzone dziecko.

Te komentarze są prawdziwe. Ktoś je napisał i opublikował. A ja boję się tych ludzi. Naprawdę się ich boję. Boję się też, że zajdę w ciążę w wyniku gwałtu. Nawet, jeśli jestem feministką. Boję się, że będę musiała przez dziewięć miesięcy z obrzydzeniem patrzeć na swoje ciało. Przerwać naukę, zapomnieć o wszystkich swoich planach. Odciąć się od znajomych, od rodziny, od społeczeństwa, które zaraz przypnie mi łatkę „puszczalskiej”.

Boję się, że kiedy zajdę w planowaną ciążę, która okaże się pozamaciczna, nie będę mogła jej usunąć. Boję się, że nie będę mogła zrobić badań prenatalnych. Boję się, że jeśli płód okaże się poważnie uszkodzony, będę musiała donosić ciążę, a później urodzić dziecko i patrzeć, jak umiera. Boję się, że w razie poronienia zamiast wsparcia otrzymam wezwanie na komisariat.

Boję się, że w razie zagrożenia mojego życia będę musiała umrzeć, bo zarodek okaże się ważniejszy ode mnie. Boję się ostracyzmu społecznego, którym zostanę otoczona jako zwolenniczka powszechnego dostępu do aborcji, boję się, że będę nazywana egoistką, morderczynią, feminazistką. Czuję się bezsilna i sfrustrowana.

Nie chcę wyjeżdżać z kraju, w którym się urodziłam, żeby czuć się bezpiecznie. Chciałabym, żeby ludzie, którzy dziś cieszą się ze zwycięstwa projektu ustawy, która budzi strach w sercach tak wielu ludz – zastanowili się, czy na świecie nie byłoby lepiej, gdyby w tak delikatnej sprawie, jaką jest aborcja, kobiety, których to dotyczy, podejmowały decyzję o niej w zgodzie z własnym sumieniem i systemem wartości. Czy nie byłoby lepiej, gdyby żadna kobieta nie musiała żyć w strachu tylko dlatego, że przyszło jej się urodzić z macicą.

Zosia

design & theme: www.bazingadesigns.com