Ewelkana: Transfeminizm

Feminizm z perspektywy kobiet transseksualnych*. 

Gdy przyjdzie nam odnieść się do feminizmu na gruncie krajowym, okazać się może, jak wiele z tego co działo się lub nadal dzieje za granicą, szczególnie na zachodzie, a głównie w USA – u nas jakoś nie chciało się wykształcić, w temacie debaty o roli kobiety we współczesnym świecie, stosunku do niej ze strony mężczyzn, ciskobiety i systemu społecznego kształtowanego wspólnie z zachowaniem wpływu określonych poglądów na płeć, relacje międzypłciowe. Pomija się w debacie potrzebę przyjrzenia się specyficznym doświadczeniom, potrzebom osób, które obdarza się przedrostkiem trans, przy okazji użycia słowa kobieta. Pomija m.in. jej doświadczenia z konfrontowania się z ograniczeniami własnego ciała, różnorakich potrzeb w związku z korektą płci i odnalezienia się w życiu, stosunku innych do niej na każdym etapie życia – transkobietę przy okazji (pomimo że jest do doświadczenie nie chciane) szczególnie wyróżnia to, że na pewnym etapie funkcjonuje jako mężczyzna/”mężczyzna” w sensie biologicznym i społecznym, tym sposobem mając szansę doświadczać czegoś, z czym nie styka się przeciętna ciskobieta. Paradoksalnie będąc potencjalnie feministką nakierować może na nowe opcje w temacie poglądu na różne aspekty życia, właśnie przez fakt bycia transkobietą, tym bardziej że chcąc nie chcąc doświadczała namacalnie życia jako ta osoba, którą zmuszona jest zwalczać w dużej części, (odniesienie do ciała, doświadczeń wynikających z posiadania takiego właśnie, czy w końcu odniesienie do funkcjonowania w określonej roli społecznej przez sam fakt bycia obdarzoną, wychowywaną i oznaczoną w dokumentach jako płeć męska).

trans-malyIlustracja Dorota Świderska

Sam termin transfeminizm jest w zasadzie obcy dla polskiego feminizmu. Uwzględnianie przez ciskobiety uznające się za feministki transkobiet nie jest równorzędne z tym, że debatuje się nad ich problemami, sposobem odbioru rzeczywistości – jakie bywają różne od tego, do czego same się odnoszą. Termin transfeminizm jest jakby wykuty w innej rzeczywistości, innej niejako galaktyce, do której polskie społeczeństwo nie ma dostępu – przez fakt całkowitego zamknięcia na pewne zjawiska. Choć występujące, to jako margines, same z siebie nie gotowe uzbroić się w coś, co przyciągnie uwagę. Skoro same zainteresowane wyczuwające jakim marginalnym są środowiskiem, praktycznie pozbawione podstawowych praw, co w dość istotny sposób wpływa na kształtowanie się świadomości, pewnych doświadczeń, jakie są, czy bywają i to zdecydowanie różne od doświadczeń ciskobiet, nie dążą do rozwijania badań na tematy jakie miałyby uwzględniać ich doświadczenia – trudno niejako oczekiwać, że w środowisku feministycznym skupiającym głównie ciskobiety – zaistnieje inicjatywa wczucia się w problematykę kobiet transpłciowych, a szczególnie transseksualnych.

Można by nawet przykładowo wykazać, że niemożność oderwania się od problemów z jakimi stykają się transkobiety, przyczynia się do tego, że komfort debatowania, skupiania się na akademickich rozważaniach – to jakby pieśń przyszłości. I tym sposobem to zjawisko wpisuje się w historię feminizmu – gdzie aktywistką zostawała przeważnie ta, która miała czas i ewentualnie pieniądze dla rozważań, nie musząc się skupiać na walce o byt (wbrew pozorom nie jest to stereotypowe). Na marginesie, trzeba jednak uwzględnić to, że procentowo transkobiet jest niewiele – stąd statystycznie mniejsza szansa na to, że feminizm w wydaniu kobiet transseksualnych będzie jakoś szczególnie widoczny. 

Sam termin transfeminizm, może jednak nie zaistnieć na gruncie polskim w szerszym wydaniu, jeśli transkobietom nie będzie czynić się istotnych przeszkód w środowisku feministycznym. W tej sytuacji byłby tylko jakimś nurtem, uwzględniając specyficzne problemy grupy charakteryzującej się odmiennymi doświadczeniami i jednak potrzebami, jak przykładowo kobiety pochodzące z innych kręgów kulturowych, czy innym kolorze skóry, lub niskim statusie majątkowym. 

