Palińska: Siostra Złość

Iza Palińska

Złość. Jedna z podstawowych emocji, z rodzaju tych trudniejszych do okiełznania. W obrębie której podwójny standard męskości i kobiecości działa wciąż niezwykle silnie, nakłada na ludzi zupełnie różne genderowe ograniczenia. Wbrew pozorom i stereotypom, w najwyższym stopniu przysługująca się sprawie równości kobiet. Bez złości nie ma równości.

4Ilustracja: Patricija Bliuj-Stodulska

Deprecjonujący stereotyp agresywnej feministki nie bez powodu wytrąca kobietom złość z rąk i na wszelki wypadek awansem odbiera im wszelkie prawo do złoszczenia się. Złość jakoby dyskwalifikuje i odbiera wiarygodność czynom i słowom – ale częstokroć tylko w przypadku kobiet. Zezłoszczony mężczyzna – jest stanowczy i władczy. Złość kobiety często wrzuca się do przepastnego wora opatrzonego etykietką: „działanie pod wpływem emocji”. Wobec czego tę kobiecą złość należy wyciszyć, emocje wygasić i dopiero potem, na zimno, na spokojnie, z dystansem – kobiecie wolno ponowić działanie, by mogło uzyskać stempelek społecznej akceptacji. Tak właśnie każdej, choćby najbardziej usprawiedliwionej złości da się wybić zęby i stępić pazury – złość uspokojona i zdystansowana przeradza się w wątpliwość, zaczyna kajać się i kwestionować swoje własne podstawy.

Takiej uspokojonej, „wyszumianej” złości nie brak poczucia winy i wstydu za niestosowny jej napad. Powie i zrobi wiele, żeby sytuację załagodzić, powrócić na łono socjalizacji choćby za cenę wyparcia się swoich korzeni, które tym samym podcina. Złość jest podobno nieelegancka, zaślepia i często odbiera umiejętność werbalizowania racji. Pozostaje nierzadko eksplozją dzikiego, nieartykułowanego, instynktownego sprzeciwu. Bywa, że totalnego sprzeciwu wobec wszystkiego i wszystkich – skoro to „wszystko” czerpie korzyści z opresyjnego porządku rzeczywistości, na który się złościmy. Działające przeciw złości lobby wmawia nam, że przez swój potencjał totalności złość, szczególnie w przypadku kobiet, jest nieracjonalna i nie można jej ufać.

Złość kobieca najczęściej przez długi czas, od zawsze, jest kumulowana, skrzętnie gromadzona, obsesyjnie wydzielana porcjami. Odreagowywana zawsze somatycznie, czego najlepszym dowodem „niewiadomoskąd” biorące się wrzody, skurcze żołądka, migreny, nerwice, tak zwany PMS.

Somatyczna trauma milionów kobiet, które fizycznie cierpią w imię utopijnego postulatu budowania harmonii z otoczeniem, zawsze własnym kosztem. Kobiety złości się i wstydzą, i boją. Jest przez nie silnie tłumiona, bo przecież obłożona gigantycznym tabu. Wyszydzana jako „histeria” i „spazmy”. Naruszenie tabu skutkuje niekończącymi się wyrzutami sumienia i zionie udręką poczucia winy. Jest złamaniem kontraktu kobiecości, którego kwintesencją pozostaje panowanie nad sobą i nie narzucanie się innym, w żaden sposób. W kobiecą rolę wpisany jest wymóg pewnej dyskrecji, transparentności, taktu, milczącej akceptacji – a złość milczy w trzewiach tylko do czasu. Tylko do czasu zgadzamy się zawsze i wszędzie ustępować innym pola, jako „te mądrzejsze”. Bywa, że po czasie, znienacka, zupełnie „bez powodu” – wkurw. No totalny wkurw. Na męski przywilej, na jego udawane (przysięgam!) niedostrzeganie, ciągle przytłaczającą niesymetryczność relacji (łącznie z najbardziej intymnymi), na boleśnie androcentryczną i egoistyczną perspektywę, rządzącą motywacjami oraz postępowaniem innych osób. Wkurw na czyjeś „ja” większe, niż własne. Wreszcie, wkurw na siebie i na uwewnętrznione poczucie kobiecej niższości, każące wątpić w prawdziwość i adekwatność własnych refleksji, potrzeb, emocji.

