Decyzja o nieposiadaniu dzieci jest godna podziwu, a nie samolubna

Większość z nas dorastając czuje, że powinniśmy/yśmy mieć dzieci i że bez nich nasze życie będzie niepełne. Potrzebujemy nowych norm społecznych.

Parenting-007

Rodzicielstwo może być ogromną radością, ale najlepiej jest, gdy rodzicem zostaje się dobrowolnie, a nie z przymusu. Zdjęcie: Murdo Macleod dla Guardiana

Do wszystkich kobiet, które nie mają dzieci: dziękuję wam.

Wbrew relacjom medialnym i krytyce w wykonaniu tych, którzy/e obawiają się o trwałość supremacji rasy białej, kobiety, które nie mają dzieci, nie są samolubne, upośledzone emocjonalnie bądź niedojrzałe. Wręcz przeciwnie: są to kobiety posiadające wiedzę o sobie samych oraz dojrzałość niezbędną do oparcia się presji społecznej i wybrania takiego życia, jakie będzie dla nich odpowiednie.

Rosnąca zauważalność oraz akceptacja kobiet, które decydują się nie mieć dzieci, to tylko element ewolucji społecznej pozwalającej odejść od ograniczeń „tradycyjnego modelu rodziny” i prowadzącej do świata, w którym ludzie o różnych potrzebach mogą stworzyć taką rodzinę, jaka będzie im odpowiadać. To dobry znak nie tylko dla osób bez dzieci, ale i dla feminizmu, a także dla całego społeczeństwa i instytucji rodziny.

Spróbuj wspomnieć o tym, że wykształcone, białe kobiety mogą podjąć decyzję o życiu bez dzieci, a spotkasz się z ogromną wrogością. Pragnienie rezygnacji z wychowywania dzieci to „banalna mrzonka”; posiadanie dzieci to dla dorosłych ludzi jedyny sposób uniknięcia „niszczącego egocentryzmu”. Zdjęcie pary nieposiadającej dzieci, zamieszczone w tym miesiącu na okładce Time Magazine, pokazuje „leniwych dorobkiewiczów”, których „pasujące do siebie kostiumy kąpielowe cuchną pełnym samozadowolenia i pogardy dla innych modelem bezdzietnego małżeństwa o podwójnych dochodach”. Uśmiech modelki „ma wyrażać lekceważenie dla jej macicy oraz pełne zadowolenie z rozmiaru 34, skóry pozbawionej cellulitu i życia wypełnionego wakacjami”.

Jeśli chodzi o wypowiedzi kobiet niemających dzieci, to „powody podawane przez pary unikające rodzicielstwa są bardzo, bardzo słabe”; nieposiadanie dzieci z wyboru „jest zdecydowanie samolubne”, nie wspominając już o tym, że jest także „antyreligijne, wymierzone w rodzinę [oraz] przeciwko kulturze”. 

Oczywiście takie oskarżenia nie są wysuwane przeciwko singielkom, które postanawiają nie mieć dzieci, czy też przeciwko kobietom biednym lub kolorowym. W przypadku tych kobiet nie ma mowy o samolubstwie; postępują one racjonalnie, a wręcz chwalebnie. W przypadku samotnych kobiet, które mają dzieci, oraz kobiet biednych i kolorowych krytykowana jest decyzja o posiadaniu dzieci – nazywa się ją nieodpowiedzialną lub egoistyczną.

Ale biała zamężna kobieta mówiąca macierzyństwu „nie, dziękuję”? Jest samolubna, narcystyczna, stawia swoje życie pełne drogich wakacyjnych wyjazdów i nieskazitelnie białych dywanów ponad społecznym i biologicznym obowiązkiem rozmnażania się.

Większość dziewcząt dorasta w kulturze, w której zakłada się, że kobieta zostanie matką. Ja wychowałam się w liberalnym, tolerancyjnym domu, jednak aż po wczesną dorosłość nigdy nie zastanawiałam się, czy będę mieć dzieci – była to zawsze kwestia tego, ile i kiedy. Nie narodziło się to z głębokiego wewnętrznego pragnienia posiadania dzieci. Tak po prostu rozumiałam definicję słowa „rodzina”: oczywiście, każdy ma dzieci, tak jak każdy wyprowadza się z rodzinnego domu, bierze ślub i umiera. To naturalna kolej rzeczy.

Jeśli nie masz dzieci, jesteś samotną starą panną, spędzającą dni na robieniu na drutach bucików dla swoich kotów.

