Palińska, Duda: Tacy mili chłopcy, taka bierna dziewczynka

Od kilku dni w Internecie obejrzeć można antyprzemocowy klip nakręcony przez włoskich twórców_czynie. Na portalach społecznościowych u polskich odbiorczyń_ców zbiera on bardzo pochlebne opinie. Jednak nie wszyscy zareagowali na niego pozytywnie. Poniżej głosy Izy Palińskiej i Macieja Dudy.

IP: Nie jestem dziś w nastroju do cackania się z wrażliwcami i tłumaczenia podstaw, więc na początku droga czytelniczko i drogi czytelniku wyjaśnijmy sobie jedną istotną rzecz. Jesteśmy na feministycznym portalu, to jest feministyczny artykuł i wszystkie oraz wszyscy wiemy, że w takich okolicznościach nie będzie kojąco, ciepło i w obrębie strefy komfortu. Od razu i bez ceregieli wyjaśniam też, komu jako feministka zaraz dowalę, którą dobrą zabawę zepsuję, na jakim tle zupełnie niepotrzebnie okażę przewrażliwienie (które sama wolę nazywać wrażliwością) oraz w czym całym szukam dziury. W tym właśnie momencie (czyli w następnym akapicie) niech zapadnie decyzja – czytasz bo czujesz się ostrzeżona/ostrzeżony i później nie jęczysz, albo dla własnego dobra przechodzisz od razu na jakąś milszą swemu światopoglądowi witrynę. Jasne? Świetnie.

„Dobra zabawa” to w tym przypadku włoska kampania społeczna dotykająca problemu przemocy wobec kobiet. Jeśli śledzisz główne portale informacyjne bądź równościowe jest spora szansa, że już się na nią natknęłaś_eś. Jest to spot złożony z serii mikro scenek, na które składają się różnego rodzaju pytania i polecenia kierowane do młodych chłopców (w przedziale wiekowym 7-11 lat) w kontekście milczącej obecności ich znaczącej innej – dwunastoletniej Martiny. W finale filmiku każdy z chłopców wyraźnie i stanowczo odmawia uderzenia dziewczynki, słysząc taki nakaz z offu, mimo że karnie zastosował się do poprzednich poleceń. Kiedy piszę te słowa, filmik opublikowany na Youtube 4 stycznia zaliczył już ponad 9 milionów odsłon. Ogromny sukces, ręce składają się do oklasków, strzelają korki szampanów, wzruszeni lewacy entuzjastycznie wklejają linki na fejsie i ubolewają, że nas, w Polsce, na takie dzieło nie stać jeszcze finansowo ani mentalnie. Choć przecież u nas kobiety traktuje się jednak z szacunkiem, nie to co na tym dzikim południu Europy – tam to panie, ho, ho! faktycznie mają z tym problem… W każdym bądź razie z większości stron napływają wyrazy poparcia dla kampanii oraz zachwyty nad rozumem i cnotą kwiatu włoskiej młodzieży.

Otóż nie.

Zacznijmy od tego, jakie były założenia – założeniem spotu było, jak sądzę, pokazać widzkom_om, że młodzi chłopcy nie widzą potrzeby stosowania przemocy wobec kobiet, oraz że uważają stosowanie jej za niedopuszczalne, niewłaściwe i naganne. Idąc tym tokiem rozumowania można dodatkowo założyć, iż według autorów kampanii przemoc wobec kobiet jest problemem dorosłych mężczyzn, którzy gdzieś po drodze utracili tę młodzieńczą szlachetność i wrażliwość, no i takiego brzydkiego nawyku (bicia swoich partnerek) niestety nabrali. Kampania ma ich zawstydzić, odesłać nostalgicznie do lat szczenięcych, kiedy to „kobiety nawet kwiatkiem”, pokazać dorosłym mężczyznom lepszą, wrażliwszą wersję ich samych sprzed dekady lub kilku. Kobietom ma zaś pokazać, że mężczyźni nie są agresywni „z natury” – przecież kiedyś każdy jeden był takim właśnie delikatnym słodziakiem. Niewypowiedziane, acz obecne w domyśle pytanie gdzie, kiedy i dlaczego mężczyźni nabierają „zwyczaju” bicia kobiet pozostaje niestety bez odpowiedzi. Co każe dość pesymistycznie przypuszczać, że kampania raczej nie przyczynia się realnie do zwalczania przyczyn jak najbardziej realnego problemu. Kampania w tym kształcie to raczej drogi puder na siniak pod okiem, kiedy mleko już się rozlało a do przemocy doszło. I nikt nie wie dlaczego! Mamma mia, jakiż ten świat potrafi być okrutny, jakie niezbadane są wyroki losu…

