Trzpis: Femme fatale i feministki czyli oblicza gender w powieściach Tadeusza Dołęgi-Mostowicza

1170834_10201890672888898_752595933_n

Życiorys Tadeusza Dołęgi-Mostowicza to materiał na osobną powieść bądź film o zacięciu sensacyjnym. Zrobił zawrotną karierę. Urodził się w guberni Witebskiej, w zaborze rosyjskim. Pochodził z warstwy ziemiańskiej, był paniczem z białego dworku. Ojciec był prawnikiem, matka wychowywała gromadkę dzieci i prowadziła gospodarstwo domowe, zapewne zarządzała domem i majątkiem, co mieściło się w pojęciu tradycyjnej roli kobiety w kulturze szlacheckiej. Szeroko opisujące życie kobiet z tej sfery Maria Bogucka, w pracy Gorsza płeć, i Agnieszka Lisak w Miłości staropolskiej stwierdzają jasno: zarządzanie majątkiem spoczywało w kulturze szlacheckiej na barkach kobiety – mężczyzna albo był na wojnie, albo na sejmiku czy sejmie, jeździł w interesach, w każdym razie najczęściej nie było go w domu. Wytworzyła się więc w kulturze ziemiańskiej specyficzna rola kobiety, która pracuje i rządzi w domu, rodzaj matriarchatu, który w zasadzie trwa do dziś, budząc zdumienie ukształtowanych przez patriarchat pozostałych narodów Europy. Być może jest to źródło późniejszej postawy życiowej Mostowicza, prezentowanej na kartach jego książek, w wielu przypadkach odległej od mieszczańskiej, kapitalistycznej, spychającej kobietę do roli paprotki i kury domowej, ozdobnika nierzucającego się nadmiernie w oczy oraz płodnej idiotki, niemniej jednak zawsze bardzo konserwatywnej. Na pewno na postawę Mostowicza miały wpływ wydarzenia historyczne, szczególnie Rewolucja Październikowa i I wojna oraz wojna polsko-bolszewicka (brał udział w kampanii 1920 roku). Być może w trakcie dwóch wojen i rewolucji, podczas której po licznych przygodach rodzina Mostowiczów trafiła do Polski, ukształtowały się bardzo konserwatywne poglądy przyszłego pisarza na role kobiety i mężczyzny w społeczeństwie. Trudno zresztą oczekiwać, że człowiek, który najprawdopodobniej z ogarniętej rewolucją Rosji dotarł do Polski okrężną drogą przez Finlandię i Szwecję, będzie miał nowoczesne poglądy społeczne. Jako zmęczony i sponiewierany przygodami frontowiec, bojownik o wolność ojczyzny zapewne bardziej cenił sobie ciepło ogniska domowego i kobietę grzejącą obiad na tymże ognisku. Mostowicz wyrażał w swych powieściach wszystkie bolączki i niedole epoki, w jakiej przyszło mu żyć oraz tworzyć. Nie ulega wątpliwości, iż takie jego książki, jak Trzeciapłeć czy ostatnia, Pamiętnik pani Hanki, uważana za najwybitniejszą w całym dorobku, traktują przede wszystkim o miejscu, jakie powinny zajmować kobiety po I wojnie światowej, w społeczeństwie wolnej Polski.

Początki w Warszawie były podobno trudne. Ale literacko bardzo korzystne. Podejrzane miejsca i niepewne typy opisywane później w powieściach zapewne mogły brać się z osobistych doświadczeń pisarza. Jednym słowem, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: ciężkie przejścia osobiste autorów zawsze były motorem napędowym literatury. Mieszkaniec brudnych i zatoczonych mieszkań na Pradze widział niejedno i sporo owych widzeń przemyślał, socjalistą ani komunistą jednak nie został. Za to postanowił zrobić karierę. Podobno ułatwił mu ją wuj, profesor Politechniki Warszawskiej, który dopomógł w uzyskaniu pracy w redakcji „Rzeczpospolitej”, gazecie tak wówczas, jak i dziś mającej opinię konserwatywnej, solidnej i prawicowej, z tym że w 20-leciu międzywojennym był to organ partyjny Chrześcijańskiej Demokracji ostro atakujący lewicę. Światopoglądowo Mostowicz był podziwu godnym monolitem: od czasów studiów do początków swojej kariery i później przez całą swoją drogę pisarską aż po swoją tragiczną śmierć ideologicznie jest prawicowy. Być może dlatego dziwi się feministycznym postawom kobiet wobec tradycji siedzenia i trzymania „rządu dusz” w domu. Nie rozumie „pchania się” do męskich zajęć, takich jak polityka, praca zawodowa i zarobkowa, kariera. Zdaniem Mostowicza kobieta pracująca, która choć żadnej pracy się nie boi, jest z zasady złą matką, ponieważ nie ma czasu poświęcić się rodzinie, a przede wszystkim rodzeniu i wychowywaniu potomstwa. Pod tym względem ideał kobiecości Mostowicza nie odbiegał zbytnio od wzorców propagowanych w dwudziestoleciu zarówno w Polsce, jak i w Europie, jednakże już był to wzorzec, który po I wojnie uległ zacofaniu, zresztą z wielu powodów, i tkwił korzeniami w XIX, w ukształtowanym w krajach protestanckich, zwłaszcza w cesarskich Niemczech, modelu 3K określających żywot kobiety od kołyski aż po grób. W Cesarstwie Niemieckim kobieta nadawała się jedynie do posłusznego rodzenia przyszłego mięsa armat, modlenia się i tkwienia w garach. Wzorce kobiety angielskiej i polskiej nie dobiegały znowuż od wyobrażeń niemieckich zbyt daleko: Angielka miała zawsze myśleć o Anglii i być dzielną w każdej sytuacji, a powinności Matki Polki zostały w ciągu stuleci tak dokładnie opisane i skrytykowane, że nie ma potrzeby ich tu przytaczać. Aktualny w dwudziestoleciu pozostał jednak drugi wzorzec fin de siècle – femme fatale, kobiety – demona, złej, uwodzicielskiej, wiodącej mężczyzn na pokuszenie i zgubę. Jako wyjątkowo malowniczy, a więc atrakcyjny fabularnie przedostał się do filmu i z nim jest przede wszystkim kojarzony. Podobno wymyślono go jako ostrzeżenie dla porządnych ojców rodzin przed syfilisem i przepuszczaniem pieniędzy w kabaretach. W każdym razie jako taki funkcjonował w krajach protestanckich, przede wszystkim w Stanach. Nie zmienia to jednak faktu, że wielkie gwiazdy tamtego okresu jak Marlena Dietrich, Rita Hayworth czy Greta Garbo zasłynęły kultowymi rolami wampów, kobiet – wampirów, amerykańskiej odmiany femme fatale, sekretnego marzenia i jawnej zguby każdego mężczyzny. Po pierwszej wojnie nadeszła jednak epoka, która sztywnie przypisane ludziom w XIX wieku role społeczne bardzo skomplikowała. Przede wszystkich w czasie wojny światowej oraz lokalnych rewolucji, powstań i bojów o wolność wszelaką zginęło wielu mężczyzn. Tak wielu, że trzeba było przyznać prawa wyborcze kobietom, które już podczas wojny, skróciwszy uprzednio włosy i spódnice, zajęły miejsca poborowych w fabrykach i urzędach. Politycy obawiali się, że nie będzie miał kto na nich głosować. Emancypacja kobiety była zatem związana z polityką, nie zaś z ewolucją poglądów społecznych, niemniej jednak doczekała się swojego wizerunku w literaturze i kinie w postaci chłopczycy. Za twórcę literackiego pierwowzoru uchodzi Victor Margueritte, ale rozpowszechnił go Francis Scott Fizgerald, zaś za wygląd zewnętrzny odpowiedzialni są podobno Chanel i Cierplikowski. Chłopczyce, w filmach uosabiane przez Clarę Bow czy Joan Crawford, popijały drinki, upajały się jazzem, nosiły się à la Chanel, lubiły podniecające przebieranki w męskie stroje. Były atrakcyjne, kosztowne, niezależne i stanowiły całkowite zaprzeczenie kariery w stylu 3K. Ideał La Garsonne oznaczał zerwanie z tradycyjną rolą kobiety jako żony, matki, dewotki. Było to być może pierwsze dryfowanie w kierunku gender. Natychmiast też zarysowała się sprzeczność między konserwatyzmem poszczególnych społeczeństw a interesem politycznym. Szybko też okazało się, że wolność polityczna oraz osobista kobiety nie idzie w parze z jej rolą biologiczną: pracujące kobiety nie mają czasu na rodzenie i zajmowanie się dziećmi. A Europę opustoszałą po kampaniach wojennych trzeba było jak najszybciej zaludnić. W powietrzu wisiała kolejna wojna i potrzebne było świeże mięso armatnie. Sytuację dopiero co obdarzonej prawami obywatelskimi kobiety utrudnił dodatkowo krach na giełdzie nowojorskiej z 1929 roku, a wraz z nim światowy kryzys ekonomiczny. W sytuacji, kiedy mężczyźni, tradycyjnie żywiciele rodzin, nie mogli znaleźć żadnej pracy, szanse kobiet prezentowały się całkiem marnie. Zapewne tak samo, jak i w czasach dzisiejszych zwalniano z pracy w pierwszej kolejności kobiety, zwłaszcza w dużych fabrykach. Działano tak w myśl zasady, że mężczyzna musi wyżywić rodzinę, kobieta zaś pracuje wyłącznie na siebie. Z tego też powodu kobiety zawsze miały niższe płace niż mężczyźni, o czym pisze Maria Bogucka. Pojawił się też inny problem: jeżeli pracę traci mąż, zarabiać na dom musi zacząć niepracująca dotąd żona. Z powodów ekonomicznych i politycznych w latach trzydziestych zaczyna się kampania nie tyle przeciwko kobietom, ile przeciwko aktywności zawodowej i społecznej kobiet.

