Dlaczego Warszawska Manifa jest apartyjna?

tło wydarzenia_manifa

Warszawska Manifa od lat wśród swoich zasad ma i taką: nie zapraszamy na Manifę partii politycznych. Nie przewidujemy miejsca na duże partyjne transparenty ani na przemówienia partyjnych polityczek – nawet jeśli ich partie mają w programach zbliżone do naszych postulaty. Nie szukamy schronienia pod skrzydłami wyrazistych przywódców ani u boku sprawnych organizacji. Taką decyzję Porozumienie Kobiet 8 Marca podjęło, kolektywnie, dawno temu. Stale jednak jesteśmy pytane: „ale właściwie dlaczego?”. Zadałyśmy więc to pytanie sobie nawzajem i zebrałyśmy nasze różne głosy, łącząc je w jednym wspólnym stanowisku:

…bo niezależność od partii (i od ludzi z partii) to niezależność naszego przekazu.

…bo partie polityczne podporządkowują swój program i przekaz wynikom wyborczym. To, co potencjalni wyborcy i wyborczynie są w stanie zaakceptować, jest dla partii nieprzekraczalne.

…bo politycy i polityczki nas zawodzą. Od zawsze i wszystkich opcji. Wykorzystują przestrzeń, którą tworzymy, do zbijania kapitału politycznego, a potem handlują naszymi prawami, wchodzą we współpracę z Kościołem lub innymi partiami.

…bo to politycy dwadzieścia cztery lata temu zafundowali nam zakaz aborcji i od tego czasu nie podjęli żadnych skutecznych działań, by to zmienić. Co więcej, jak pokazała praktyka, nie możemy być pewne nawet tego, że raz zdobyte prawa nie zostaną nam odebrane właśnie w imię dziwacznie pojmowanych „kompromisów”.

…bo nie ufamy, że nasze postulaty i to, co mówimy, nie zostanie przemielone przez partyjną machinę niezrozumienia i dostosowywania do bieżącej polityki, gierek, układów. Bo już dawno nauczono nas, że najważniejsze dla nas sprawy, nasze zasady, nawet, jeśli mieszczą się w ideałach konkretnych polityczek czy polityków, łatwo schodzą na dalszy plan. Prawa człowieka, w szczególności prawa reprodukcyjne, w szczególności prawo do aborcji, już tyle razy zostały przehandlowane, że zwyczajnie trudno uwierzyć, że kiedykolwiek mogłoby być inaczej. 

…bo im bliżej centrum decyzyjnego, tym łatwiej wodzowie partyjni zapominają o złożonych obietnicach.

…bo podstawowym interesem partii jest zdobycie i utrzymanie władzy. Bo już doświadczałyśmy sytuacji, w których nawet zaufane osoby, zaczynając grać w grę kompromisów i podbijania popularności wśród potencjalnego elektoratu, przestają być godne zaufania. Bo zdarza się, że interes partii okazuje się najważniejszy.

…bo nie każda feministka musi być zwolenniczką demokracji parlamentarnej – i niektóre z nas nie są.

…bo utożsamienie polityczności z polityką partyjną, wyborami i parlamentem, zabija naszą polityczną wyobraźnię. A uleganie przekonaniu, że bez „przywództwa” i „reprezentacji” zmiany nie są możliwe, pozbawia nas poczucia siły i sprawczości.

…bo niezależność polityków to mit. Politycy nie działają na rzecz społeczeństwa, a na rzecz korporacji, które w kapitalizmie sprawują faktyczną władzę. Korporacje chcą praw, które pozwolą im dalej gromadzić zasoby, których nie potrzebują, kosztem praw społecznych, kosztem naszego życia i naszych ciał. Jeśli zdarza się, że politycy przepychają ustawy, które wydają się działać na rzecz społeczeństwa, najczęściej chodzi o rzeczy, które nie mają większego wpływu na dalsze bogacenie się bogatych. 

…bo politycy propagują podziały społeczne, napuszczając grupy/klasy społeczne na siebie. Wmawia się nam, że prawa innych stanowią zagrożenie dla naszych praw. Straszy się nas: uchodźcami, „genderem”, terroryzmem, syndromem postaborcyjnym… Wszystko po to, żebyśmy bały się tych, z którymi tak naprawdę łączą nas wspólne interesy, i żeby nasz gniew nie skierował się przeciwko tym, którzy są naszymi prawdziwymi wrogami.

…bo historia pokazuje, że to oddolne ruchy oporu, a nie partie czy ich przywódcy, stoją za zmianami społecznymi. Partie spijają śmietankę z tego, co udało się wywalczyć ruchom społecznym, i jadą na ich potencjale.

Porozumienie Kobiet 8 Marca 2017


Tekst znajduje się w tegorocznej Gazecie Manifowej.PK8M_LOGO_poziom

design & theme: www.bazingadesigns.com