Tak, na szczęście złość nie daje łatwo za wygraną. Kiedy już bierze górę – dumnie dzierży palmę pierwszeństwa w odkłamywaniu człowieczeństwa kobiet. Agresja? Egoizm? Niesprawiedliwość? Brutalność? Proszę bardzo. Jakże daleko od subtelnego ideału opiekuńczej i miękkiej, wiecznej kobiecości! Złość dająca kobietom prawo do bycia w pełni ludźmi, niedoskonałymi ludźmi. Dająca prawo do popełniania błędów i – tak właśnie, nie inaczej – krzywdzenia innych. Złość przynosząca wraz ze swoim nadejściem niepodzielny imperatyw myślenia o sobie, wyłącznie o sobie i tylko z perspektywy własnych interesów. Widząca jaśniej i jaskrawiej, nie wahająca się nazywać tabu po imieniu albo – po swojemu. Skandalizująca prowokatorka z tej złości. Szarżująca przed siebie po trupach przypadkowych ofiar. Nieważne. Ważne, że złość odsłania ego. Całe, bujne, identycznych rozmiarów, co męskie – ludzkie ego. Dając upust złości, na przekór socjalizacji kobieta stawia siebie bezwzględnie i nieodwołalnie w pozycji nadrzędnej. Wobec czego kompletnie bezużyteczne i śmiechu warte okazują się być zwyczajowe w takich przypadkach śledztwa i dociekania, co też było powodem tej złości. Wytłumaczona i zracjonalizowana złość to jakby wtórne zawłaszczenie i zdominowanie kobiecego ego. Pokazanie – nie, ona tak naprawdę nie uważa, że jest najważniejsza. To wyszło przypadkiem. Tymczasem – immanentną cechą złości jest jej bezapelacyjny egotyzm. Złoszcząc się, odczuwamy boską rozkosz definiowania i egzekwowania praw.

Więc może by tak odzyskać i odkłamać tę cholerną złość? Poszastać nią sobie czasem porządnie? Nieważne, czyim kosztem. Nieważne, że czyimś kosztem. Nie okazując złości – robimy to kosztem siebie. Nie musimy być idealne. Nie bądźmy damami – złośćmy się do woli, od czasu do czasu. Albo też codziennie. Umiejętność prowadzenia spokojnej, kulturalnej rozmowy i rzeczowej wymiany argumentów nie musi być jedynym narzędziem w feministycznej podręcznej skrzynce z narzędziami. Prowadząc spokojne, kulturalne rozmowy i nie okazując złości – wciąż prowadziłybyśmy je wyłącznie w kuchni lub w salonie. Nie warto wstydzić się złości, tłumić jej przesadnie, wyrzucać jej sobie. Jest naszą cichą sojuszniczką, naszą ukrywaną latami na strychu siostrą. Czasem, w skrajnie niesprzyjających okolicznościach – jest jedyną rzeczą, która przypomina nam o tym, kim jesteśmy, czego chcemy i nie pozwala dać się zwariować. Pełna równość to także równość do okazywania złości, a przez to – równość bycia człowiekiem. Wyidealizowany, altruistyczny i łagodny wariant człowieka o nazwie kobieta już testowałyśmy, nie sprawdził się zdecydowanie. Więc – zaufajmy swojej złości i, jeśli jest z nami, pozwólmy jej przemówić.


Tekst ukazał się w piśmie Zadra.

design & theme: www.bazingadesigns.com