Jeśli chcesz dobrze, ale nie wiesz jak to zrobić, to nie rób wcale. Bycie sojusznikiem to mówienie przepraszam

Eweryst Szydłowski

Jestem białą osobą transpłciową, niebinarną, socjalizowaną do roli kobiety i urodzoną w dużym mieście, z wyższym wykształceniem. A ten tekst jest o sojusznictwie. Piszę ten tekst z perspektywy osoby, która pewne przywileje ma, a pewnych jest pozbawiona. Piszę jako osoba, która pracuje nad byciem sojusznikiem. Jako osoba, którą często wspierają sojuszniczki_cy. Równie często jednak osoby, które mówią, że są moimi sojuszni_cz_kami krzywdzą mnie  i wkurzają.

Sojusznictwo to wspieranie osób marginalizowanych i dyskryminowanych na podstawie różnych przesłanek przez osoby o lepszej pozycji społecznej, większej liczbie przywilejów. Szeroko pojęta zmiana społeczna prawdopodobnie nie zadzieje się bez udziału sojuszników.

Chcesz być sojusznikiem? Najlepiej zacząć tak: usiądź cicho i posłuchaj. Nie zaczynaj od robienia. Drugi krok? Sprawdź czy usłyszałeś na pewno to, co osoba, którą chcesz wspierać powiedziała. Trzeci krok? Usiądź jeszcze na chwilę i zastanów się, jaka jest twoja motywacja do działania. Czy chcesz być feministą, sojusznikiem osób trans, sojusznikiem pracownic i pracowników seksualnych i osób o doświadczeniu migracji po to, żeby zbierać za to lajki? Zrobić na kimś wrażenie? Być lepszym aktywistą? Lepszym człowiekiem? Jeśli odpowiedź na którekolwiek z tych pytań brzmi tak, to daruj sobie sojusznictwo.

Bycie sojusznikiem to oddawanie pola, to ciągła refleksja nad swoimi przywilejami i swoją pozycją, to schodzenie w cień, po to żeby osoby pozbawione przywilejów, które masz ty mogły pojawić się w przestrzeni publicznej lub w ogóle pojawić się w jakiejkolwiek przestrzeni. Bycie sojusznikiem to nie pojawianie się w mediach. To mówienie mediom, porozmawiajcie z kimś, kto ma doświadczenie wykluczenia. Bycie sojusznikiem to nie mówienie o tym, jak ciężkim doświadczeniem jest praca seksualna, tylko zorganizowanie przestrzeni dla osób o tym doświadczeniu, żeby o nim opowiedziały.

Bycie sojusznikiem to nie zagarnianie dyskursu, to nie nazywanie się  osobą kłirową, jeśli nie ma się tej tożsamości i tego doświadczenia, to nie pojawianie się w przestrzeniach dla osób trans, dla migrantów_tek, dla innych grup, do których się nie należy.

Bycie sojusznikiem to mówienie przepraszam. I to jest trudna część sojusznictwa. Bo często, nie mając doświadczenia wykluczenia, będzie się popełniać błędy. Bo często, mając dobre intencje, będzie się pogarszało sytuację. A wtedy – wróć do pierwszego kroku. Zamknij się. Bycie sojusznikiem to słuchanie. Dobre intencje nie wystarczą.

Chcesz być sojusznikiem? To nie przestawaj słuchać. To nigdy nie zakładaj, że już wiesz. I nie każ mi wykonywać jeszcze większej ilości pracy emocjonalnej na rzecz twojego dobrego sojusznictwa.

design & theme: www.bazingadesigns.com