Istotne będzie z jednej strony uszanować potrzeby osób jakie wpisują się w środowisko osób transpłciowych, gdzie spora część doświadczeń i potrzeb będzie łączyć, z drugiej zaś uwzględniać jednak zasadnicze różnice jakie występują pomiędzy np. osobami transseksualnymi, a np. transwestytami. Gdzie ci ostatni są mężczyznami, niezależnie od tego, jak bardzo pewna część z nich będzie starać się przekonywać, że przykładowo całe dorosłe życie kreują się na „wersję” kobieta, a nawet wypełniają w pewnym zakresie społeczną rolę kobiecą. Sam transwestytyzm w odniesieniu do pewnego procenta próbującego się do niego odnieść, może być problematyczny, przy próbie ujęcia go w ramy „kobieta”, „mężczyzna”, z uwzględnieniem nawet płci kulturowej (gdzie sam transwestytyzm jest tworem kulturowym) i wydaje się, że w samym środowisku osób transpłciowych – w zasadzie nawet nie wydaje się, ale jest to pewne – brak wyważonego stanowiska w tym temacie, by jednak uwzględniać nie tylko zdanie transwestytów, jacy często forsują pogląd o tym, że sama odzież i makijaż powinny wystarczyć by uznać je za kobiety. Jednocześnie dochodzi do konstruowania zarzutów ze strony osób transseksualnych, które próby zrównania ich z kimś kto się tylko przystroi w odzież kulturowo przypisaną drugiej płci, traktują jak zamach na pogląd czym jest płeć w sensie biologicznym i psychicznym (akcentując kwestię tożsamości która jest inaczej rozumiana przez osoby transseksualne, a resztę osób spod pojęcia transpłciowość). Zresztą wśród osób transseksualnych występują takie, które otwarcie mówią o tym że nie zamierzają niczego w swym ciele zmieniać, przekonując, że definicja kobiety czy mężczyzny powinna być przetworzona na sposób, aby uwzględnić ich prywatny pogląd na definiowanie siebie – tak więc i tutaj musi dojść do rzeczowej debaty, aby otwartość nie stała się jednocześnie zbiorem czegoś, co raczej kompromituje w imię wolności bez granic, by tylko nie być oskarżoną o chęć wykluczenia kogoś (pozostaje też kwestia wykorzystywania zjawiska transseksualizmu dla podszycia się pod osobę która za taką się uważa, aby wykorzystać określone „przywileje” – najczęściej chodzi o szanse skorygowania oznaczenia płci w dokumentach, czy legalny dostęp do leków hormonalnych. Tym sposobem istniej duża szansa na to, że osoba „transseksualna” która wskazuje że nie będzie korygować ciała, a nawet sięgać po hormony, okazać się może przykładowo zdeterminowanym transwestytą, czy też osobą widzącą siebie w roli transgenderysty – w potocznym rozumienia tego słowa chodzi o to, iż świadomie skłania się do sfeminizowania, skupiając się tylko na trzeciorzędowych cechach płciowych). 

W całym tym zamieszaniu gdzie podąża się w kierunku odchodzenia od sztywnych schematów, gdzie próbuje się scharakteryzować kobietę lub mężczyznę, zaczynają się odnajdywać transwestyci, czy osoby transgenderowe ale na sposób, który tylko wzmacnia paradoksalnie niejako na ich użytek, dla ich wygody, potrzebę uszanowania znaczenia płci kulturowej, gdzie sztywny podział może być przez nich szczególnie oczekiwany. W innym przypadku, pełna dowolność w kreowaniu własnego imażu (w tekście używam spolszczonej wersji słowa image) – zakończyłaby się tym, że przestano by uwzględniać ich jako kobiety, właśnie przez fakt charakteryzowania ich płci przez pryzmat owegu imażu (nawet piersi charakteryzuje się jako trzeciorzędowe cechy płciowe). Tym sposobem pomimo użycia przykładowej sukienki czy spódnicy, (czy eliminacji typowego męskiego owłosienia i wytworzenia piersi) – pozostaliby dla społeczeństwa mężczyznami. 

W pewnej perspektywie – istotne stanie się, aby uwzględniając potrzeby osób transpłciowych, jednocześnie ustalić na ile ich ekspresja psychoseksualna nie przyczynia się do kreowania czegoś, co przestaje mieć znamiona spójności przy próbie rzeczowego ujęcia czym jest płeć, pozostawiając z boku jej kulturową definicję. Uwolnienie z okowów płci społecznej będzie zrzuceniem kamuflażu dla jednych i jednocześnie bolesne dla innych. Tych dla których przebranie było okazją do łatwego podszywania się pod drugą płeć. 