Roztrząsana dzisiaj w polskich mediach, w polityce państwa i kościoła kwestia czy kobieta ma pracować czy poświęcić się rodzinie nie jest niczym nowym. Jest jednak zawsze związana z kapitalizmem i religią, ściślej z potrzebą zarabiania na utrzymanie rodziny w sytuacji, kiedy mężczyzna nie zarabia lub zarabia za mało i z kwestią czy jest to moralne czy też nie. W dwudziestoleciu praca zawodowa kobiet ciągle była postrzegana jako novum, a nie norma, w dodatku niezbyt odległe od prostytucji, a o odwróceniu ról społecznych (kobieta idzie do pracy, mężczyzna zostaje w domu z dzieckiem) w ogóle nie było mowy, a przynajmniej nie oficjalnie, bo trudno przypuszczać, by takie rzeczy się nie zdarzały. Zachowania, jakie wymusza na ludziach życie, zazwyczaj dalekie są od norm obyczajowych. Dwie powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, a mianowicie Trzecia płeć i Pamiętnik pani Hanki prezentują skrajne stanowiska pisarza na kwestię kobiecości w warunkach ekonomicznych i kulturowych radykalnie różnych od mieszczańskiej stabilizacji belle époque. Niesłychanie współczesny, nawet z dzisiejszego punktu widzenia tytuł Trzecia płeć, Jerzy Rurawski, autor biografii Mostowicza, wyjaśnia w sposób następujący: trzecia płeć to kobiety pracujące, które zastępują mężczyzn w pełnieniu obowiązków zawodowych i społecznych, jednakże ich praca jest źle opłacana i gorzej przez nie wykonywana, ponieważ kobiety muszą dzielić czas i uwagę między obowiązki zawodowe a prowadzenie domu i wychowywanie dzieci, w rezultacie żadnej z tych czynności nie wykonują dobrze. Zbyt daleko posunięta emancypacja odbiera kobiecie jej wdzięk i urodę, a nie czyni z niej mężczyzny. Trzecią płeć stanowią zatem kobiety, które odrzucają swą płeć biologiczną i wybierają płeć kulturową – gender. Co więcej, czynią tak również mężczyźni. Ciekawe jest, że wybór gender dotyczy nie tylko feministek z powieści Trzecia płeć. Swoją płeć biologiczną odrzuca również Hanka Renowicka, z pozoru ideał kobiecości: bogata, piękna, frywolna i głupia. Ów wzór cnót salonowo-towarzyskich woli jednak wzorzec najpierw chłopczycy, później kobiety szpiega, która wyrusza w bój o męża z piękną femme fatale.

Gender to inaczej płeć kulturowa kwestionująca stereotypowe określanie ról społecznych kobiet i mężczyzn, zdeterminowanych przez ich płeć biologiczną. W języku polskim nie jest ono szczególne rozpowszechnione a w konserwatywnym z reguły społeczeństwie polskim posiada negatywne konotacje. Kontrowersje budzi przede wszystkim założenie, że zgodnie z teorią gender nie ma podstaw do rozróżnienia na mężczyzn i kobiety, a płeć biologiczna nie należy do tożsamości osoby. Michał Wyrostkiewicz1 podkreśla, że myślenie w stylu gender oznacza zupełnie inne postrzeganie płci, a w konsekwencji także człowieka, ponieważ tradycyjnie rozumianą płeć wyróżnia się na podstawie biologii, medycyny czy teologii. Poza tym inne są wymogi prawne wobec kobiet a inne wobec mężczyzn. W świetle prawa, np. w postępowaniu rozwodowym mężczyzna jako dobry mąż jest definiowany pod względem hojności finansowej i niestosowania przemocy, zaś kobieta jest dobrą żoną wtedy, gdy wywiązuje się z obowiązków prania, sprzątania, gotowania, wychowywania dzieci. I choć życie dawno skorygowało te role, to jednak prawnicy, podobnie jak katecheci, obstają sztywno przy podziale, którego schyłek obserwował na początku XX wieku Tadeusz Dołęga Mostowicz. W teorii gender, jak i w powieściach Mostowicza tradycyjne pojmowanie płci traci swą ważność, zatem powoduje inne funkcjonowanie człowieka. Gender wg Mostowicza wynika z konieczności życiowych, jest bardziej efektem działań czynników zewnętrznych, niezależnych od osoby, która wybiera, a raczej musi wybrać gender – trzecią płeć. Podobnie jak u teoretyków, tak w utworach Mostowicza gender nie świadczy wcale ani o preferencjach seksualnych danego osobnika rodzaju ludzkiego, ani o jego osobowości. Ktoś, kto bierze na siebie w życiu rolę mężczyzny niekoniecznie być nim musi w sensie medyczno-biologicznym, czego skrajnym przypadkiem mogą być zwyczaje albańskie. I odwrotnie, nie trzeba być biologicznie kobietą, aby pełnić społeczne funkcje kobiety. Okazuje się, że w powieściach Mostowicza są to tylko stereotypy kulturowe, które w obliczu globalnej katastrofy ekonomicznej (krach na Wall Street) lub rodzinnej (bigamia) ani nie są pomocne, ani nawet potrzebne. Gender jako wybór roli społecznej nie ma wiele wspólnego z płcią, tak jak nie ma noszenie spodni przez kobiety czy krótkich włosów. Dylemat pracować czy nie dotyczy w powieściach Dołęgi-Mostowicza wyłącznie pań ze sfery ziemiańskiej i mieszczańskiej. Bo zwykłe kobiety przecież pracowały. Były służacymi, robotnicami, pielęgniarkami, niańkami do dzieci kucharkami, szwaczkami. Ich moralnością nikt się nie przejmował, należały przecież do niższej warstwy społecznej, nie były damami z towarzystwa, nie ozdabiały salonów oraz mężczyzn urodą, konwersacją i manierami. Były nikim, a raczej niczym. Taki był ogólnie przyjęty sposób ich traktowania. Biografka Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Anna Nasiłowska, przytacza list poetki z okresu jej pierwszego małżeństwa z austriackim oficerem, w którym wrażliwa artystka prosi matkę, aby zajęła się „tym cielęciem” (czyli służącą Niesią), co zaszła była w ciążę z ordynansem pana. W tym celu Pawlikowska-Jasnorzewska, a wtedy jeszcze Bzowska, poczyna sobie całkiem w stylu Pani Dulskiej: pozbywa się dziewczyny z domu, żeby nie było skandalu. Bo to nie do przyjęcia w przyzwoitym (katolickim?) domu. Dalszy ciąg jest niewesoły. Służąca poszła do kogo innego do pracy i wykonywała tak ciężką robotę, że aż poroniła i problem został rozwiązany. Zaś żeby jeszcze było ciekawiej, całe zdarzenie opisuje poetka nie w kontekście własnej winy, niedopilnowania pracownicy, odpowiedzialności za ubogą, prostą dziewczynę przyjętą do codziennych posług, ale zdarzenia, które zmąciło jej pożycie małżeńskie. Ot po prostu, chce pokazać matce, jak się na gospodarstwie musi męczyć artystyczna dusza z głupią dziewuchą, co się puściła. Karę – konkluduje Nasiłowska – ponosi strona najsłabsza, kobieta. Służąca Niesia złamała niepisane prawo zwyczajowe, trwające zresztą nadal i niekoniecznie wyłącznie w Polsce, nie weszła na tradycyjną ścieżkę kariery kury domowej, przeciwko której zresztą buntowała się jej pani i nieco pospieszyła się z emancypacją seksualną, co okazało się nieprzyzwoite, a zarazem nieekonomiczne, bo kobieta ciężarna bądź samotna matka jest niewydajna w pracy. Wiedzą o tym wszyscy współcześni polscy pracodawcy. Jak widać ich podejście jest uświęcone długą i jakże szlachetną tradycją. Pracującą kobietę (a także niepracującego mężczyznę) dotyka jeszcze inna kara: utraty, i to widocznej, płci. Rzecz jasna, w czasach Tadeusza Dołęgi-Mostowicza nieznane było pojęcie gender, za to furorę robiły poglądy niemieckiego filozofa Otto Weiningera sformułowane z rozprawie Płeć i charakter. Weininger uznał kobietę za istotę stojącą dużo niżej w systemie społecznym od mężczyzny. Niemniej jednak znalazły się wśród kobiet istoty wynaturzone, które chciały dorównać mężczyźnie umysłowo, a nawet go przewyższyć. To emancypantki. Niczym autor barokowej encyklopedii Weininger opisuje po czym niezawodnie, na pierwszy rzut oka poznać wyzwoloną białogłowę. Mianowicie odznacza się takowa rysami męskimi i wyglądem fizycznym do mężczyzny zbliżonym. Typologia taka prowadzi do założenia, iż Maria Skłodowska – Curie była mężczyzną, ponieważ przewyższyła współczesnych sobie mężczyzn. Mimowolnie, jak zauważa Piotr Śliwiński, podczas lektury jego dzieła nawet we fragmentach, nasuwają się skojarzenia ze słynną kwestią z „Seksmisji” Juliusza Machulskiego głoszącą, że „Kopernik była kobietą”. Można nieco złośliwie stwierdzić, że Weininger był jednym z pierwszych mężczyzn, którzy nie mogąc sobie poradzić z problemem kobiecości, pchnął ludzkość w kierunku filozofii gender.

