Palińska: Polscy mężczyźni w świecie europejskich wartości

Iza Palińska
Korekta: Elan Mehl

Polacy są waleczni, szlachetni i dzielni; Syryjczycy to tchórze, opuszczający w potrzebie ojczyznę i „swoje” kobiety. Polacy traktują kobiety z szacunkiem, a równouprawnienie wysysają z mlekiem matki; Syryjczycy to seksualni barbarzyńcy, wydający za mąż małe dziewczynki i traktujący kobiety jak śmieci. Polacy reprezentują chrześcijańskie wartości oraz chlubne europejskie tradycje (cóż, że oświeceniowe, co zgrzyta odrobinę…), ­Syryjczycy to ciemna, niewykształcona dzicz, od tysiącleci żyjąca w stanie półcywilizowanym.

ilustrIlustracja: Monika Stolarska

Cała ta bezładna, lepka i brudząca masa klisz i produktów intelektualnego lenistwa pozostawia w ludziach ślad. Powtórzone milion razy, najbardziej oczywiste bzdury zaczynają stawać się obiegową „prawdą”. Taką, z którą się nie polemizuje, ponieważ jest jej wszędzie za dużo, jest zwyczajnie zbyt głupia lub jest to po prostu męczące.

Jednocześnie gdzieś w zewnętrznym, pozafejsbukowym, namacalnym świecie istnieją też jakieś realne zdarzenia. Fakty, które da się do klisz przystawić na miarę i powiedzieć: „sprawdzam!”

O mężczyznach z Syrii wypowiadać się nie będę, bo nie znam żadnego, nie znam ich kultury, nie byłam w ich kraju. Za to chciałabym nieco opowiedzieć o tym, co widziałam i słyszałam, czego doświadczyłam (ba, od trzydziestu dwóch lat doświadczam nieustannie) sama – chciałabym opowiedzieć o polskich mężczyznach. Na konkretnym przykładzie.

Mowa będzie o sytuacji z 2 września br., która miała miejsce w Betlejemce, jednym z obiektów noclegowych w polskich Wysokich Tatrach. Właśnie kładliśmy_łyśmy się spać we wspólnej sali noclegowej, kiedy około godziny dwudziestej drugiej wkroczyli do niej dodatkowi, nietypowi goście: grupa przypakowanych, głośnych, butnych i dość już wstawionych osiłków. Niezwłocznie po przybyciu przystąpili do otwierania wysokoprocentowych flaszek, inaugurując libację – w porze ciszy nocnej.

Na uwagi, by zachowywali się odpowiednio do pory i zgasili światło, zareagowali oni agresją i groźbami („Czy chcesz zaraz wypluć zęby?”) względem panów oraz lekceważeniem i kpinami („Paniusie z korpo na przygodzie życia, muszą się wyspać żeby zrobić III+[1] i wrzucić fotki na fejsa”) względem pań. Ktoś zgłosił problem z pijaną bandą do kierownika obiektu. Zamiast niego „interweniował” jeden z trzech zatrudnionych przez pijącą grupę instruktorów Polskiego Związku Alpinizmu: pofatygował się niespiesznie na górę, rzucił parę cichych zdań, po czym, mimo braku poprawy w zachowaniu swoich klientów, wyszedł, by już nie powrócić.

Impreza trwała więc w najlepsze. Wrzaski, krzyki, tupanie, bieganie po schodach oraz coś, co można by nazwać bardzo głośnymi rozmowami – tyle tylko, że było to zbyt prymitywne, żeby zasługiwać na miano rozmów. Zadałam sobie trud wynotowania niewielkiej części poruszanych tematów. Poniżej te, które nadają się jeszcze do opublikowania:

– „Pracowałem w UK w magazynie, przez całą noc widziałem tylko kurwa ciapatych. Pierwszy normalny, biały człowiek o świcie”

– „Przypierdoliłem takiemu ruskiemu, co to stanął w kolejce przed kobietą w ciąży. Nienawidzę kurwa ruskich i takich co są kurwa niekulturalni do kobiet”

– „Polki to zdziry, wychodzą za obcokrajowców dla obywatelstwa. A Polacy żenią się z Ukrainkami. Wiadomo, Ukrainki to najładniejsze dupy”

– „Polki to się szmacą coraz bardziej z czarnuchami, ustawiają się w kolejkach, żeby im obciągać”

– „Dwa lata ruchałem sąsiadkę, co mieszkała ze mną i żoną drzwi w drzwi. Fajne ruchanie to było”

– „No a na nurkowaniu to można szczać w piankę. Tylko nie wiem, czy pianka wyłapuje dwójkę”

– „Jaka kurwa cisza nocna. Cisza nocna jest dla pedałów. Mnie kiedyś trzy razy jednej nocy wypierdalali ze schroniska”

– „Jak jakąś dobrze wyruchasz to się zaraz zakocha. Szczególnie anal”