Do czego zatem przyczynia się obecność spotu w mediach, w tym mediach głównego nurtu (na naszym podwórku notkę wrzuciła na dniach GW)? Jak wszystko co nie służy osłabieniu patriarchatu – przyczynia się, i to nielicho, do jego wzmocnienia. Tak, tak, nasz słodki filmik to podręcznikowa instrukcja uprzedmiotowienia oraz zdominowania kobiety tak, żeby po wszystkim jeszcze dziękowała za wyniesienie jej na piedestał. Spieszę tłumaczyć kwestie oczywiste.

Po pierwsze – licznych męskich bohaterów tej dość minimalistycznej, trzyminutowej narracji poznajemy dość dobrze. Seria przebitek najpierw ukazuje ich twarze, potem kolejno ich odpowiedzi na następujące po sobie pytania – o imię, o wiek, o to, kim chcą zostać w przyszłości i dlaczego. Jest ich wielu, a mimo wszystko znajduje się i czas, i sposób, by ich przedstawić, wyeksponować ich indywidualne cechy, przedstawić ich niepowtarzalny, jednostkowy punkt widzenia. Po czym następuje dość tandetne pod względem formalnym i dramaturgicznym zawieszenie narracji oraz muzyki z offu, by wkroczyć mogła ona – Martina. O tym, jak ma na imię bynajmniej nie dowiadujemy się od samej bohaterki. Przedstawia ją tajemniczy, męski głos z offu – ten sam, który wcześniej zadawał chłopcom pytania. Martina jest dziewczynką na oko dwunastoletnią (nie wiemy, większą ilością informacji na temat Martiny, ponad jej imię, głos już się z nami nie dzieli – mimo iż przebywa w kadrze najdłużej, dowiadujemy się o niej najmniej!), staje obok chłopców i odtąd rozmowa między bohaterami a głosem toczy się już wyłącznie o niej.

Martina nie odzywa się ani raz, ani nie zostaje do niej skierowane żadne pytanie – czy to ze strony narratora, czy to ze strony młodych bohaterów. Jej zadaniem jest stać i – no właśnie, uosabiać to dziwo, z którym w dorosłym życiu przyjdzie się chłopcom kłopotać. Kobietę. Pierwsze pytanie kierowane do chłopców dotyczące dziewczynki odnosi się do jej wyglądu: „Co Ci się w niej podoba?” Zauważmy, sposób zadania tego pytania dodatkowo podkreśla indywidualność każdego z męskich bohaterów (co TOBIE się podoba) i wzmacnia ich monopol sprawczości – w tak zaaranżowanej sytuacji mają automatycznie wyższy status i władzę sądzenia, wypowiadania się o swojej niemej koleżance i oceniania jej; władzę oceniania jej powierzchowności, w końcu cóż innego mogłoby liczyć się w przypadku kobiety. Martinie cały czas wolno tylko stać i się uśmiechać.

