Tęczowe rodziny, pokażcie się!

Ewa i Pola namawiają do wyjścia z ukrycia

Ewa i Pola, fot. Magda Stoch

O tęczowych rodzinach wiele się w Polsce mówi: pojawia się coraz więcej badań i publikacji, a kolejne rodziny z wyboru decydują się opowiedzieć o tym, jak w Polsce się im żyje. Z Ewą, lesbijką i mamą Poli rozmawiałam o dzieciach: jak ważne jest też dla nich poznanie rówieśników i rówieśniczek, które w takich rodzinach się wychowują. Ewa namawia: tęczowe rodziny, pokażcie się, poznajmy się, spotkajmy, ale przede wszystkim niech spotkają się nasze dzieci.

Do katalogu praw seksualnych należy również prawo do posiadania potomstwa oraz do rezygnacji z posiadania potomstwa. Wymaga podkreślenia, że ochrona związków i rodzin tworzonych przez osoby LGBT to także ochrona wychowywanych przez te rodziny dzieci” – czytamy w oświadczeniu Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego z czerwca 2017 roku. O tym, że rodziny z wyboru są faktem także i w Polsce – wiemy od dawna. Szacunki mówią, że w tęczowych rodzinach w naszym kraju wychowuje się nawet i pięćdziesiąt tysięcy dzieci. Temat ten interesuje nie tylko media, ale coraz częściej badaczy i badaczki. W 2017 roku głośno było o publikacji „Różnym głosem. Rodziny z wyboru w Polsce” pod red. Joanny Mizielińskiej, Justyny Struzik i Agnieszki Król, w której badaczki przyjrzały się 150 osobom żyjącym w związkach jednopłciowych oraz ich rodzinom. Autorki książki mówiły wtedy w rozmowie z nami o roli i sposobie widoczności takich rodzin. U nas pojawiła się taka kategoria jak dobro dziecka. To często było najważniejsze. Czasami matki uznają, że dla dobra dziecka trzeba mówić i żyć otwarcie. Inne uważają, że ze względu na homofobię i brak wsparcia ze strony państwa czy rodziny – lepiej wyznaczać pewne granice widoczności. My to nazwałyśmy selektywną jawnością. Bo często nie chodzi o przemilczanie, ale o to komu mówimy, w jakich okolicznościach, sytuacjach itd.” – podkreślały.

A jednak coraz więcej tęczowych rodzin postanawia się pokazać, coraz częściej też organizują się w grupy wsparcia, czy po prostu – towarzyskie. Jak w tym wszystkim odnajdują się dzieci? Czy to także i im jest potrzebne? Ewa Stoecker podkreśla w rozmowie z nami, że jej zdaniem o dzieciach właśnie się w tym wszystkim trochę zapomina. A najbardziej o tym, że także dla nich jest ważne, by poznać inne dzieciaki w takich rodzinach się wychowujące.

Jak sama Ewa mówi: Pola nie żyje w typowej” tęczowej rodzinie, bo z tatą Poli Ewa ma naprzemienną opiekę. Ma dwa domy i wie, że w tym drugim domu, czyli moim, ja spotykam się z dziewczynami. Jej tata też się spotyka z dziewczynami. To nie jest taka klasyczna sytuacja, że tęczowe dzieci mają koniecznie dwoje opiekunów tej samej płci. Gdy Pola była mała starałam się jej wytłumaczyć, bez używania trudnych słów, że osoby zakochują się w różnych osobach. Ona sama bardzo długo mieszkała w domu, gdzie mieszkało 5 lesbijek, z tego część w parach. A jednak sama nie wierzyła, że lesbijki istnieją. Znajome osoby i ich związki były ok, ale jako samo zjawisko? Było niezrozumiałe. Moim zdaniem dlatego, że nie ma takich wzorców” – mówi Ewa i dodaje: Wyszukiwanie bajek, książeczek to jest duże wyzwanie. Na szczęście w mediach społecznościowych szybko wieści na temat tego gdzie i w której książce takie wątki są się niosą. Pamiętam, że czytałyśmy całą serię skandynawskiej Tajemnicy”, gdzie jest biuro detektywistyczne Lassego i Mai, gdzie pojawiają się różne relacje, także żeńsko-żeńskie i męsko-męskie”.

Byłam przez długi czas w relacji i dla Poli to było ok. Gdy się rozstałam z dziewczyną to dla niej to nie było też takie hop siup. Ostatnio nawet pytała się mnie, czy mam dziewczynę… Mówię, że nie, na co Pola: a słuchaj, a może ta, z którą tak często rozmawiasz przez telefon? Odpowiadam, że to moja promotorka i razem pracujemy, na co Pola: no to co? Ma prawie 9 lat, dużo już rozumie, ale wyzwaniem jest wciąż wytłumaczenie różnych relacji między ludźmi” – opowiada Ewa.