– „No i byliśmy kurwa na takim piana party, wszystkie suczki wiedziały o co chodzi i były bez staniczków”

– „Przyjeb dziwce! Wykurwij dziwce!” (to przy siłowaniu na rękę)

– „Raz byłem w szpitalu na sepsę i żona zapytała, jakie mam marzenie. Powiedziałem, żeby mi obciągnęła z połknięciem”

– „Dobra, zaraz idę spać, tylko sobie jeszcze zwalę konia. Co tak będę spał z pełnymi jajami”

– „Wiesz, bo to co teraz idzie, to są kurwa takie wieki średnie, znów będą krucjaty. I wiesz, ja chcę teraz kurwa chodzić do kościoła, żeby wiesz, być po dobrej stronie” (po czym chwila ciszy, a po pauzie odpowiedź, z wyraźną przyganą: „­To jeszcze nie chodzisz?”)

Wszystko to (i dużo więcej) głośno, ostentacyjnie, agresywnie, zaczepnie. Prowodyrów było trzech-czterech, jednak wszystko odbywało się z towarzyszeniem salw śmiechu i rechotu biernej części grupy. Ani razu ani jeden z imprezowiczów nie wykazał się inicjatywą stonowania skrajnie żenującego zachowania całej grupy lub poszczególnych swoich kolegów. Co jakiś czas osoby przebywające w pomieszczeniu próbowały przywoływać imprezujących do porządku, nalegając na przyciszenie głosu oraz posługiwanie się w trakcie imprezy raczej własnymi czołówkami, niż zapalonym światłem. Jedyne, co udało się uzyskać, to wysyp kolejnych napastliwych odzywek i wykręcenie paru żarówek.

Ustawicznie w stronę użytkowniczek i użytkowników wspólnej sypialni leciały niewybredne komentarze, a względem pań – obrzydliwe, seksistowskie aluzje. Ustały na chwilę w momencie, gdy panowie urządzili sobie turniej siłowania na rękę – ale towarzyszące temu ryki okazały się być dwa razy głośniejsze od rozmów. Potem była runda arcyżenującego czytania na głos SMS-ów od kobiet i do kobiet („Mam kolegów, którzy załatwią ci skok ze spadochronem” to jedyny nadający się do zacytowania), uzupełnianych okrzykami słuchaczy w rodzaju: „A to suka/dziwka/szmata!”. Tu dla porządku dodam, że bohaterowie opowieści mają więcej niż trzynaście, a nawet trzydzieści lat.

W pewnym momencie część z nich wybiegła na zewnątrz. Po paru chwilach dał się słyszeć odgłos zapalanego silnika samochodu terenowego, który stał zaparkowany tuż obok budynku. Wygląda więc na to, że mieli kluczyki do auta i urządzili nim sobie nocną przejażdżkę w stanie skrajnego upojenia alkoholem. Po oznakowanym szlaku turystycznym. Na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego (!).

Kiedy wrócili do środka, było już koło drugiej w nocy. Gadanina, przekleństwa i krzyki trwały w najlepsze jeszcze jakiś czas. Zalani w sztok, położyli się koło trzeciej. Wtedy też miały szansę zasnąć pozostałe osoby przebywające w sali – mając w perspektywie całe dwie-trzy godziny snu, wściekłe, zniesmaczone i oburzone biernością kierownictwa obiektu, jak i instruktorów PZA przebywających wtedy na miejscu.

Ale to nie koniec. Następnego dnia okazało się, że jest to prawdopodobnie grupa żołnierzy Wojska Polskiego, będąca w górach na zawodowym szkoleniu. Nie sposób było się tego domyślić po ich wyglądzie i zachowaniu; przypominali raczej grupę stadionowych kiboli. Agresja słowna, bijący po oczach (i uszach) seksizm, rasizm, kompletny brak kultury.

„Mili ludzie. A wódkę pijemy za własne” – usłyszałam od nich w odpowiedzi na pytanie, kto zapłacił za ich pobyt w górach. Cała ta koszmarna noc terroryzowania i zastraszania postronnych osób przez typów o sposobie bycia gangsterów – została więc prawdopodobnie opłacona przez państwo. Przez „miłych ludzi”, czyli podatników.

Kierownik obiektu, zapytany przeze mnie o jednostkę, która delegowała ich na wyjazd odpowiedział, że nie zna jej nazwy. Podobno rezerwację na dwanaście osób zrobili instruktorzy PZA. Podobno pobyt tej grupy objęty był klauzulą tajności, gdyż podobno byli to członkowie jednostek specjalnych (może nawet GROM-­u), odbywający wysokogórskie przeszkolenie. Nie pozostawili po sobie żadnego śladu w książce meldunkowej – nie mieli takiego obowiązku.

Pewnie dlatego też czuli się tak bezkarni. Na drugi dzień udawali, że nic się nie stało. Patrzyli nam prosto w oczy i pogodnie rzucali „dzień dobry!” (co prawda, spłoszeni nieco i skacowani). Ci z bandy, którzy tylko obserwowali najbardziej aktywnych byli wręcz zdziwieni, że ktokolwiek ma do nich o cokolwiek pretensje.