Pisząc o transfeminizmie, trzeba odnosić się do zjawiska feminizmu cispłciowego. Wiele kwestii jakie przyszłoby poruszyć – będzie łączyć ciskobiety i transkobiety. Jednocześnie ważne staje się to, czego doświadczają w całym swoim życiu transkobiety – szczególnie gdy określone doświadczenia mogą być doświadczeniem dostępnym wyłącznie dla nich, właśnie przez fakt bycia osobą transseksualną. Można by więc zadać sobie pytanie: czy zasadne byłoby wyróżnienie transfeminizmu i traktowanie go jako osobnej kategorii, czy też doświadczenia i potrzeby kobiet transpłciowych mieszczą się w tym, co ogólnie ujmiemy jako rzecz leżącą w gestii zainteresowań feminizmu, w tym ciskobiet – zakładając że głównym motywem istnienia i powstania ruchu feministycznego, jest, było, skupienie się na walce o prawa kobiet. 

Choć ostatecznie środowiska feministyczne starają się być otwarte na kwestię „trans” – nie musi się to przekładać od razu na rzeczowe zajmowanie się specyficznymi problemami transkobiet. Jeśli sam feminizm w Polsce nigdy nie osiągnął takich rozmiarów jak np. w USA – to jednocześnie uniknięto określonego wartościowania znaczenia doświadczeń kobiet cis, czy trans, ale podobnie było jednak z odniesieniem do rasy, na sposób który szczególnie w USA był widoczny. Ogólnie pozostaje pytanie – czy na mimowolnie wykreowany „łagodny” feminizm w Polsce miały i mają wpływ uwarunkowania geopolityczne, doświadczenia historyczne? No, zdaje się że jak najbardziej. 

W USA termin transfeminizm zaczął był używany na szerszą skalę w końcówce lat 90-tych XX wieku. By następnie rozpowszechniać się – choć oczywiście zainteresowane tym terminem, i samą kwestią wyróżnienia doświadczeń kobiet transseksualnych były one same. Można by się przy tym wszystkim zastanowić – czy transfeminizm jest pojęciem mogącym zaistnieć na rynku polskim. W sytuacji, gdy środowisko osób „trans” jest bardzo nieliczne. Nie mające praktycznie zaplecza w postaci uwzględniania ich potrzeb przez ustawy, służbę zdrowia, z wzięciem pod uwagę niskich zasobów finansowych większości tych osób, co przekłada się na ograniczenia w korekcie płci i ograniczenia w sięganiu po pewne role społeczne jakie leżą w gestii ich zainteresowań – stąd nie są szczególnie zainteresowane rozwojem studiów akademickich na temat samej transpłciowości, a już szczególnie transfeminizmu. Ciskobiety natomiast – szczególnie aktywne feministki, starają się być w większości bardzo otwarte i nie odżegnywać od transseksualizmu, traktując go jako kolejny przykład który wymaga wsparcia w walce o równość i godne życie. Gdyby jednak doszło do sprecyzowania stanowiska i odnoszenia się do określonych doświadczeń – musiałoby dojść do wyróżnienia ze względu na specyfikę cispłciowości i transseksualizmu. Istotna byłaby tylko kwestia jakie wrażenie pozostałoby na potencjalnej czytelniczce/słuchaczce, gdyby przyszło jej zetknąć się z „manifestowaniem” doświadczeń, potrzeb – miałybyśmy do czynienia z życzliwym podejściem i zrozumieniem różnych opcji, czy też doszłoby do próby wykazania różnic które mogłyby jednak służyć, a nie przyczyniać się do dzielenia, w związku z tym że ciskobieta od narodzin czegoś doświadcza, jest sobą na gruncie czy to biologii, czy kultury jeśli tylko czuje że jej sprzyja, a transkobietę tak wiele więzi – jeśli chodzi o jej ciało i całe otoczenie, w tym stosunek społeczeństwa i państwa. 

Podstawowe doświadczenie transkobiety to udowodnienie i przekonanie do tego że jest kobietą. Brak wsparcia systemowego i rozpowszechnienia sensownej wiedzy na temat transseksualizmu skutkuje oddaleniem terminu, w którym dana osoba ostatecznie przekonuje się do tego kim jest i co może uczynić w związku z tym. Innym doświadczeniem, zupełnie obcym dla ciskobiety jest oczywiście wywalczenie sobie „nowej” płci. 