Owo frapujące filozoficznie i kulturowo zjawisko jest obecne w powieściach autora Kariery Nikodema Dyzmy. Z tym, że Dołegę-Mostowicza interesują panie i panowie ze wszystkich szczebli drabiny społecznej, a nie tylko służba czy zmaskulinizowane feministki. Mostowicz chyba jako pierwszy w literaturze polskiej zastanawia się nad tym, jakie są przyczyny i konsekwencje wyboru gender, a więc odrzucenia norm społecznych i biologicznych związanych z biologiczną płcią kobiety bądź mężczyzny, dlaczego ludzie z różnych przyczyn odrzucają biblijny stereotyp męża i niewiasty. Ogólnie można zaryzykować stwierdzenie, że w powieściach Dołęgi-Mostowicza powodem jest miłość, która wszak niejedno ma imię (i postać). Zatem Karol Szerman, Fela Jamiołkowska i Anna Leszczowa genderują ze względu na miłość do swych dzieci. Grażyna Szermanowa ku chwale ojczyzny, przejęta postyczniowymi ideami pracy organicznej, jej córka Wanda z nienawiści do matki, Karol Leszcz i Kuba Szerman z powodu miłości własnej, a pani Renowicka w trosce o swą pozycję towarzyską. Mostowicz trafnie zauważył zjawisko, które współcześnie jest definiowane jako filozofia gender: zamianę ról społecznych i kulturowych kobiety oraz mężczyzny, bądź też częściowej lub całkowitej rezygnacji z nich w imię jakiś wyższych racji albo konieczności życiowej.

Buba Kostanecka, jedna z bohaterek Trzeciej płci, pragnąc zostać policzoną w grono dam miłosiernych acz postępowych i brzydzących się przesądem moralnym, spełnia dobry uczynek. W tym celu udaje się, po uprzednim rozeznaniu się w sytuacji, tj. wysłuchaniu plotek, do Feli Jamiołkowskiej, będącej, wg dzisiejszej terminologii samotną matką, a wg ówczesnych określeń zwykłą k…. Zamiast napawać się aktem miłości bliźniego, doznaje ciężkiego szoku. Bowiem znękana porodem położnica wcale nie jest nieszczęśliwa i nie rozpacza z powodu posiadania nieślubnego potomka oraz braku męża. Przeciwnie, jest bardzo szczęśliwa, mimo iż sprzeniewierzyła się odwiecznym normom nakazującym kobiecie najpierw wejść w posiadanie męża i domu, a dopiero po zapewnieniu sobie bytu, dziecka. Dla Buby to jasny wniosek, że system oparty na mieszczańskiej moralności poniósł całkowitą klęskę, gdyż zamiast zapewniać bezpieczeństwo, dostatnie życie i spokojne wychowywanie dzieci przyniósł upadek obyczajów, jako że w dobie kryzysu ekonomicznego realizacja tradycyjnego modelu życia rodzinnego jest z powodów finansowych nierealna. Jamiołkowska najwyraźniej nie chce czekać , aż dorobi się męża, domu i takiego statusu materialnego, dzięki któremu będzie mogła pozwolić sobie na dziecko, ani też nie chce usychać w dziewictwie czekając na odpowiednio zamożnego kandydata. Nie ukrywa przed Bubą, że po prostu dała się zapłodnić, przy czym osoby inseminatora, nie bierze go pod uwagę ani jako partnera życiowego, ani jako ojca swego dziecka, to znaczy kogoś, kto by je wychowywał i łożył na jego opiekę pieniądze. Chciała mieć dziecko (męża niekoniecznie), wiec ma , ale nie traktuje tego ani w kategoriach moralnych ani finansowych. Zdobyła zawód, jest bardzo cenioną krawcową. Wie, że klientki same ją znajdą, ponieważ ma już wyrobioną renomę. Z zarabianiem na dziecko problemów więc nie będzie. Jej postawa przeczy zasadzie, iż samotna matka nie poradzi sobie sama z wychowaniem dziecka i zarabianiu na jego utrzymanie. Jako jedyna spośród bohaterek powieści jest autentyczną feministką, która decyduje się na gender. Zauważa to Buba Kostanecka, która w burzliwej dyskusji z tatusiem i mamusią zestawia postawę Jamiołkowskiej z Katechizmem. W efekcie wychodzi jej, że Jamiołkowska tak właściwie, to wybrała wolność od tradycyjnie przypisanych kobiecie i mężczyźnie ról społecznych. Samotne macierzyństwo oznacza dla niej bycie ojcem i matką jednocześnie. Nie rezygnuje z macierzyństwa, z miłości do dziecka i z samego dziecka (ówczesne normy moralne nakazywały oddać je do przytułku), ale jednocześnie bierze na siebie tradycyjny męski obowiązek bycia żywicielem rodziny, a co za tym idzie, jej głową i ani na chwilę nie dopuszcza myśli, że sobie nie poradzi. Łączy więc oba wzorce, cechy obu płci w jedną, trzecią płeć, tę kulturową.