Aby dostrzec jakąś mglistą, niewyraźną alternatywę, która nie jest popularna w głównym nurcie społeczeństwa i powiedzieć „Chcę właśnie tego”, trzeba odwagi i wyobraźni. Wizja ta stoi za wieloma potyczkami o sprawiedliwość społeczną w Ameryce: wizja świata egalitarnego pod względem płci, świata, który nigdy dotąd nie istniał; wizja życia w zgodzie ze sobą i swoją prawdziwą płcią w sytuacji, gdy przy narodzinach przyczepiono nam inną etykietkę; wizja równych praw i możliwości bez względu na kolor skóry; wizja świata, w którym miejsca publiczne i prywatne są dostępne dla osób, których ciała są uważane za nieprzystające do obowiązującej normy.

Nie próbuję przez to stawiać znaku równości między osobami nieposiadającymi dzieci a wojownikami/czkami o wolność, feministkami/tami i innymi aktywistami/kami. Nie twierdzę też, że dyskryminacja kobiet nieposiadających dzieci jest podobna do systematycznego rasizmu, homofobii, seksizmu, czy innych form bigoterii. Mówię po prostu, że stworzenie nowych norm i wzorców jest bardzo ważne, a wykraczanie poza status quo często wymaga odwagi.

Fakt, że wiele osób decyduje się nie mieć dzieci, również wskazuje na to, że ich posiadanie powinno zawsze być efektem wyboru. Zachęcanie kobiet i mężczyzn do dokładnej oceny swojego życia, okoliczności, wartości i pragnień, a także upewnienia się, że dziecko jest uzupełnieniem, którego naprawdę chcą, nie tylko pomaga jednostkom podejmować bardziej świadome i pewne decyzje, ale także rzuca światło na wiele czynników, które czynią temat reprodukcji tak trudnym.

Oby doprowadziło to do tego, że macierzyństwo będzie dla każdej kobiety naprawdę kwestią wyboru. Zrozumienie, że posiadanie dzieci jest niesamowicie drogie, nie oznacza, że ludzie nie powinni mieć dzieci, jeśli nie są zamożni. Oznacza to, że potrzebujemy lepszych mechanizmów społecznych i politycznych, które zapewnią rodzinom o każdym poziomie dochodów możliwość wychowywania dzieci zdrowych, mających dostęp do dobrego wyżywienia, przyzwoitej edukacji i mających perspektywy mobilności społecznej i ekonomicznej.

Zaakceptowanie faktu, że posiadanie dzieci jest bardziej niż szkodliwe dla kariery kobiety i jej aspiracji zawodowych nie oznacza, że kobiety, które chcą odnieść sukces w pracy, nie powinny mieć dzieci. Oznacza to, że potrzebujemy różnorodnych programów i zmian społecznych, które położą kres dyskryminacji matek, pozwolą na sprawiedliwy podział obowiązków związanych z wychowaniem dzieci pomiędzy partnerów/ek i sprawią, że wartość pracownika/cy nie będzie mierzona na podstawie czasu spędzanego w biurze, a na podstawie produktywności i skuteczności.

Rodzicielstwo jest trudne na wiele sposobów. Ludzie powinni podejmować się go wyłącznie dobrowolnie. W kulturze, w której rodzicielstwo jest wymaganą częścią dorosłości, nie ma miejsca na „dobrowolność”.

Rodzicielstwo jest także w swoich najlepszych chwilach bardzo fajne (tak mówią moi rodzice). Wielu rodziców decyduje się mieć dzieci nie dlatego, że ich posiadanie jest narzucaną przez społeczeństwo harówką, ale dlatego, że proces wychowywania malutkiego człowieka na osobę dorosłą brzmi wymagająco, ekscytująco i wiąże się z przemianami. Jednak dla wielu innych osób bardzo realne wyzwania i trudności związane z wychowywaniem dzieci przeważają nad korzyściami.

Jest to uzasadnione podejście i powinno ono nie tylko zostać zaakceptowane, ale także naprawdę zrozumiane, ponieważ znajduje ono zastosowanie w wielu innych dziedzinach życia. Wiele przyjemności i podniecenia daje mi próbowanie nowych dziwnych potraw; niektórym przyjemność sprawiają akrobacje spadochronowe, inni czerpią ją z długiej samotnej medytacji. Inni natomiast chcą jeść tylko potrawy, które znają, nie chcą narażać życia wyskakując z samolotu lub czują się niepewnie w samotności. Uwaga: ludzie są różni i mają różne potrzeby. Dla niektórych posiadanie dzieci to wspaniała przygoda; dla innych to coś strasznego. Jeszcze inni zostają rodzicami nie z własnej woli lub nawet wbrew sobie; zbyt często to dzieci ponoszą tego konsekwencje.

