Robię pranie, jak mam przy tym myśleć o feminizmie?

Maja Staśko, Patrycja Wieczorkiewicz


Ten tekst nie trafi do wielu kobiet. Większość kobiet nie przyjdzie na Manifę. Nie dlatego, że są przeciwne walce, którą toczymy. Dlatego, że o niej nie wiedzą. Dlatego, że nie mają czasu chodzić na demonstracje. Dlatego, że nie są z Warszawy.

Seksistowskie zaczepki i molestowanie to olbrzymi problem w życiu codziennym większości kobiet. Ale nie bardziej dotkliwy niż konieczność czekania miesiącami na wizytę u lekarza, rezygnacja z L4, bo można przez nie stracić pracę, bezpłatne nadgodziny, brak miejsca w żłobku lub przedszkolu dla dziecka. To nie dotyka wszystkich kobiet, a przecież jest problemem feministycznym. To dotyka także osób niebinarnych i mężczyzn – i także jest problemem feministycznym. Nie jesteśmy osobno kobietą, osobno córką i matką, osobno pracownicą, a osobno osobą z depresją – jesteśmy tym wszystkim naraz. Kiedy szef molestuje nas w pracy, nie myślimy: „czy on upokarza mnie jako kobietę czy jako pracownicę?”. Problemem nie jest przecież nasza płeć, orientacja czy klasa – problemem jest przemoc. Walczymy z systemową przemocą wobec kobiet, więc walczymy z całym systemem – wymierzonym w kobiety, pracownice i pracowników, lokatorki i lokatorów, osoby bezrobotne, bezdomne, z niepełnosprawnościami, uzależnieniami i zaburzeniami psychicznymi.

Feminizm to nie tylko walka o „równość kobiet i mężczyzn”. Nie może stawiać sobie za cel równości kobiet wykluczonych z wykluczonymi mężczyznami, a uprzywilejowanych z uprzywilejowanymi. Jako kobiety mamy wspólne interesy, ale też interesy przeciwne. Różnią nas pochodzenie, pozycja społeczna, miejsce zamieszkania i wiele, wiele więcej. Zrozumienie tego to klucz do tworzenia feminizmu dla mas kobiet (i mężczyzn), a nie dla jednostek. Feminizm to nie walka o parytety w zarządach spółek, to nie walka o ekonomiczne interesy przedsiębiorczyń przy lekceważeniu pracy domowej kobiet nieaktywnych zawodowo.

Intersekcjonalność pokazuje nam miejsce, z którego mówimy. O tym miejscu decyduje mnóstwo czynników – płeć jest tylko jednym z nich, ani nie najważniejszym, ani nie najbardziej przez nas odczuwanym. Tak, jesteśmy i byłyśmy uciszane, bo jesteśmy młodymi kobietami pochodzącymi spoza Warszawy, bez znanych rodziców z rozpoznawalnymi nazwiskami. Ale możemy pisać pod nazwiskiem – bo wiemy, że nie zostaniemy zwolnione przez to z pracy. A nawet jeśli tak się stanie – nie jesteśmy odpowiedzialne za dziecko, osobę starszą lub z niepełnosprawnością, której musiałybyśmy zapewnić utrzymanie. Pracownice i związkowczynie często nie mają takiej możliwości, zwłaszcza gdy są zatrudnione na umowę-zlecenie, umowę o dzieło lub umowę o pracę tymczasową lub na czas określony. Miałyśmy czas, możliwości i kapitał kulturowy, żeby napisać ten tekst. Mamy dostęp do informacji dotyczących feministycznych wydarzeń w Warszawie. Większość kobiet tego nie ma.

Występujemy w swoim imieniu i ze swojej perspektywy – innej nie mamy – ale nigdy nie zapominamy, że perspektyw jest mnóstwo. Że każda osoba ma swoją historię do opowiedzenia, w której przeplatają się wpływy społecznie postrzeganej płci, orientacji seksualnej, narodowości i klasy. Nasza perspektywa nie jest ani ważniejsza – tylko dlatego, że może publicznie zaistnieć – ani tym bardziej jedyna. W tej chwili mamy czas i możliwości, więc walczymy dla tych sióstr, które ich nie mają. Po to, by miały. Walczymy o czas dla każdej osoby – by mogła się angażować i mówić w swoim imieniu.

Dla pań z mediów intersekcjonalność to problem badawczy. Dla większości kobiet to problem realny i życiowy. Kolejny tekst na temat intersekcjonalności nieszczególnie polepszy ich los. Ale walka o to, by i one mogły o siebie walczyć – z pewnością. Aktywizm nie może być dłużej przywilejem.


Tekst znajduje się w tegorocznej Gazecie Manifowej.

design & theme: www.bazingadesigns.com