Podobnie jak Jamiołkowska postępuje Anna Leszczowa. Jest osobą bardzo wykształconą, ma tytuł doktora praw, jest poliglotką. Dzięki temu pracuje na bardzo dobrej posadzie w biurze podróży, jest szefem oddziału. Nieźle zarabia, co w czasach powszechnego bezrobocia nie jest bez znaczenia. Stać ją na utrzymanie dziecka i niepracującego męża. Leszczowa również odrzuca tradycyjną rolę żony i matki przypisaną jej biologicznej płci, macierzyństwa nie pojmuje jako instytucji zmuszającej do tkwienia w domu i narzekania na ciężki los. W sytuacji, kiedy jej mąż, Karol Leszcz, traci pracę i prawdopodobnie zapada na depresję (był radcą prawnym przedsiębiorstw, które upadły w wyniku kryzysu), Anna przejmuje rolę głowy rodziny i szuka pracy. Powoduje nią przede wszystkim troska o dobro córki, Lituni. Leszczowa dostaje jednak pracę w Warszawie. Potem jest romans, rozwód, walka o dziecko, kłopoty w pracy i zmiana posady – w sumie postępowo i nowocześnie. Leszczowa jednak nie pracuje dla kaprysu, jak córka bogatych rodziców, Buba Kostanecka. Musi zarobić na dziecko, boi się biedy, upokorzenia, jakie ona ze sobą niesie, oraz tego, że nie będzie w stanie zapewnić dobrobytu swemu dziecku, spokojnego dzieciństwa, warunków do zdrowego, prawidłowego rozwoju. Dlatego decyduje się na pracę nawet za cenę porzucenie męża i dziecka. Robi więc to, do czego nie jest zdolny jej mąż. Karol Leszcz, rodowity poznaniak, radca prawny, powinien być, choćby z racji miejsca urodzenia i wykonywanego zawodu, człowiekiem o poglądach konserwatywnych. Okazuje się jednak, że i on odrzuca tradycyjną rolę męża i ojca rodziny. Wybiera jednak bardzo kobiecą bierność: podczas gdy Anna wyjeżdża do pracy, on zostaje z dzieckiem w domu. Nawiązuje także romans ze starszą, zamożną kobietą. Krótko mówiąc, lepiej czuje się w przypisanej tradycją kobiecie roli kurtyzany i utrzymanki. Anna i jej mąż rezygnują ze stereotypowego podziału ról biologicznych sztywno związanych z kobiecością i męskością. Wybierają płeć kulturową, sprzeczną z biologiczną będąc pod presją ekonomiczną i psychologiczną. Ani Anną, ani Karolem nie kierują wyznawane ideały czy instynkt seksualny. Musieli dostosować się do nowych warunków życia, w których mieszczańskie wartości bogacenia się i rozmnażania w dobrobycie, nierozerwalnych więzów małżeńskich i kultu domowego ogniska z kobietą jako jego kapłanką, okazały się niemożliwe do zrealizowania. Bezrobocie i emigracja zarobkowa tak wtedy jak i dziś nie pomagają w przetrwaniu rodziny. Sprzyjają natomiast gender. Tradycyjne podziały uwarunkowane płcią biologiczną tracą na znaczeniu, kiedy w grę wchodzi kwestia przeżycia i przetrwania w dobie kryzysu ekonomicznego. W tym przypadku Tadeusz Dołęga-Mostowicz okazał się lepszym socjologiem i psychologiem, aniżeli wszyscy polscy politycy i moraliści razem wzięci.

Najbardziej skrajnym przypadkiem gender jest w powieści Trzecia płeć osoba senator Grażyny Szermanowej, ponieważ najbardziej wyraziście reprezentuje ona oddzielenie osobowości człowieka nie tylko od tradycyjnie pojętych uwarunkowań biologicznych, ale też od struktury antropologicznej i teologicznej – Grażyna zmienia płeć kulturową a tym samym nie pozostawia swojemu mężowi żadnego wyboru. W przypadku Szermanów nie jest to żartobliwe qui pro quo, stanowiące tak wdzięczny motyw fabularny w przedwojennym polskim kinie, rzecz nie sprowadza się do udawania i przebieranek, ale jest procesem, który przeora do najgłębszych pokładów psychikę wszystkich członków rodziny i po latach ujawni się w najbardziej ponurej postaci. Grażyna Szerman odrzuca rolę społeczną i kulturową kobiety pod wpływem ideologii pozytywistycznej, ściślej odrzuca pokutujący bardzo długo w kulturze polskiej wzorzec Matki Polki. Trudno się temu dziwić, nie każda kobieta jest tak twarda psychicznie, by rodzić i wychowywać swe dzieci, bo to by w stosownej chwili (wybuchu kolejnego zrywu niepodległościowego) poświęcić ich życie ojczyźnie. Szermanowa zrywa też z dziewiętnastowiecznym wzorcem kobiety – kapłanki domowego ogniska. Tę rolę przejmuje jej mąż, a raczej musi się dostosować do wyboru żony. Grażyna Szerman jest całkowicie oddana działalności społecznej i politycznej. W tej dziedzinie osiągnęła wszystko, co osiągnąć mogła, więcej niż niejeden mężczyzna. Jej życiowa klęska jest tragedią osoby, która poświeciła wszystko dla kariery: życie osobiste, zdrowie i przede wszystkim własną rodzinę. W okresie dwudziestolecia jej postawa musiała straszliwie szokować. W dzisiejszych czasach raczej spadłaby do roli taniej sensacji, na jakiej żerują brukowce i plotkarskie portale internetowe. Pani senatorka, jak feministycznie jest określana Szermanowa przez swą służbę, w ogóle nie interesuje się domem ani rodziną. Kiedy jej siostrzenica, Anna Leszczowa, wchodzi do mieszkania, zastaje tam bałagan i brud oraz szwendającą się w tym wszystkim w eleganckiej piżamie senatorską synową z papierosem w długiej lufce. Obiady w domostwie pani senatorki są zimne i niejadalne, a poszczególni członkowie rodziny starają się jak najmniej przebywać razem. Początkowo jest to tylko dość w sumie groteskowy obraz pani polityk, która karierę zrobiła na doradzaniu innym kobietom jak być świadomą swej kobiecości oraz jak dbać o najważniejszą sprawę w życiu kobiety, czyli o dom i rodzinę. Farsa związana z odrzuceniem roli kobiety kończy się jednak w momencie, kiedy pani Szermanowej potrzebna jest pomoc jej własnych dzieci, zupełnie niegdyś przez nią zaniedbanych. Starą, ciężko chorą na serce kobietą nie ma się kto opiekować. Jej dzieci w ogóle nie interesują się nią, ponieważ i ona nigdy dotąd nie zwracała na nie uwagi, była całkowicie pozbawiona instynktu macierzyńskiego. Jak zauważa w przydługiej tyradzie kuzyn Szermanów, Władek, ona je tylko spłodziła ku chwale ojczyzny. Rolę matki przejął jej mąż, Karol Szerman, człowiek czuły, delikatny, miękki, uległy, który miał więcej uczuć macierzyńskich niż niejedna kobieta. Właściwie to on wychował ich dzieci. Co ciekawe Wanda i Kuba przejęli gender po swych rodzicach. Wanda jest jak matka nastawiona na karierę, ale oprócz tego jest jeszcze bezmyślna i kompletnie wyprana z jakichkolwiek ludzkich uczuć oprócz jednego – nienawiści do matki – ale też nikt nie troszczył się o jej i brata edukację emocjonalną. Szermanowa kieruje się w życiu pobudkami ideologicznymi, natomiast motorem napędowym wszelkich działań jej córki jest nienawiść do matki. Kuba jest jak ojciec uległy i cichy, przy czym nieprawdopodobnie nieudolny i głupi. Jak ojciec bezwarunkowo podporządkowuje się matce, paradoksalnie w ten sposób wyraża bunt przeciwko jej dominacji w rodzinie. Zależy mu wyłącznie na przyjemnościach i używaniu życia. Rodzinna fortuna przelatuje mu przez palce. Ma nią zarządzać, ale się do tego nie nadaje, za to jest mistrzem w układaniu pasjansa. Szermanową czeka samotna, powolna starość, ale jest to starość mężczyzny, który niegdyś z egoizmu, dla kariery porzucił rodzinę. Wanda i Kuba nie mają dla niej czasu. Kobiety, którym niegdyś pomagała, wolą o tym nie pamiętać. Opiekuje się nią wynajęta pielęgniarka.