Kto więc ponosi winę? Zgadnijcie. Gdybyśmy od początku pozwoliły chłopakom się wyszumieć albo wypiły z nimi wódeczkę lub dwie, poszliby przecież spać dużo, dużo wcześniej – dowiedziałyśmy się z kuluarowych rozmów. Niektóre z nas przypadkiem usłyszały wypowiedzi zrzucające wręcz odpowiedzialność za przebieg wydarzeń na osoby zwracające pijanej bandzie uwagę.

A propos jeszcze zwracających uwagę osób. Na obecną w sali około dziesięcioosobową grupę o składzie mieszanym włączyć się w tę interwencję śmiał aż jeden chłopak (dał sobie jednak spokój zaraz po groźbie o wybitych zębach). Jeden, na bodajże pięciu czy sześciu obecnych, którzy nie należeli do bandy. Przez całą noc nierówną walkę toczyły więc na zmianę i na różne sposoby trzy wściekłe dziewczyny. Wyśmiewane, wyszydzane, wykpiwane i molestowane słownie. Piętro niżej nocowało w „pokoju instruktorskim” kilku innych mężczyzn, udających, że nic się nie dzieje.

Problemem nie było więc jedynie zachowanie kompletnie pijanych żołnierzy – ale i hierarchia w stadzie. Hierarchia, nakazująca samcom delta, gamma i omega stulić uszy po sobie, nie widzieć, nie słyszeć i nie reagować. Przyzwalać i przeczekiwać, a po fakcie obwiniać ofiary, (najczęściej kobiety).

Nie chodzi o to, by mężczyźni bohatersko bronili niewiast (ich cnoty przed napastowaniem, a uszu przed wulgaryzmami), sami przy okazji ryzykując pobiciem.

Chodzi o to, by mężczyźni w Polsce wreszcie zechcieli dorosnąć. By dojrzeli do decyzji, że na własny rachunek, jako ludzie, mogą i powinni wyrażać niezgodę wobec zachowań (własnych kolegów czy też obcych mężczyzn), których sami nie akceptują i nie przejawiają. By wzięli za siebie i za innych minimalną, a najlepiej proporcjonalną odpowiedzialność. By przestali zgadzać się na taką samczą sztamę, wyłącznie ze strachu, w przymilnym rechocie odsłaniając zęby wobec samców alfa, nielicznych, lecz głośnych.

To, co uderzało tamtej nocy najbardziej, to absolutna polaryzacja męskich postaw – totalna buta versus kompletna bierność. I niczego pośrodku. Jak długo jeszcze – niczego pośrodku?

Nasuwa się też pytanie, po co to całe rytualne straszenie azjatyckimi i afrykańskimi hordami „silnych, młodych, roszczeniowych” mężczyzn, skoro to właśnie polscy mężczyźni zastraszają nas już od lat najbardziej skutecznie? Na stadionach, w pociągach, w autobusach, na ulicach i we własnych domach. W tym wypadku byli to zresztą dokładnie ci sami mężczyźni, których zadaniem, a nawet misją, powinno być chronienie nas wszystkich. Czując się silni w grupie, wybierają coś wręcz przeciwnego – wolą być postrzegani przez nas wszystkich i wszystkie jako zagrożenie, chcą się tym napawać.

Trudno nam było uwierzyć, że stan polskiego państwa oraz polskiej armii mogą być aż tak złe, że podobnie bezmyślne, niedojrzałe jednostki o zerowych kwalifikacjach moralnych i społecznych były dopuszczone do sprawowania zawodowej służby wojskowej, do kontaktu z bronią. A jednak – opisywane fakty mówią o tym jasno. Fakty, a nie stereotypy, uprzedzenia, gdybania i bajki wysysane z palca, jak ma to miejsce w przypadku sądów wydawanych zaocznie o syryjskich uchodźcach. Naprawdę, życzyłabym sobie, żebyśmy równie często i równie głośno wydawali uzasadnione sądy o nagannych zachowaniach Polaków, zamiast w takich chwilach tchórzliwie milczeć. To, a nie przybysze z Syrii, jest w aspekcie „agresywnej i roszczeniowej męskości” naszym prawdziwym problemem.

[1] III+ to stopień trudności na skali trudności wspinaczkowych. Oznacza bardzo łatwy teren. (przyp. autorki)

Fragmenty tekstu zostały zaczerpnięte z listu otwartego skierowanego do władz Polskiego Związku Alpinizmu, w którym prosimy o interwencję, wyjaśnienie sprawy i ustalenie personaliów żołnierzy, mające na celu wyciągnięcie wobec nich konsekwencji. Wszystkie osoby dysponujące informacjami mogącymi w tym dopomóc prosimy o kontakt z Redakcją Codziennika Feministycznego.

design & theme: www.bazingadesigns.com