Następnie głos żąda, by chłopcy obdarzyli dziewczynkę pieszczotą. Ci nieśmiało wyciągają ręce, głaszcząc ją po ramieniu, włosach czy buzi. Efekt jest raczej komiczny i sztuczny, widać, że młodzieńcy zdecydowanie nie nawykli jeszcze do okazywania komukolwiek czułości, niezależnie od tego, kto jest obiektem ich kilkuletnich uczuć. Niemniej tym samym, w zaledwie dwudziestu drogocennych sekundach spotu mieszczą się dwie pieczenie upieczone na jednym ogniu. Po pierwsze – toporny, prostacki i nachalny podtekst nieuniknionej heteronormatywności wpadł nam właśnie w głowę i nie chce wypaść (jakie to rozkoszne, w tym wieku zaczynają się pierwsze miłości!). Po drugie i ważniejsze, Martina właśnie „awansowała” z obiektu male gaze (męskiego spojrzenia) na uprzedmiotowione ciało, którego można dotykać bez pytania go o zdanie. Któremu pieszczoty można okazywać wedle własnego uznania lub wedle tego, co podpowiada tajemniczy (męski!) głos. Sama Martina wciąż stoi, ładna, świeża, młoda i niewinna – i uśmiecha się nieśmiało.  Nie mówi i chłopcy mogą być pewni, że nie powie – czego chce lub czego nie chce. Pewnie sama nie wie.

MD: Miejsce, z którego mówię jest inne niż Twoja pozycja, sporo nas różni, choć wydaje mi się, że nasze wypowiedzi poróżni bardziej forma niż treść. Nie wiem czy będę tu komuś dowalał, być może. Bardziej skupię się na własnych zaskoczeniach związanych z recepcją tego spotu. Nie zawężałbym też grona naszych odbiorczyń_ców. Owszem, nasze wypowiedzi pojawią się na „Codzienniku”, mam jednak wrażenie, że zaglądają tam ludzie o bardzo różnych poglądach  (nie chcę ich i nas stereotypizować, nawet żartem). Podobnie jak na ścianę Stowarzyszenia Kongres Kobiet, czy moją ścianę na FB, a to właśnie tam odbyły się dyskusje na temat spotu i polskich reakcji na jego temat i to właśnie one skłoniły nas do tej rozmowy. Szczególnie pierwsza dyskusja, która przerodziła się w atak na KK jako dysponenta (dysponentkę?) nie swojego głosu. To jednak kwestia na inną dyskusję. 

Zacznę mocno: mnie bardziej poraził brak równościowej refleksji oglądających, niż tworzących ten spot. Oczywiście, jest tak jak mówisz: spot jest przedmiotowy, na wielu płaszczyznach. Idzie to hierarchicznie, chłopiec uprzedmiotawia dziewczynę, chłopca uprzedmiotawia głos z offu, a komu podporządkowany został ów głos? To wypowiedź patriarchalnego mężczyzny, a więc mamy tu porządek systemowy. Nic nowego. Problem w tym, że ten ciąg obrazków nazywamy równościową i antyprzemocową kampanią społeczną, która pobudzić ma naszą refleksję. I tu już dla mnie pojawia się masa zaskoczeń. Pedagodzy i pedagożki, praktycy i praktyczki odpowiedzialni_ne za prowadzenie działań równościowych, wszyscy ze sporym stażem i doświadczeniem, w prywatnych fejsbukowych wypowiedziach piszą nagle „Świetna kampania”, „Jacy mili chłopcy”, „Wrócimy do dzieciństwa, wtedy byliśmy empatyczni”. To jest ich reakcja na to, co widzą na ekranie, a co widzą? Otóż pan mówi chłopcom „pogłaskaj” lub „uderz”. I oni rzeczywiście dotykają, bez jakiegokolwiek pytania zainteresowanej – w tym wypadku, według dysponenta siły (głosu z offu) wszystko jest ok., wszystko idzie zgodnie ze scenariuszem. Dopiero w odpowiedzi na polecenie „uderz” pojawia się odmowa. Jednak ta odmowa wcale nie jest empatyczna, naturalizowana, ona jest kulturowa: nie uderzę, bo „to jest złe/ nie uderzę, bo jestem przeciw przemocy/ nie uderzę bo jest ładna” (estetyczny skrót ładna=dobra). Te odpowiedzi wcale nie pokazują nam jakiegoś mitycznego, empatycznego, przedsystemowego dzieciństwa. Wprost przeciwnie. W samym środku antyprzemocowego spotu mamy kwintesencję patriarchalnej hierarchii i przyzwolenie na uprzedmiotowienie oraz wykorzystanie według własnych potrzeb, przy jednoczesnym obostrzeniu kulturowym: jak tu uderzyć, skoro patrzy na mnie oko kamery a bicie jest złe? Wątpię by metoda oparta na oficjalnym hierarchicznym układzie wysuwania nieakceptowanych publicznie żądań (np. nauczyciel mówiący do ucznia w obecności klasy: uderz uczennicę) pokazywała nam reakcje, które wystąpią np. w grupie rówieśniczej w miejscu, gdzie nie będzie świadków. Nie bez przyczyny do przemocy płciowej dochodzi w przestrzeniach zamkniętych, prywatnych, bez świadków. Ale może idę zbyt daleko. Wrócę do reakcji polskich odbiorczyń_ców. 