Przeważnie bohaterowie powieści Trzecia płeć decydują się na gender, ponieważ nie mają wyboru: ekonomia i polityka stawiają ich w sytuacji bez wyjścia. Jeśli chcą przetrwać, muszą zrezygnować z tradycyjnych wartości mieszczańskich. Jedynymi osobami, które pozostają z zgodzie ze swoją płcią biologiczną i kulturową są Buba Kostanecka i Władek Szerman. Kuzyn Władek jest pogardzany przez ciotkę Grażynę, ponieważ jest zdecydowanym przeciwnikiem nie tylko pracy, ale i jakiejkolwiek działalności publicznej kobiet. Według niego niewiasta stworzoną jest do wypełniania tradycyjnej roli żony, matki, gospodyni. Buba pochodzi z bardzo bogatej rodziny, daleko jej jednak do rozkapryszonej jedynaczki. Pracuje, przynajmniej stara się być sumienna i obowiązkowa, choć różnie jej to wychodzi. Wprawdzie jest bardzo krytykowana za podjęcie pracy zawodowej, ale nie ma to nic wspólnego z jej płcią, za to bardzo dużo z zamożnością i pozycją społeczną. Niechętni zarzucają jej, iż zajmuje miejsce pracy, które przydałoby się kobiecie rzeczywiście potrzebującej zarobić na utrzymanie rodziny. Pensja Kostaneckiej to dla niej tylko fundusz szpilkowy, kieszonkowe, ale ma również inne znaczenie, związane z pozytywną samooceną. Buba zyskuje pewność, że coś potrafi, do czegoś się nadaje. Jako jedyna bohaterka książki ma wybór: żyć zgodnie z tradycyjnymi wymaganiami przypisywanymi swojej płci, czy też wybrać gender. Pod wpływem spotkania z Szermanową, jej córką Wandą Szczedroń i wizyty u Jamiołkowskiej zaczyna rozumieć, że taki wybór istnieje. Jednak nie występuje przeciwko ustalonemu początkowi rzeczy, głównie dlatego, że wcale nie musi. Jest bogata, otoczona miłością, może sobie pozwolić na luksus niepracowania, poświęcenia się rodzinie i wychowywaniu dzieci. Wniosek jest więc bardzo prosty – tam gdzie są pieniądze, dostatek i miłość, tam nie ma potrzeby wyboru gender, nie zachodzi konieczność eksperymentowania z trzecią płcią. Życie zgodne z naturą i przykazaniami religijnymi to zbytek dostępny wyłącznie dla kobiet bogatych oraz szczęśliwych, zaś reszta świata musi niestety prowadzić życie niemoralne i godne potępienia wiecznego. Dlatego na bohaterki powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza nawet niezawodne weiningerowske lekarstwo – seks – ma, wbrew zamierzeniom autora, dosyć ograniczone działanie. Podporządkowują się one, co prawda, popędowi seksualnemu, w większości wypadków rodzą dzieci (ale czy one, czy ich mężowie są matkami, to już sprawa odrębna). Zdaniem Wieningera doznania erotyczne, macierzyństwo i małżeństwo „porządkują” niejako kobietę, unaoczniają, iż jej miejsce jest w domu. W powieści Trzecia płeć tak się jednak nie dzieje, mimo iż jest ona wypełniona przydługimi tyradami i budującymi przykładami dotyczącymi świętych niewieścich obowiązków. Bohaterki postępują wręcz odwrotnie. Leszczowa rozwodzi się, ma przelotny, nieudany romans pozamałżeński, zabiera dziecko i wyjeżdża gdzieś na kresy do nowej pracy, przy czym głównym powodem zmiany pracy jest bardziej chyba mobbing, a nie chęć ponownego wyjścia za mąż. Trudno też powiedzieć, by macierzyństwo cokolwiek uporządkowało w życiu Feli Jamiołkowskiej w zakresie siedzenia w domu, podobnie jak małżeństwo z Kubą Szermanem w życiu Żermeny, synowej senator Grażyny Szermanowej, a w przypadku tej ostatniej na jakiekolwiek porządki w życiu jest już za późno: mąż nie żyje, dzieci mają własną koncepcję osiągania życiowego szczęścia, całkiem odmienną od zwyczajowo stosowanej.

Ani instynkt seksualny ani małżeństwo nie czynią z Hanki Renowickiej, bohaterki Pamiętnika pani Hanki, statecznej niewiasty. Jeżeli już coś wprowadzają, to raczej życiowy zamęt spowodowany bigamią małżonka i jej własnym bujnym życiem erotycznym, przy czym świętą zasadą Hanki jest, że jej zdrady to zwykłe zaspokojenie potrzeb seksualnych nowoczesnej kobiety, natomiast zdrada małżonka …..o, to jest bardzo poważna sprawa, skandal i tego w ogóle mu nie wolno. Pani Renowicka, to, jak ją określa Jerzy Rurawski, wyemancypowana Izabela Łęcka. Być może, ale chyba jednak bardziej chłopczyca, która z ochotą wykorzystuje powojenny kryzys dulszczyzny. Pozornie jest ukazana jako ideał współczesnej autorowi kobiety, tak jednak nie jest, choć w powieści nie mówi się o tym wprost. Dzieje się tak dzięki zabiegom zastosowanym w konstrukcji powieści, przede wszystkim narracji pamiętnikarskiej, pierwszoosobowej, umożliwiającej bezpośredni zwrot do czytelnika oraz kreacji autora i odbiorcy wirtualnego, wewnętrznego, a także w zastosowaniu tzw. ramy modalnej utworu, przedmowy, epilogu oraz wtrąceń dokonywanych wewnątrz tekstu „pamiętnika” Renowickiej przez autora wirtualnego.