Jak reakcje otoczenia zatem? Ewa podkreśla, że ona sama nie macha” tęczową flagą, ale zdarzyła się sytuacja w przedszkolu, która ją bardzo nie tyle zasmuciła, co bardziej zestresowała. Sama będąc edukatorką antydyskryminacyjną chciała skorzystać do publikacji ze zdjęć z krakowskiego przedszkola Poli, gdzie dzieci miały osobne kąciki dla dziewczynek i chłopców. Zapytała więc mailowo rodziców o pozwolenie, równocześnie niejako ujawniając się”. Stoecker: Okazało się, że jedna z matek jest… katolicką dziennikarką, która odpisała na maila oświadczeniem, że nie zgadza się na promowanie zboczeń. Bardzo trudne było to, że list ten zyskał szerokie poparcie innych rodziców, którzy – mimo, że odpisałam, że nie wykorzystam zdjęcia – jeszcze przez dwa tygodnie przysyłali maile popierające jej stanowisko. Gdy rano zawoziłam Polę do przedszkola, to bolał mnie brzuch, bo bałam się, że spotka ją coś przykrego z powodu tego, kim ja jestem. Dodatkowo wychowawczyni, która też była na liście, nie odezwała się słowem ani mailowo, ani w kontakcie ze mną w przedszkolu”.

Jeżeli instytucja przykrywa takie zdarzenie milczeniem, to mi, jako człowiekowi, jest bardzo trudno wyjść z inicjatywą” – ocenia całą sytuację Ewa, podkreślając rolę otwartości placówek edukacyjnych na nasze rodziny i tematy LGBT. Gdy Ewa i tata Poli poszukiwali później szkoły dla córki – zwracali więc uwagę na to, by to, w jakiej rodzinie się wychowuje nie było problemem. Wiem, że szkoła ma zajmować się Polą, a nie mną, ale nie chciałabym, by był to jednak problem – gdy się ktoś o mnie dowie” – mówi Ewa, dodając, że sama będąc aktywistką nie chce też, by Pola płaciła cenę za jej zaangażowanie.

A jak sytuacja wygląda zatem w szkole? Ewa opowiada, że raz Pola pokłóciła się z kolegą i gdy ten… chciał jej dogadać, powiedział, że przynajmniej moja mama nie jest lesbijką. Pytam się więc co mu odpowiedziała: przynajmniej nie jest gejem. Ja na to: aha, rozumiem, że to był twój taki pomysł na dogadanie mu i że nie zawsze ma się od razu dobre odpowiedzi, ale nie ma nic złego ani w byciu gejem, ani lesbijką, więc następnym razem powiedz mu, że to cię nie obraża, bo to jest OK. Więc temat jest i dzieci w klasie Poli wiedzą – skoro się wyzywają. Ale to była pojedyncza sprawa, która mnie ani jakoś specjalnie nie smuci, ani nie denerwuje, bo wiem w jakim kontekście żyjemy i że dzieci się wyzywają i sobie dokuczają” – opowiada Ewa.

Stoecker zdaje sobie jednak sprawę, że widoczność” naszych rodzin jest ważna. Z badań Joanny Mizielińskiej wyszło, jak dużo dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym nie mówi w jakiej rodzinie żyją. Pamiętam, że przeczytałam to, gdy Pola była w przedszkolu i pomyślałam sobie, że ja tak nie chcę. Ja nie chcę, by ona ukrywała to, w jakiej się wychowuje rodzinie” – podkreśla Ewa i dodaje: „W Polsce wszystko się kręci wokół rodziny, jeśli jednak nie mówimy o tym, że są też tęczowe rodziny, kształtujemy w dziecku przekonanie, że nie mówi się o tym aspekcie. A jak o czymś nie mówimy to może ono pomyśleć, że to jest gorsze, szkodliwe”.

Dlaczego dla Ewy jest ważne, by jej córka mogła poznać i inne dzieci, w podobnym wieku, które wychowują się w różnych, w tym tęczowych rodzinach? Wróciłyśmy właśnie z wakacji z przyjaciółką, która też żyje w nieheteronormatywnej relacji i ma syna. I dzieciaki siedziały i rozmawiały o tym, jak kto ma, co jest fajne i niefajne, wymieniały się doświadczeniami i wrażeniami. I pomyślałam, że to może być fajne, by mogły się spotkać i pogadać. By wiedziały, że jest ich więcej, że nie są dziwakami. I że to może być przestrzeń, w której mogą porozmawiać o rzeczach, o których niekoniecznie będą chciały rozmawiać z dorosłymi. Tak, jak Akademia Zaangażowanego Rodzica jest dla rodziców, którzy – nawet gdy są akceptujący – jest im łatwiej porozmawiać o pewnych doświadczeniach z innymi rodzicami”.

Dlatego Ewa zachęca inne rodziny z wyboru z dziećmi, zwłaszcza z mniejszych miast, do kontaktu, do sieciowania się. I podkreśla, że ma kilka pomysłów, ale najważniejsze – by najpierw się poznać i wymienić doświadczeniami.  Chciałabym stworzyć grupę nieformalną, która wspólnie przygotuje aplikację do Funduszu Feministycznego, który na jesieni będzie otwierać kolejny konkurs na nimi-granty. Myślę, że razem ustalimy czego potrzebujemy i co chcemy zrobić, aby nasze dzieciaki mogły się poznać i abyśmy mogli dać sobie to, czego potrzebujemy. Wierzę, że odezwą się do mnie takie osoby i zrobimy to razem!”.

Pokażcie się!


Przedruk tekstu ze strony queer.pl (link).

design & theme: www.bazingadesigns.com