Kolejnym istotnym doświadczeniem, jest skala opresji, jakiej mogą ulec transkobiety. Transkobieta może doświadczyć przemocy fizycznej czy werbalnej, zinstytualizowanej – ogólnie w większym stopniu, jak ciskobieta. Bo do kategorii przemocy dopiszemy transfobie. Może to być także homofobia ze względu na specyficzne rozumienie zjawiska transseksualizmu, gdzie tożsamość płciową myli się z orientacją seksualną. Społeczeństwo transkobietę może potraktować jako zniewieściałego mężczyznę, geja. Zarówno osoby heteroseksualne, jak i homo/i biseksualne. 

Transfeminizm dość wyraźnie w określony sposób mógłby odnieść się do modnego twierdzenia, jakim posiłkują się ciskobiety – że trzeba odejść od uporczywego akcentowania znaczenia płci biologicznej, na rzecz szczególnego wyrażania się o płci kulturowej, (to samo paradoksalnie występuje w środowisku osób które promuje termin transpłciowość dla wykazania, że każda osoba transpłciowa określająca się jako kobieta – ma prawo za taką uchodzić, mimo że pod tym „parasolem” mieszczą się transwestyci, drak queen…). Wynikałoby to ze specyficznych problemów związanych z ciałem, doświadczeń życiowych transkobiet, które naznaczone błędem natury, jaki w zasadzie zniszczył im życie – w sposób szczególny będą odnosić się właśnie do biologii. Niezależnie od tego, jak bardzo społeczeństwo ułatwiłoby im życie – w temacie korekta płci.

Jeśli więc feministka ciskobieta może mieć nawet ambiwalentny stosunek do własnego ciała, unikać odnoszenia się do niego z różnych względów, skoro ciało nie stanowi o niej na sposób który stanowi o transkobiecie, ta druga nie odnajdzie się w takim podejściu, (i ponownie uporczywe promowanie transpłciowości – np. przez Fundację Trans-Fuzja, do tego stopnia że przy wyrażaniu się o korekcie płci nie używa się tam terminu transseksualizm, ale właśnie transpłciowość – przekłada się na lekceważenie biologii – w tym drugorzędowych cech płciowych, szczególnie akcentując aspekt kulturowy /gender/). 

Poniżej przykłady z odwołaniem do specyfiki transseksualizmu.

– Nieuwzględnianie przez instytucje państwowe potrzeb transkobiet. Co powoduje, że w zasadzie duży procent z nich może w ogóle nie przejść korekty płci, czy to pełniej (na ile współczesna medycyna pozwala, i na ile one określą czego potrzebują), czy częściowej. Wiele z nich w ogóle rezygnuje z wejścia na drogę korekty z obawy, że nie udźwigną tego ciężaru – finansowo, czy ze względu na przewidywane bardzo negatywne nastawienie społeczeństwa. 

– Transfobia i homofobia.

– Brak dostępu do typowych społecznych ról płciowych z uwzględnieniem ich poczucia płci – co jednak zdecydowanie w większości przypadków sprzyja w ułożeniu sobie życia w sposób jak najbardziej satysfakcjonujący. 

– Inne podejście w wielu przypadkach do płci i roli społecznej w porównaniu do podejścia ciskobiet. Ważne jest tutaj zasygnalizowanie kwestii kreowania wizerunku w wersji en femme, co wcale nie jest próbą uwięzienia się w czymś niewygodnym, świadczącym o konformizmie – świadczy to raczej o świadomym przemyślanym wyborze, po określonych doświadczeniach, które to pozwoliły zrozumieć jakiż to imaż okazuje się być ciekawszym. Stoi za tym chęć sięgania po coś, do czego wcześniej nie miało się dostępu, a z drugiej strony chodzi o uwiarygodnienie, istotna cecha w sytuacji gdy usilnie utrwala się kategorię płci kulturowej. 

– „Ograniczona przydatność” transkobiet np. dla mężczyzn, którzy mieliby określone oczekiwania w związku z szukaniem partnerki jaka miałaby charakteryzować się określonymi genitaliami, czy możliwością zachodzenia w ciąże i rodzeniem dzieci. Jednocześnie trudności w przekonaniu lesbijek do siebie, czy w ogóle brak otwartości po stronie samych lesbijek, które z zasady nieuwzględnianą w swych planach, interesować się transkobietą. 