Dziwi mnie, że naprawdę niewiele_u z nas zwróciło uwagę na fakt, jak mocno cementujemy system, który wspomaga uprzedmiotawiające nadużycia, z którymi walczy niniejszy spot. Poza pochwałą, w reakcjach odbiorców,  pojawiło się tłumaczenie, że kampania przeznaczona jest dla Południowych Włoch, gdzie „jest jak jest”, „nie jest tak, jak u nas”, więc nie ma co krytykować kampanii. Mocno mnie to zaskoczyło. To jak ocena, która pozwala nam powiedzieć: ok., u nich jest gorzej niż u nas, więc najpierw pokażmy im jak nie bić a później, jak już się nauczą, to pokażemy jak nie działać przedmiotowo, np. jak zapytać o zgodę na dotyk, albo w ogóle jak o cokolwiek zapytać. Tak to powoli ich zreformujemy. Takie tłumaczenie nie rozwarstwia kolejnego przeświadczenia – o dzikości Południowców i naszej  – no właśnie, czym? – naszej wyższości nad nimi. To oni się poduczą, a my generalnie już wiemy, więc skupiamy się na tym, że generalnie obrazek jest ładny i słuszny. 

Ładny jest z pewnością. Atmosfera randkowo-świateczna, dziewczyna uśmiechnięta, właściwie idealna i przezroczysta. Nic o niej nie wiemy, więc możemy ją idealizować. Chłopcy grzeczni, zgodni, co zauważyłaś, z popędowym heteroseksualnym wyobrażeniem męskości. Jak się nie zachwycać? Na to wszystko nakłada się przekonanie, że to chłopiec będzie siłą sprawczą, opiekuńczo-głaskającą ale i ochraniającą przed niebezpiecznym poleceniem z zewnątrz. Jest więc wątek romantyczny i rycerski. Gdyby na tę fabułę nałożyć stroje z epoki: rycerską zbroję oraz długą suknię i nakrycie głowy, wszystko by się zgodziło. I w tym widzę cały problem. Wydaje mi się, że właśnie za to ta akcja zbiera takie gromkie brawa.

