List otwarty do kobiet walczących z depresją poporodową

Kochane,

gorzej już nie będzie, prawda?

Nic Was do tego nie przygotowało, a ci, którzy próbowali, z pewnością nie zrobili tego najlepiej lub unikali prawdy.

Nie spodziewałyście się tego i wstrząsnęło to Wami do głębi.

Myślę, że to uczucie dezorientacji i osamotnienia jest tak bolesne. Sprawę pogarsza to, że nie wiecie, co się dzieje, a personel medyczny się tym nie zajmuje.

W żaden sposób nie mogę zrozumieć, dlaczego ci, którzy powinni się na tym znać, nie potrafią pomóc nam w cierpieniu. Wiem też, że pomimo tego kobiety cierpiące na okołoporodowe zaburzenia afektywno-lękowe (PMADs) wykazują odwagę i wytrwałość znane tylko najsilniejszym z najsilniejszych.

Kobiety, które doświadczają depresji lub lęków w trakcie lub po porodzie nie prosiły się o to, ale mają w sobie siłę, w której niewielu może im dorównać. To prawda!

Jestem przekonana, że są zrobione z materiału, jakiego pozazdrościliby  im wielcy przywódcy.

Wbrew wszelkim przeciwnościom, na przekór ostracyzmowi, rodzinom, które nie rozumieją, i lekarzom, którzy nie pytają, nie leczą, nie zauważają symptomów – one walczą.

Nawet kiedy sobie z tego nie zdajecie sprawy – walczycie. Nawet kiedy pozwalacie sobie wyrazić swoje najbardziej przerażające sekrety o swoich najbardziej przerażających myślach – walczycie. Wykonując ten telefon, umawiając się na wizytę, wchodząc do izby przyjęć, wpisując się do szpitala, wreszcie biorąc leki, znajdując grupę wsparcia, czytając lub pisząc artykuł – bohatersko rezygnujecie ze wszystkiego, co w waszym przekonaniu jest prawdziwe i dobre na świecie.

To jest siła zrodzona z miłości.

Wiem to od niezliczonych kobiet, które spotykałam i spotykam. Wiem to z lat swoich badań i nauki, i wiem to ze swoich własnych doświadczeń z depresją poporodową.

Rodzimy siłę, której nigdy nie uważałyśmy za możliwą, z najbardziej bezpośredniego doświadczenia miłości, jakie kiedykolwiek poznamy.

Pamiętam twarze ludzi gapiących się na mnie, kiedy byłam w ósmym miesiącu ciąży i czekałam na spotkanie ze swoim psychiatrą w szpitalu neuropsychiatrycznym Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles.

Widzicie, przetrwałam jedną walkę z depresją poporodową, która niemal mnie zabiła. Bardzo, bardzo mroczne dni. I nie miałam zamiaru znowu przez to przechodzić. Dlatego też, w moich ubraniach ciążowych ze sklepu Target, chwiejnym krokiem podchodziłam do recepcjonistki, farmaceuty, ginekologa, lekarza rodzinnego, położnej i mówiłam: „Potrzebuję pomocy i możecie mnie za to osądzać, nie rozumieć i piętnować, ile tylko chcecie. Bawcie się dobrze. Tak, jestem wielką, szaloną ciężarówką. Możecie sobie myśleć, co chcecie. Ja muszę otrzymać pomoc.”

Rezygnujemy ze wszystkiego w tym jednym momencie, w którym wyciągamy rękę o pomoc.

Mamy odwagę zrezygnować z oczekiwań, jakie miałyśmy na temat naszego życia, aby przeżyć dla dobra największej miłości, jaką mamy i kiedykolwiek będziemy mieć – dla naszych dzieci.

Bezczelnie wkładamy ręce do kieszeni i wyciągamy ostatni grosz nas samych, wywracamy kieszenie, aby udowodnić tym, którzy tego potrzebują, że naprawdę już nic nam nie zostało. Naprawdę.

Oddajemy nasze ciała, nasze mózgi, związki, wyobrażenia na temat macierzyństwa i prosimy o pomoc – nie, żądamy pomocy.

A dostajemy coś więcej.

Wydostajemy się z dołka, aby nasze dzieci mogły pozostać całe i zdrowe. Ponieważ gdyby nas straciły, już nigdy nie miałyby się dobrze.

To było dwanaście lat temu, ale ja pamiętam.

I mimo że wciąż zmagam się z demonami depresji, depresja poporodowa nauczyła mnie, jak walczyć.

Więc, kiedy się zjawią – a zjawiają się – powiem im: no, dawajcie. Dalej, Depresjo, zabawmy się; przeszłam piekło i wiem, jak sobie z tobą poradzić w tradycyjny sposób. Okej? Piekło nie zna straszliwszej furii niż matka, która miała depresję poporodową.

I, droga Depresjo, z radością skopię Ci tyłek, kiedy tylko chcesz.

Wy też o tym wiecie.

Wiecie, że przeszłyście piekło i przeżyłyście.

Dawajcie czadu dalej.

Walker Karraa

Tłumaczenie: Ewa Wlezień

design & theme: www.bazingadesigns.com