– Transkobieta przechodzi w swym początkowym okresie życia przez taki etap, jakiego nie doświadczają ciskobiety. Stąd mogą wejść w życie „wsparte” takim zawodem/umiejętnościami jakie następnie w ogóle się nie przydają skoro chcą wypełniać typową społeczną rolę kobiety. A jednocześnie nie mają już czasu, lub możliwości zdobyć wykształcenie czy umiejętności jakie posiadają ciskobiety. Dochodzi też do sytuacji, gdzie transseksualizm tak bardzo rzutuje na życie – że porzucają myśl kształcenia się, rozwijania na różny sposób, skoro tkwi w nich przekonanie o zmarnowanym życiu. Mogą unikać rozwijania się na sposób mężczyzn, a jednocześnie właśnie nie rozwijać się na sposób kobiet, pozostając na uboczu. Uciekający czas ostatecznie jednak przecież nie sprzyja – skoro potencjalne marzenie o korekcje nie materializuje się. 

– Transkobietę będzie dość wyraźnie wyróżniać na tle ciskobiety odwoływanie się do typowej kobiecej ekspresji. Z jakiej nie będzie chciała zrezygnować. Sama wersja uniseks nie uwiarygodni jej w oczach własnych i społeczeństwa. Wybór typowego wizerunku kobiecego nie wynika więc z niejakiego „upośledzenia” odbioru rzeczywistości, jest to rzeczowe uwzględnienie wartości płci kulturowej która to może przynieść korzyści czy wpływać negatywnie – akcent jednak bywa inaczej rozłożony gdy odniesie się to do ciskobiet. Dotychczasowe doświadczenia z męską płcią kulturową – która już przerobiona przez nich – jest odrzucana jako „niefajna”, niesprzyjająca, ciskobiety nie muszą się w nią „bawić”. 

– Kobieta transpłciowa ma świadomość – że wybór określonego imażu zwiększa szansę w miarę skutecznego wtopienia się w społeczeństwo. Im skuteczniejszy passing tym większe bezpieczeństwo. Bo o ile można wyglądać jak mężczyzna i mówić o sobie jestem kobietą – tak trzeba mieć na uwadze czym taka „manifestacja” może się skończyć. Kobiecy imaż transkobiecie ułatwia zaakceptować samą siebie, bo staje się spójny z tym jak siebie samą wyobraża.

– Dla transkobiety bardzo istotne jest podkreślanie jej płci. Uwzględnianie oznaczenia. Gdy ciskobieta przechodzi nad tym do porządku, wyrażanie się o niej bez uwzględniania oznaczenia płci, czy pomijanie imienia jakie przecież z automatu przypisane kobietom – może być dla niej doświadczeniem ciekawszym, czy takim, jakiego oczekuje w imię poszanowania jej jako po prostu człowieka. 

– Potencjalne uwzględnienie stanowiska ciskobiet, które byłyby zainteresowane pomijaniem transkobiet. Ewentualnie stanowisko wobec transkobiet, o ile taka przeszłaby pełną korektę płci. Stosunek do wyróżnienia w oparciu o pewien etap tranzycji, lub ewentualnie stosunek do transkobiet – które jednoznacznie oświadczałyby, że nie zamierzają ingerować w swoje ciało, zadawalając się sięganiem po imaż, jaki w naszej kulturze dostępnym wyłącznie dla osoby charakteryzującej się określoną płcią. 

– Dopuszczalność transkobiet do sfery uznawanej jako bastion kobiet, w którym to umieścimy np. kwestię intymnych doświadczeń, przemocy ze względu na płeć – na ile ciskobieta byłaby otwarta na kontakt z transkobietą, przy badaniach ginekologicznych, zeznań na policji po doświadczeniu przemocy ze strony mężczyzny/kobiety. Jak byłaby odbierana transkobieta w ośrodkach dla kobiet, np. domach samotnych matek, kobiet maltretowanych przez mężczyzn/kobiety. W schroniskach dla kobiet bezdomnych. 

– Dyskryminacja ze strony ciskobiet, w tym lesbijek. 

* Użyto świadomie odniesienia do transseksualizmu, zamiast transpłciowości (w wersji m/k), który to (ten drugi) termin jest zbiorczym dla przeróżnych tożsamości. Wśród których niekoniecznie będziemy mieć do czynienia z kobietami, w rzeczywistości np. transwestytami.

Klaudia Ewelkana

design & theme: www.bazingadesigns.com