Idealizowanie rodzicielstwa jako pięknego i stanowiącego wyraz pochwały życia zaciemnia prawdziwy obraz rodziny – dla wielu dzieci „rodzic” to ktoś, kto krzywdzi je fizycznie, lekceważy, znęca się nad nimi lub sprawia, że czują się nieważne i bezwartościowe. Przymusowe rodzicielstwo nie tylko nakłada ograniczenia na tych z nas, którzy w kwestii posiadania dzieci są agnostykami/czkami bądź nie chcą ich mieć w ogóle; sprawia ono, że rodzice odczuwają urazę i gniew w stosunku do dzieci, które przecież są niewinne i to nie od nich zależała decyzja rodziców o powołaniu ich na świat. Takie idealizowanie sugeruje także, że skoro rodzicielstwo jest sprawą nadrzędną i naturalną, rodzice powinni także sprawować pełną władzę nad dziećmi, niestety często kosztem osobistego bezpieczeństwa i praw tychże dzieci.

Pomijając takie skrajności jak znęcanie się nad dziećmi, uczynienie z nieposiadania dzieci czegoś normalnego pozwoliłoby nam po prostu wybierać z większej liczy stylów życia. Oczywiście, zawsze istnieją niebezpieczeństwa związane z podejmowaniem decyzji, zaś postępowanie tak, jak wszyscy inni, oraz akceptowanie nieuniknionego ma w sobie pewną łatwość psychologiczną. Wybór oznacza świadomość istnienia nieotwartych drzwi i nieobranych ścieżek. Wybór zawsze niesie ze sobą możliwość odczuwania żalu z powodu tego, co nas ominęło, a przynajmniej może nam kazać zastanawiać się, co by było gdyby. Jednak poradzenie sobie z tym i dokonywanie własnych wyborów sprawia, że możemy być szczęśliwi/e, a nie tylko usatysfakcjonowani/e czy zadowoleni/e.

Każdy/a z nas ma przed sobą tylko jedno życie na tej planecie. Samolubne poszukiwanie szczęścia kosztem innych nie jest chwalebne. Ale co z poszukiwaniem własnego szczęścia poprzez dokonywanie wyborów, które służą naszym potrzebom i odpowiadają naszym wartościom, jednocześnie nie krzywdząc innych ludzi? Co ze społeczeństwem, którego członkowie/kinie wspólnie decydują, że ich własne potrzeby są ważne, zaś tworzenie struktur społecznych wspierających różnorodne potrzeby jest ścieżką ku dobrobytowi?

Społeczeństwo, które stawia na pierwszym miejscu przyjemność i własną wartość brzmi o wiele lepiej, niż takie, które ceni zaprzeczenie, niepotrzebne poświęcenia i ogólną rezygnację wobec istniejącego stanu rzeczy (przynajmniej dla kobiet).

Takie „samolubne” przedstawienie ludzi nieposiadających dzieci rzuca także światło na wiele z naszych kulturalnych problemów. Nie widać przesadnego niepokoju o tych jakże licznych mężczyzn, którzy decydują się nie mieć dzieci, nie słychać także głosów społecznego potępienia. Wystarczy zastanowić się nad różnicą pomiędzy słowem „kawaler” a „stara panna”. Istnienie kobiet, które nie mają dzieci, jest szczególnie obraźliwe, ponieważ częścią uznawanego w naszej kulturze wzorca idealnej kobiety jest bycie troskliwą, uczuciową i opiekuńczą. Odrzucenie rodzenia dzieci sprzeciwia się podstawowemu założeniu, że kobiety mają obowiązek zawsze poświęcać swoje życie komuś innemu.

Na naszej planecie żyje 7 miliardów ludzi. Wydaje się mało prawdopodobne, aby wszyscy mieli być bardziej spełnieni/e, dojrzalsi/sze i szczęśliwsi/sze, gdyby dokonali/ły tego samego wyboru – bez względu na to, czy chodziłoby o prowadzenie firmy, założenie ekologicznego ogrodu, uprawianie jogi czy cokolwiek innego. Dlaczego więc zakładamy, że posiadanie dzieci jest uniwersalnym wyborem osób pozbawionych egoizmu i mających za sobą osobistą przemianę?

Uczynienie z nieposiadania dzieci czegoś normalnego jest korzystne dla nas wszystkich, bez względu na to, czy mamy dzieci, czy nie. Przypomina nam to o tym, że dzieci to ludzie, którzy zasługują na to, aby były wychowywane i otoczone opieką przez rodziców, którzy zdecydowanie chcą je mieć. Przypomina nam także, że kobiety to też ludzie – że jesteśmy na tej planecie tylko raz i mamy jedno życie, w którym poszukujemy szczęścia, przyjemności i dobra. Dokonywanie wyborów skupionych na naszych własnych potrzebach i pragnieniach nie jest samolubne. Jest radykalne. Wiąże się z przemianą.

Jill Filipovic

Tłumaczenie: Katarzyna Płecha

design & theme: www.bazingadesigns.com