Pozornie jest więc Renowicka przykładem prawdziwej i jedynie słusznej kobiecości: niegroźna dla mężczyzn, miła, ładna, zajmująca się wyłącznie ciuchami i seksem bywalczyni warszawskich przedwojennych kawiarni, salonów, dancingów, znana głównie z tego, że jest znana, krótko mówiąc – celebrytka, która, jak na takową przystało, postanowiła opublikować książkę o własnych małżeńskich niedolach, aby inne kobiety mogły się na niej wzorować. A poza tym, żeby w pewnych kręgach, a przede wszystkim we własnych oczach, uchodzić za pisarkę. To by tak pięknie wyglądało: mąż wybitny dyplomata, ona sławna pisarka…. Jednak w ramie modalnej Pamiętnika pani Hanki umieszczona została propozycja zawarcia układu między autorem a odbiorcą, który dotyczy tego, jak należy ów utwór czytać. W Przedmowie Dołęga-Mostowicz zakłada aktywną postawę odbiorcy, proponuje mu, iż najlepiej będzie ciągle dokonywać konkretyzacji, uprzedza, iż zetknie się w jego tekście z elementami, które wymagają uzupełnienia, interpretacji, a niekiedy odniesienia do świata pozaliterackiego. Propozycja układu jest prosto, jasno sformułowana i poparta stosownym przykładem. Oto znany pisarz, Tadeusz Dołęga-Mostowicz, przedstawia „pamiętnik” swojej znajomej, kulturalnej damy, w którym przedstawiła ona siebie samą, perypetie związane z małżeństwem oraz środowisko, tzw. „towarzystwo”, w jakim funkcjonuje, czyli kobiety z wyższych sfer, nadającej „ton i charakter epoce”. Niemniej jednak zaraz po owym poważnym wstępie pojawiają się sygnały skierowane do czytelnika. Jeśli zostaną one prawidłowo wychwycone i zrozumiane zgodnie z intencjami twórcy, zmieniają całkowicie sens zarówno wcześniejszej wypowiedzi autora, jak też znaczenie całego utworu. Tadeusz Dołęga-Mostowicz zaprojektował zatem odbiór wielowarstwowy, wielopoziomowy, podobny do tego, jaki kilkadziesiąt lat później zrobi to Umberto Eco w swoim „Imieniu róży”. A więc na poziomie podstawowym jest to po prostu opowieść o damie z towarzystwa warszawskiego, która dzięki temu, że nie przestrzega tajemnicy korespondencji swego męża, dowiaduje się, iż poślubiła bigamistę. Na tym etapie jest to powieść obyczajowa, z dzisiejszego punktu widzenia romans retro, ot zabawna ramotka, ostygłe emocje. Można czytać tę książkę również jako powieść szpiegowską, rozgrywającą się w historycznych dekoracjach ostatnich lat, miesięcy nawet istnienia II Rzeczpospolitej, wpisującą się w legendę o tragicznym końcu niebywałej urody epoki. Jednakże w przedostatnim akapicie umieszczona jest pewna frapująca presupozycja: otóż autor zakłada, iż Pamiętnik pani Hanki, jako dzieło literackie, przewyższa dokonania wszystkich wybitnych pisarzy – pamiętnikarzy, wliczając w to samego Jana Jakuba Rousseau. Jest to jasny sygnał, który, jeśli zostanie prawidłowo doczytany przez odbiorcę, staje się swoistym zaleceniem sposobu percepcji, wręcz exemplum działania mechanizmu odbioru tekstu powieściowego Dołęgi-Mostowicza. Nikt rozsądny lub oczytany, kto przynajmniej ze słyszenia w szkole wyniósł wiedzę, że Jean Jaques Rousseau wielkim pisarzem był, nie weźmie na poważnie twierdzenia, jakoby pamiętnik jakiejś paniusi miał przewyższać dokonania sławnego filozofa, który nadał ton i charakter epoce europejskiego oświecenia. Ironia zawarta w słowach Dołęgi-Mostowicza prowadzi odbiorcę do uruchomienia pewnych podejrzeń, do czytania w sposób swoiście pojęty, jakby na wspak. A więc to, co mówią postaci należy rozumieć odwrotnie. Potwierdzają to kolejne zdania akapitu Przedmowy informujące odbiorcę, że nazwisko Anna Renowicka to pseudonim mający chronić tożsamość „autorki”. Jednakże, jako ówczesna celebrytka jest ona tak znana, że wszem i wobec wiadomo, o kogo chodzi. Jest to kolejny punkt swoistej „instrukcji obsługi”, jaką poprzedził Tadeusz Dołęga-Mostowicz swoją ostatnią powieść. Zaleca w nim odbiorcy, że powinien, a nawet ma moralny obowiązek, odnosić wszystkie występujące w tej powieści osoby, zdarzenia oraz ich wypowiedzi do rzeczywistości pozaliterackiej, ponieważ absolutnie nie są one przypadkowe. Przy okazji, jest to zabawne odwrócenie sakramentalnej formułki stosowanej w przedmowach wszelkich powieści opartych na tzw. faktach autentycznych. „Drogi czytelniku – zdaje się mówić Mostowicz – tyle w tym wszystkim faktu, ile ty sam zdołasz wytropić”. W ten sposób romans z wyższych sfer czy też powieść szpiegowska zamieniają się w chronique scandaleuse – bo choć zmieniła się epoka, zaprogramowany w tekście mechanizm odbioru działa dalej bez zarzutu. Oprócz zabiegów umieszczonych w ramie modalnej utworu, w początkowym fragmencie Pamiętnika pani Hanki, zawarta jest swoista „inwokacja”, zaczynająca się wezwaniem imienia Boskiego. Tyle że Bóg ma dopomóc Renowickiej nie w pisaniu wiekopomnego arcydzieła, ile adresatkom tej książki w wyciągnięciu pożytecznej acz budującej zarazem nauki, płynącej z przygód autorki, tak na wszelki wypadek, gdyby inne kobiety też odkryły, że ich mężowie są wstrętnymi bigamistami: istnieje poradnik jak ocalić takiego. Wirtualna autorka, bo tak wypada nazwać Hankę Renowicką, wielokrotnie jeszcze będzie zwracać się wprost do wirtualnych adresatek. Kolejny taki przypadek pojawi się już w zapisie wtorkowym, po to, by wykorzystać mechanizm czytania na wspak, kiedy to Renowicka informuje odbiorczynie, iż nigdy nie otwiera listów do męża i nie czyta ich od czasu, kiedy rozdarła kopertę, co mąż, rzecz jasna, zauważył. Ale nie krzyczał. Natychmiast staje się jasne, że Renowicka czyta korespondencję męża, więc tym razem postąpiła tak, jak zawsze, ale nauczona doświadczeniem życiowym, po wszystkim starannie zakleiła kopertę. Przy takim mechanizmie odbioru zostają podważone i przedstawione jako fałszywe wszystkie wypowiedzi oraz działania postaci, a także to, w jaki sposób są one prezentowane czytelnikowi, czyli ich mniemanie o sobie i innych ludziach. Renowicka uważa się za damę, ale czy nią jest, to już sprawa osądu czytelnika. Dołęga-Mostowicz przedstawia ją jako kulturalną, wykształconą kobietą, znającą się na literaturze i sztuce, kochającą męża, która ceni sobie pozycję żony dyplomaty. Doskonale zdaje sobie sprawę, że skandal z bigamią a potem rozwód pozbawiłyby ją wysokiej pozycji społecznej, bez czego, z jej zamiłowaniem do przypadkowego seksu z przygodnymi facetami o nieszczególnej reputacji, za damę raczej by nie uchodziła. Wystarczy odnieść historię z Robertem Tonnorem do współczesnych dokonań wywiadowczych agenta Tomka, by zrozumieć, jaka byłaby to afera.

Zastosowany mechanizm odbioru, zarówno tego wielopoziomowego, jak i „odwrotnego”, kwestionującego prawdomówność postaci, ale nie ich prawdopodobieństwo, prowadzi również do zupełnie innego odczytania postaci pani Hanki. Chodzi nie tylko o to, że wszystkie postaci Pamiętnika w odbiorze są fałszywe i głupie, a im bardziej narratorka opisuje je jako szlachetne i mądre, tym bardziej wydają się nieuczciwe. Również wzorzec idealnej kobiety zostanie nie tyle może zakwestionowany, ile odwrócony. Postać Renowickiej jest na przykład interpretowana przez Piotra Śliwińskiego jako wzorzec kobiecości, jaki preferował i propagował Tadeusz Dołęga-Mostowicz. Postawa życiowa Hanki Renowickiej staje się jednak zaprzeczeniem naiwnego i frywolnego kobieciątka, jakby żywcem wyciętego z rokokowych fêtes-galantes Watteau, chociażby dlatego, że potrafi skutecznie kontrolować męża. Bohaterka, to raczej chłopczyca, a więc zgodnie z tym ideałem jest luksusowa, beztroska, ale i niezależna. Wyruszając w bój o reputację i męża, odrzuca jednak ten wzorzec. Okazuje się, że suknie od Chanel oraz zastępy kochanków wcale nie przesądzają o zaakceptowaniu wzorca kobiecości zgodnego przypisaną jej rolą biologiczną i kulturową. Renowicka odrzuca wzorce ziemiańskie i filmowe, wybiera diametralnie od nich odległy topos kobiety-szpiega.