IP: Tak, zgodzę się, że to co widzimy nie jest niewinne na żadnej płaszczyźnie. Mówiąc wcześniej o graniu nostalgią niewinnego dzieciństwa, raczej chodziło mi o przykrawanie na potrzeby scenografii tego spotu dzieciństwa jako mitu, zdecydowanie zauważam tu mocno instrumentalne, czysto dekoracyjne eksponowanie go. Wszystko, co przez te 3 minuty i kilkanaście sekund widzimy – rezolutni chłopcy, idealnie bierna dziewczynka, patriarchalny głos z offu – jest w końcu mocno symboliczne. I właśnie dlatego ostrze swojej irytacji i krytyki kieruję w stronę twórczyń_ów bardziej niż odbiorczyń_ów spotu. Bo bezrefleksyjna konsumpcja tekstów kultury jest mimo wszystko wpisanym w zasady funkcjonowania mediów standardem, z którym trzeba się liczyć. W obrębie kultury popularnej większość tekstów jest projektowana i serwowana tak, by odbiorczynie_ów utwierdzać w posiadanych przekonaniach, a nie by budzić ich wątpliwości; nasuwające się automatycznie interpretacje mają utwierdzać system, który płaci za ich powstanie. Stąd krytyczne odczytanie spotu przez nieliczne tylko osoby mniej mnie dziwi i oburza, niż taki właśnie finalny kształt kampanii, jako rezultat długotrwałego procesu decyzyjnego, koncepcyjnego i realizacyjnego. Procesu, w który zaangażowanych było prawdopodobnie gros osób, które wiedzą co nieco o symbolicznym ładunku tego, co nienazwane. Tak zwanych oczywistości się nie nazywa, bo ich nazwanie może prowadzić do podważenia ich statusu jako nieuniknionej normy. A tak? Jest jak jest, chłopcy mówią, dziewczynki milczą, taki jest ten świat, oj straszny jest i niesprawiedliwy etc., jedynym ratunkiem głaskanie ofiar. I z takim właśnie głaskaniem ofiar mamy do czynienia w omawianym spocie. Zaznaczę, w spocie, który z ofiar czyni ofiary nieuniknione, bo to od daru męskiej łaski zależy ich los. Przecież zadaniem tego spotu było właśnie coś dokładnie odwrotnego – owo nienazwane tabu dostrzec, rozbroić, podważyć! Ręce mi opadły na taką dawkę hipokryzji i perfidii, i tyle.

MD: A mnie się wydaje, że to nie jest hipokryzja twórców_czyń, tylko jakaś chwilowa zaćma albo brak świadomości. Ale to tylko moje fantazje. Zauważ też, że w recepcji złoszczą mnie głosy tych, którzy_re (tak mi się wydaje) powinni_nny wiedzieć i widzieć o co w tym idzie – praktyków, praktyczek – a tu nic poza zachwytem.

IP: Co do recepcji filmiku przez polską publiczność, faktycznie – rozczulająco zabawne jest to delegowanie odpowiedzialności za kulturę męskiej przemocy na jakichś mitycznych, porywczych, krewkich południowców… Zgrabna technika uniku połączona z przynoszącym ulgę wskazaniem kozła ofiarnego. 

Koniec końców nie uważam też, bym aż tak się dziś pastwiła i dowalała – wrażliwe jednostki ostrzegałam na wstępie w ramach figury retorycznej (bo od czegoś trzeba zacząć) oraz mocno ironicznie… Niemniej widzę, że autoironia idealnie stopiła się w tym przypadku z autostereotypem agresywnej feministki : )

MD: Prawda. Powagą próbuję rozsadzić twoją autoironię. To chyba opisywana reakcja na ów spot sprawiła, że nie wierzę w siły odbiorczyń_ców.  Jedno jeszcze należy dopowiedzieć. Nie jest tak, że czepiam się tylko dlatego, że spot jest zbyt ładny i grzeczny, bo wydaje mi się, że głębszą refleksję budzą te obrazy, które nie są zgodne z naszym wyobrażeniem, które powodują nasz poznawczy dysonans. Oczywiście, że tak jest. Ale tu idzie mi raczej o to, jak bardzo przegapiamy pewne struktury, które prawdopodobnie sobie uwewnętrzniliśmy. W ten sposób wspieramy system, wobec którego, ponoć odnosimy się krytycznie. To mnie zaskakuje. To jak bardzo chwalimy komunikat, który jest kwintesencją patriarchalnych wzorców. Naprawdę należy spojrzeć na to wszystko z marginesu.

Iza Palińska – feministka, kulturoznawczyni, przewodniczka górska. Publicystka kwartalnika „Zadra” oraz Codziennika Feministycznego.

Maciej Duda – doktor nauk humanistycznych, trener, wykładowca (m.in. Gender Studies UAM, Podyplomowe studium Gender mainstreaming przy IBL PAN Warszawa). Prowadzi szkolenia równościowe i antydyskryminacyjne. Autor książki „Polskie Bałkany”.

design & theme: www.bazingadesigns.com