Codziennik sponsoruje: Lekcja z podstaw edukacji seksualnej dla Moniki Olejnik

984081_209581435855979_219222847_n8
– Szkoda, że pani Katarzyna Bratkowska nie wie o tym, że są środki antykoncepcyjne, skoro nie chciała mieć dziecka. Feministki tak pouczają kobiety, że powinny je brać – powiedziała Monika Olejnik w programie „7 dzień tygodnia” w Radiu ZET. Odniosła się w ten sposób do deklaracji feministki, że 24 grudnia dokona aborcji. Bardzo chciałybyśmy i chcielibyśmy nie odnosić się do jakichkolwiek komentarzy autorstwa Moniki Olejnik, bo dawała w swoich programach popis ignorancji i głupoty wystarczająco dużo razy, żeby przestać traktować tę osobę poważnie. Niestety w momencie, kiedy dołącza do grona piejących, napuszonych szowinistów i szowinistek, dumnych ze swojej moralności na miarę księży adoptujących niezapłodnione przez siebie zarodki (w momencie, gdy jest już tak wiele ŻYJĄCYCH sierot czekających w kolejce na adopcję) trudno nam nie odnieść się do ewidentnej niewiedzy tej zagubionej osoby mianującej się autorytetem moralnym dla Polaków i Polek.

Czy ciąża Katarzyny Bratkowskiej jest faktem, czy manifestacją („ciążą polityczną”), nie ma w tej chwili znaczenia. Wywołując burzę medialną wokół swojej arcy-kontrowersyjnej deklaracji (jak na nasz kraj, w którym kobieta nie może głośno mówić o aborcji, bo spotka ją ostracyzm i wyklęcie jako „morderczynię”) zwróciła uwagę na prawdziwy problem zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. („Tu chodzi tak naprawdę o ciążę polityczną. To, czy ja jestem w ciąży czy nie jestem, czy ją przerwę czy nie przerwę, to niech pozostanie w sferze domysłów. Ale chodzi o to, że ten zakaz nie działa. Że kobieta, która będzie chciała przerwać ciążę zrobi to. To musi być dla tych panów bardzo frustrujące, że tak naprawdę tego nie skontrolują.”) Argumentacja przytoczona przez nią w wywiadzie [naTemat] jest rzeczowa, racjonalna i [dla nas] nie do zbicia. Dotyka sedna sprawy, w której rozgrywają się losy Polek i wytyka prawdziwe wady pro-life’owego toku myślenia polityków u władzy. Może to właśnie brak argumentów wobec tak sprytnej zagrywki, która miała zbić z tropu posła Jacka Żalka, prowadzi internautów do komentarzy w stylu: „Co tu komentować – ręce i piersi opadają. Pani feministka powinna jeśli już to promować nowoczesna i skuteczna antykoncepcje, a nie cofać się cywilizacyjnie“ [z gazeta.pl]. A może te absurdalne zarzuty przewijające się w internetowej fali mowy nienawiści to kolejny dowód na to, jak bardzo potrzebujemy rzetelnej edukacji seksualnej.

Przerażająca liczba komentarzy wskazuje na brak podstawowej wiedzy: że przecież środki antykoncepcyjne bywają zawodne. („Rocznie na 100 kobiet stosujących środki hormonalne 5 zachodzi w ciąże, prezerwatywy pękają, a do tabletek 72 po jest bardzo słaby dostęp – prowadząc aktywne życie seksualne, nawet używając środków antykoncepcyjnych, kobieta naraża się na ciągłe niebezpieczeństwo zajścia w ciąże.“). A może to po prostu nie brak wiedzy, a zwykły cynizm. Bez względu na to, w który wariant się wpisała, po stronie rzucającej bezsensownymi argumentami znalazła się Monika Olejnik ze swoją ignorancją.

To skandal, żeby w XXI wieku deklaracja dotycząca decyzji związanej z własnym ciałem była uważana za kontrowersyjną i wywoływała lawinę tego typu dyskusji i komentarzy. To skandal, żeby w XXI wieku kobiety nadal musiały walczyć o należne im, podstawowe prawa reprodukcyjne i obawiać się reakcji społecznej na działania świadczące jedynie o tym, że podejmują świadome decyzje dotyczące rodzicielstwa – a to przecież postawa, która powinna być nagradzana, a nie potępiana. To skandal, aby w XXI wieku kościół nadal dyktował i wpływał na decyzje dotyczące ciał obywatelek świeckiego państwa, często w ogóle niewierzących. Kobiety dokonywały, dokonują i będą dokonywać aborcji – te, które na to stać robią to w prywatnym gabinecie, w kraju bądź zagranicą. Biedniejsze zażywają niebezpieczne preparaty domowej produkcji albo zakupione w internecie z często mało wiarygodnego źródła. Ale są też i takie, które w ogóle nie mają możliwości dokonania aborcji i potem są piętnowane za wielodzietność, która nie zawsze nawet wynika z ich entuzjastycznej zgody na współżycie, bo czasem może być np. wynikiem gwałtu małżeńskiego.

Ale przecież gwałt w małżeństwie nie istnieje, prawda? A przemocowy związek lepiej znosić niż się rozwieść, bo raz, że na „Wychowaniu do życia w rodzinie” Pani mówiła, że trzeba być wierną i lojalną „jednemu partnerowi przez całe życie”, no a dwa, że dzieci rozwodników potem są bardziej podatne na pedofilię bo szukają miłości i lgną do „przyjaźnie” nastawionych dorosłych. Poza tym, wielodzietność (nawet z gwałtu) jest przecież powołaniem każdej kobiety i przynosi w państwie polskim same benefity – zwłaszcza, gdy dziecko okazuje się być niepełnosprawne (proponujemy sprawdzić zakres pomocy społecznej w tym przypadku), albo gdy mężczyzna odchodzi i nie okazuje się być jednym z tych nielicznych 13 procent bohaterów, którzy płacą na swoje potomstwo alimenty. Ale prawica niestety interesuje się dzieckiem tylko do momentu poczęcia – potem uwaga przenosi się na inne „dzieci nienarodzone”. I zamiast pochylić się nad realnymi metodami zapobiegania aborcjom, najłatwiej straszyć, że gdyby doszło do legalizacji aborcji na żądanie, żadna Polka nie chciałaby już rodzić, tylko zaczęłaby abortować płody na masową skalę. A przecież aborcja na żądanie była już dostępna w PRLu i jakoś dzietność miała się wtedy świetnie. To skandal, żeby w XXI wieku nadal nie dostrzegać, że obecna polityka służy jedynie legitymizowaniu bezsensownego i bezpodstawnego cierpienia kobiet i że jedynym realnym sposobem zredukowania liczby aborcji jest wprowadzenie przez rząd polityki prorodzinnej, obowiązkowa edukacja seksualna i łatwo dostępna, tania lub bezpłatna antykoncepcja, która – choć nie wyklucza jej w 100% – to jednak zdecydowanie obniża ryzyko zajścia w niechcianą ciążę. Zakaz aborcji nie zapobiega aborcjom. Zapobiega bezpiecznym aborcjom.

Katarzyna Bratkowska udowodniła tylko tyle, że aborcji dokona, jeśli będzie chciała. Tym samym pokazała, że zakaz aborcji nie działa. Miejmy nadzieję, że rozpoczęła też nowy rozdział w dialogu na temat podstawowego prawa kobiet i prawa każdego człowieka w ogóle – prawa do decydowania o sobie i swoim życiu.

Justyna Kowalska
Mateusz Romanowski
Kamila Kuryło
Aleksandra Kamińska
Dominika Wróblewska

design & theme: www.bazingadesigns.com