Sygnałem odrzucenia tradycji oraz związanego z nią konserwatywnego pojmowania kobiecości i wyboru gender są słowa głównej bohaterki charakteryzujące upodobania kulturalne i zasady zawodowe jej ojca. „Dziwni są ci starsi ludzie” – podsumowuje radczyni Renowicka upadek wzorców zachowań przypisywanych warstwie ziemiańskiej. Bohaterka może i jest idiotką, która przejmuje się w życiu jedynie tym, co ma na siebie włożyć oraz tym, w co ubrały się inne, ale dla niej zdecydowanie czasy dostojnych matron spełniających obowiązek małżeński, doglądających gospodarstwa, rodzących mięso armatnie albo zawodzących u fortepiana Boże coś Polskę… przeminęły z wiatrem. Renowicka nie myśli, jakby tu po grottgerowsku wyprawić męża czy kochanka w bój. Zamiast tego stwierdza, że przecież mężczyźni do takich rzeczy się nie nadają. Do walki rusza więc ona sama, zamiast przyłbicy ma gustownie dobraną woalkę i w sukni à la Channel oraz w świetnie skrojonym futrze z popielic (bo odmładzają) udaje Gretę Garbo w roli kobiety – szpiega. Następuje więc odwrócenie zwyczajowych schematów związanych z płcią biologiczną, ponieważ to mężczyzna powinien troszczyć się o swój honor i dobre imię kobiety, jednak radca Renowicki tego nie robi. Uderza wręcz jego bierność i mierność – oto zawodowy dyplomata nie umie poradzić sobie w skomplikowanej sytuacji, a przecież to jest jego zawód i umiejętności wybrnięcia z nagłych i trudnych spraw właśnie od niego się oczekuje. Jak większość postaci męskich w powieściach Mostowicza, Renowicki jest wyposażony w cechy kobiece. Znakomicie przydaje się, jeśli trzeba kupić w Paryżu pończochy lub perfumy, lecz nie jest niestety twardym negocjatorem ani wybitnym mężem stanu, za jakiego lubi się uważać. Jest miękki, słaby, bierny, przez co skutecznie szantażowany przez obcy wywiad. Posiada też inną, niezwykle cenioną u kobiet cechę, mianowicie jest naiwny i głupi. O poziomie jego kretynizmu świadczą wypowiedzi komentujące sytuację międzynarodową, delikatnie mówiąc, bardzo napiętą. Wygłaszanie uwag przez wysokiego urzędnika MSZ w sytuacji, gdy cała Europa szykuje się do wojny, jakoby Niemcy po zajęciu Austrii i po rozbiorach Czechosłowacji zaspokoiły swoją potrzebę „przestrzeni życiowej”, jest żenujące. W ustach jakiejś kawiarnianej kaffeschwester może brzmiałoby wiarygodnie, ale nie w przypadku człowieka odpowiedzialnego za polską politykę międzynarodową. Sprawa z przekazywaniem żółtej koperty z ważnymi dokumentami również dowodzi, w najlepszym wypadku, braku rozsądku. Natomiast jego żonie przypisane zostały cechy typowo męskie: wolność, władza i seks. Nie to, żeby pani radczyni błyszczała inteligencją, przeciwnie, jest równie głupia jak mąż i podobnie przekonana o własnych wybitnych zdolnościach. Nie jest jednak zwykłą kobietą, ponieważ nie ogranicza się do biologicznych, antropologicznych i kulturowych wymogów związanych z płcią. Jest pozbawiona instynktu macierzyńskiego, bezdzietna, być może niepłodna, jednakże specjalnie się tym nie martwi i do Plombière, wzorem cesarzowej Józefiny, raczej nie wybiera. W swym pamiętniku co chwilę zamęcza czytelnika zapewnieniami o wielkiej miłości do męża, niemniej jednak nie jest jego partnerką. Towarzyszka życia z niej raczej żadna, choć uważa się za dobrą żonę, reprezentacyjną, taką do pokazywania. Na dobrej prezencji, jej zdaniem, rola żony dyplomaty zaczyna się i kończy, toteż bardzo dziwi ją, że żona tajnego konsula amerykańskiego w Hiszpanii, wówczas ogarniętej wojną domową, towarzyszy mu na placówce – przecież w czasach wojny rautów się nie urządza, w ogóle jest niebezpiecznie, więc co niby ma tam robić żona dyplomaty? Nie przygodzi jej do głowy, że konsulostwo po prostu chcą być razem, żeby wspierać się w trudnej i ryzykownej pracy. Nie jest ani matką, ani wierną, oddaną żoną, w ogóle nie realizuje w schemacie biologicznym kobiety. Nie jest także damą czy raczej nie zachowuje się jak dama. Jej arystokratyczne pochodzenie jest dosyć dyskusyjne, bardziej w stylu witkacowskiego Genezypa Kapena z Nienasycenia – coś tam po matce może i owszem – niemniej jednak całkowicie obce są jej dyskrecja, dobre maniery, oczytanie i rozeznanie w muzyce i sztuce, cechujące kobiety z pokolenia „dziwnych, starszych ludzi”. Dlatego między innymi odrzuca propozycję zostania żoną śląskiego milionera. Musiałaby bowiem, jako żona poważnego biznesmena, zachowywać się jak czcigodna matrona, wzorowa pani domu, godnie reprezentować majątek i pozycję męża, a ponadto urodzić dziecko, przynajmniej jednego spadkobiercę śląskiej fortuny, czyli pojechać jednak do Plombière. Tradycyjna rola kobiety stanowczo nie odpowiada Renowickiej, dlatego decyduje się walczyć w obronie swojej pozycji kobiety wyzwolonej, która mężowi, skończonemu idiocie, nie musi się podporządkowywać. Co więcej, Renowickiego można kontrolować, natomiast śląskiego nuworysza nie bardzo, bo jako doświadczony biznesmen zapewne nie ma złudzeń, co do zaborczości ludzkiej natury. W szpiegowskiej robocie pani Hanka radzi sobie lepiej niż mąż, choć w tryby rozgrywek szpiegowskich dostała się zupełnie przypadkowo, szukając kolejnego partnera seksualnego. Wprawdzie owa afera szpiegowska ma iście operetkowy przebieg i charakter, w końcu okazuje się, że tajne dokumenty nie były jakoś specjalnie ważne, a groźna femme fatale, która zwerbowała jej męża do obcego wywiadu, jest już weteranką w stanie spoczynku, niemal u progu zasłużonej emerytury, wobec czego w poważnych międzynarodowych rozgrywkach już nie uczestniczy, ale jest jeszcze dobra na prowincjonalną Polskę i jej nieudolnych urzędników.

W istocie Renowicka walczy o to, żeby móc zachować swoją „trzecią płeć”, o ocalenie gender, a tym, co ją determinuje jest współczesna jej epoka. Renowicka jako chłopczyca czy kobieta – szpieg jest gender. Jej wybór, odwrotnie niż w przypadku bohaterek Trzeciej płci, wpływają nie warunki ekonomiczne, bo z tym nie ma problemu, ile kultura epoki. Do przyjęcia gender determinuje ją kryzys nie ekonomiczny, co raczej wartości moralnych, które budowały ściśle określony repertuar zachowań wedle płci i statusu społecznego. Odrębną sprawą jest oczywiście bigamia męża. Pani radczyni nie bardzo jest po drodze z klasyczną antropologią, kwestionowaną przez filozofię genderyzmu, według której tworzenie kultury jest wyrazem człowieczeństwa, a także spoczywa głównie na barkach kobiety, jako tej, która wychowuje i dba o obycie własnych dzieci. Odrzucenie tych zasad bywa interpretowane jako zaprzeczenie rozwoju naturalnego człowieka. Cóż, ministrem kultury we własnym domu Anna Renowicka zdecydowanie nie jest. Teatr, książki, opera, muzyka są jej z gruntu obce. Przesiaduje w kawiarniach, salonach, garsonierach i na dancingach. Od poezji bardziej interesują ja poeci, od teatru woli plotki. Odrzuca kulturę, jako coś sztucznego i przebrzmiałego, coś co ciemięży kobietę, odbiera jej prawo do radości, zabawy i przyjemności. Nie ma zamiaru cicho i pokornie przejść przez życie, cierpliwie znosząc wybryki męża jak pokolenie kobiet sprzed I wojny. Buntuje się przeciwko roli anioła miłosierdzia. Należy jednak zauważyć, iż zaledwie kilka lat później zespół zachowań, uznawanych w dwudziestoleciu za szokujące i nowoczesne, obrośnie legendą, podobnie jak cała epoka i na długie dziesięciolecia ukształtuje się w zbiorowej świadomości Polaków jako kanon elegancji, ogłady, sposobu życia.

Omówione powyżej postawy kobiet i mężczyzn wobec gender stanowią jedynie wybrane przykłady z ogromnej galerii typów zaludniających powieściowe światy wykreowane przez Tadeusza Dołęgę-Mostowicza. Analiza postaw bohaterów wszystkich powieści wobec płci kulturowej zapewne urosłaby do rozmiarów rozprawy magisterskiej. Trzeba było zatem dokonać w miarę reprezentatywnego wyboru. Najlepiej do omówienia zjawiska zmiany płci kulturowej nadawały się dwie książki: Trzecia płeć oraz Pamiętnik pani Hanki, ponieważ ukazywały, zgodnie z zamiarem autora, postawy kobiet i mężczyzn wobec konieczności dostosowania tradycyjnych wzorców osobowych, określających rolę człowieka w społeczeństwie, zdeterminowanych przez płeć biologiczną, wobec przemian kulturowych i ekonomicznych, jakie zaszły wśród Polaków po pierwszej wojnie światowej. Oczywiście postaw takich nie brak również w innych utworach, jak choćby w Świecie pani Malinowskiej, niemniej Trzecia płeć i Pamiętnik wydają się wręcz być ufabularyzowanymi traktatami opisującymi przyczyny zamiany ról społecznych, bardzo bliskimi współczesnej filozofii gender. Zarówno w Polsce okresu pozaborowego jak i po roku 1989 wszelkie odstępstwa od utartych zachowań przypisanych obu płciom przyjmowane są rozmaicie, a więc nie brak stanowisk skrajnie pozytywnych jak i negatywnych, wreszcie całkowicie obojętnych. Tradycyjny, święty nieomal, mieszczański podział na obowiązki męża i niewiasty pozostaje niedoścignionym ideałem. Zresztą jako taki został opisany przez Dołęgę-Mostowicza, który dostrzegł jego kryzys. W rzeczywistości bowiem bywa rozmaicie. Bohaterowie Trzeciej płci, nawet jeżeli chcą, nie mogą tego wzorca zrealizować w życiu. Na przeszkodzie stają bezrobocie, brak pieniędzy, widmo głodu, troska o dzieci a także przyczyny wybicia się, chęć zrobienia kariery czy dowartościowania się oraz zniewieścienie mężczyzn, mające różne przyczyny. Kobiety, oprócz zamożnej Buby Kostaneckiej muszą wybierać: albo gender, albo bieda. Z przyczyn ekonomicznych i politycznych (Szermanowa) decydują się wykonywać obowiązki przypisane roli mężczyzny, gdyż inaczej one i ich potomstwo nie miałyby szans na przetrwanie. Dołęga-Mostowicz opisał świat, w którym zwyczajowe normy postrzegania płci biologicznej stają się nieprzydatne. Nowa epoka przyniosła nowe wymagania. Swoistą kroniką zmiany obyczajów jest Pamiętnik pani Hanki. Bohaterka, na pierwszy rzut oka stanowi ideał kobiecości: nie pracuje, jest, jak to się wtedy określało „przy mężu”, zajmuje się wyłącznie adorowaniem samej siebie. Jest kobietą piękną, młodą, zamożną i niezbyt inteligentną. Rozprawia wyłącznie o ciuchach, eventach, dietach i seksie, dlatego nie stanowi żadnego zagrożenia dla mężczyzn, przeważnie zresztą od niej głupszych. Jej sposób bycia i posiadany majątek całkowicie eliminują ją z prawdziwego życia, nie musi rywalizować z facetami o pieniądze, karierę i prestiż, ponieważ mąż i rodzina jej to zapewniają . W niczym jednak nie przypomina ideału Matki Polki. Nie jest ani matką, ani poważną opiekunką domowego ogniska, nie jest też partnerką dla swojego męża. Zdecydowanie odrzuca, wręcz wyśmiewa wzorce osobowe kultury ziemiańskiej. Stanowi raczej ucieleśnienie ideału chłopczycy, która chce trochę pobawić się w femme fatale i popijać kolorowe drinki z parasolką w drogich lokalach. Renowicka zmienia płeć kulturową ze względu na wymagania epoki, ale nie zmuszają jej tego problemy finansowe czy chęć zrobienia kariery politycznej, lecz moda i strach o utratę pozycji towarzyskiej w związku z bigamią męża. Z racji przynależności do bardzo wąskiej, szczególnie uprzywilejowanej grupy kobiet, podobnie jak Buba Kostanecka, radczyni Renowicka może sobie pozwolić na luksus bycia „kobiecą kobietą”, jak to określał Mark Twain. Trudno jednak uważać ją za ideał do powszechnego naśladowania. Nie każda śmiertelniczka dysponowała w czasach Mostowicza aż takim majątkiem, pozycją społeczną, toteż prawe żadna nie mogła sobie pozwolić na bycie uroczą i frywolną bywalczynią salonów. Specjalnie zaprogramowany odbiór powieści pozwala czytelnikowi rozumieć jej postać zupełnie inaczej. Renowicka z pozoru jest tylko „taka mala” kobietka, jak w przedwojennej piosence. Nieudolny, nieporadny mąż i „okoliczności życiowe” powodują, że musi ona przyjąć na siebie repertuar zachowań zarezerwowany zwyczajowo dla mężczyzny, jak walka o honor i przetrwanie rodziny. Jest przy tym zdana wyłącznie na siebie, bo ani wujek hazardzista, ani dziecinny cicisbeo Toto (chyba bardzo chce być uważany za kogoś w rodzaju Stasia Tarkowskiego) nie stanowią dla niej wielkiego oparcia w prowadzonej przez wojnie o męża. Cała postać Renowickiej, jak i toczona przez nią gra są przedstawione ze sporą dawką gorzkiej ironii. Odwrócenie ról kobiecych i męskich jest bowiem przedstawione w kontekście prowadzenia polskiej przedwojennej polityki międzynarodowej. Nieudolnych mężczyzn muszą zastępować niezbyt inteligentne, nieprzygotowane odpowiednio kobiety. Afera szpiegowska ma wymiar iście operetkowy. Biorą w niej udział emerytowana kobieta szpieg, paniusia z dobrej rodziny a stawką są dokumenty, których, jak się okazuje, są falsyfikatami niewiele wartymi z punktu widzenia polityki międzynarodowej i „prorodzinnej”. Renowicka sięga po gender, by móc uczestniczyć w tej farsie w zastępstwie męża i walczyć w jego obronie a przy okazji przysułyżyć się odrodzonej Ojczyźnie. Czysta parodia Grażyny Adama Mickiewicza.

Syndrom trzeciej płci w wymienionych utworach Mostowicza nie jest bynajmniej krytyką kobiecości. Jest raczej wyrazem niepokoju autora, żyjącego i tworzącego w epoce, w której brak niegdysiejszej stabilności. Wybierający gender bohaterowie wyrażają historiozoficzne lęki owego okresu. A tych było wiele od polityki poczynając na emancypacji kończąc. Światowy kryzys nałożył się w zniszczonej Europie na powojenną biedę. Pierwsza wojna światowa ostrą cezurą oddzieliła nową epokę od starej przede wszystkim zmianą norm obyczajowych, zachwianiem proporcji miedzy tym, co dotychczas było męskie, a co kobiece. Międzywojnie wprowadziło nowoczesny wizerunek kobiety i inne od tradycyjnych wzorce zachowań, na przykład chłopczycy bądź femme fatale, będące wyrazem niezależnego statusu społecznego pań. Za pomocą zamiany ról społecznych Tadeusz Dołęga-Mostowicz krytykował publicznie upadek kultury ziemiańskiej oraz jej wzorców osobowych sięgających korzeniami XVI wieku. Spostrzegł, że kryzys ekonomiczny i niestabilna polityka niszczą życie prywatne, że w nowej epoce niewiele jest miejsca na jakiekolwiek relacje między kobietą a mężczyzną, o patriarchalnych czy partnerskich nie wspominając. Dlatego pojawienie się gender nie jest przypadkowe, ale związane z upadkiem znaczenia rodziny, domu oraz roli, jaką odgrywała kobieta jako żona i matka w okresie zaborów. Tadeusz Dołęga-Mostowicz nie był, jako pisarz, piewcą filozofii genderyzmu i feminizmu. Emancypację pojmował jako nieuchronny przejaw zmian w strukturze społecznej, coś, co jest wymuszone przez niesprzyjające okoliczności. Raczej chyba współczuł kobietom zmuszonym pracować na dwóch etatach, w domu i w pracy, niż je potępiał. W wielu przypadkach rozumiał ich postępowanie. Wolał jednak, by w relacjach damsko męskich zachować status quo epoki pokongresowej oraz ustawy z kodeksu Napoleona. Gender w jego powieściach nie ma w sobie nic ze współczesnej „teologii wyzwolenia” z okowów płciowości, jest natomiast postrzegane jako zjawisko, które dogłębnie przeora psychikę obecnych i przyszłych pokoleń, a przez to zmieni układ relacji międzyludzkich, niekoniecznie na lepsze.

Anna Trzpis

design & theme: www.bazingadesigns.com